:::: Winix ::::

Lost Soul

Rozdział 3:
Duch lasu



Peter bardzo szybko przebiegł przez ulicę. Skinął ręką do szeryfa Richarda i podszedł do kiosku. Na wystawie rozłożone były różne gazety. Dostrzegł, że wszystkie prócz "Lost Soul Gazete" miały miesięczne spóźnienie. Wyciągnął z tylnej kieszeni portfel i wysunął z niego papierowy pieniądz. Podał go kobiecie siedzącej w kiosku prosząc o miejską gazetę. Kioskarka wydając resztę zapytała ze znudzeniem w oczach:
- Pan nie stąd? - Widząc, że Peter spojrzał na nią, dodała - No, nie widziałam pana tu wcześniej.
- Tak, przyjechałem przedwczoraj... - odpowiedział biorąc gazetę do ręki. - Mogę o coś spytać?
- Proszę! - odrzekła niemal krzykiem.
- Dlaczego te gazety są przestarzałe? - skierował palec na ladę z czasopismami.
- Nie wiem, mieli je przywieść dziś. Zawsze dochodzą z półmiesięcznym opóźnieniem, ale nam to nie przeszkadza.
Wysunęła dłoń i upuściła pieniądze w jego rękę.
- Wie pani gdzie tu można znaleźć jakiś bar?
- Tak - pokazywała mu palcem kierunki i mówiła - musi pan iść prosto, za tym zielonym domem w prawo, a później znów prosto, trudno nie trafić. Powinien pan usłyszeć muzykę.
Podziękował i począł kierować się w wyznaczonym kierunku. Ulice pomimo popołudniowej godziny były puste, gdzieniegdzie po chodniku przechadzała się jakaś osoba. Dzieciaki biegały za piłką po podwórku. Trawniki przed nie ogrodzonymi domami były równiutko przycięte. Do drzwi prowadziły wąskie chodniki ułożone z kamieni zakopanych prawie po same koniuszki w ziemi. Świeciło słońce, ale nie grzało mocno, lekki wiaterek kołysał korony drzew. Spokojna mieścina - pomyślał Peter - pewnie nawet tu drzwi na klucz nie zamykają. Raj na ziemi. Jednak jego przemyślenia przerwało wspomnienie tajemniczych czerwonych oczu obserwujących go z głębi lasu. Jakie zwierzę może posiadać takie ślepia? A może to nie zwierzę, może to... Przerwał rozmyślenia, gdyż do jego uszu dobiegła muzyka - country. Gdy tylko spojrzał na bar ta od razu ustała - czas się skończył. Powoli podszedł pod drewnianą, piętrową budowlę. Cisza. Rozejrzał się wokoło, nie zauważając żadnych ludzi, jakby wszyscy gdzieś znikli. Zdenerwowany spoglądał w stronę lasu. Przeczuwał coś złego. Nogi trzęsły mu się ze strachu. Podszedł pod dwuskrzydłowe drzwi które były lekko domknięte, najprawdopodobniej przez wiatr. Jeszcze raz odwrócił się tyłem do budynku by rozejrzeć się wokoło. Jakiś głos za jego plecami, jakby ryk odpalanego silnika samochodowego. Ze strachu aż upadł. Obrócił się na plecy, ale nie zobaczył nikogo i co najważniejsze niczego. Wstał, otrzepał spodnie z kurzu i kierował się w stronę drzwi wejściowych. Dziwny dźwięk doszedł do jego uszu po raz kolejny i kolejny. Teraz już wiedział, co go wydaje. Szybko otworzył dwuskrzydłowe drzwi, a z pomieszczenia jak ognisty podmuch buchnął mu w twarz zapach alkoholu i potu. Wszyscy ludzie leżeli na ziemi, meble połamane. Stąpał cicho między ciałami ludzi nie wywołując żadnego dźwięku. Coś chwyciło go za ramię, momentalnie się odwrócił. Stał za nim gruby mężczyzna z wąsami, to właściciel baru. Peter złapał się za serce na jego widok.
- Dostałbym zawału przez pana! - wypowiedział z uśmiechem - Co tu się stało?
Pijany właściciel wystękał.
- Pop...iliźmy i ten cło tam leży... rozwalił mi bar - mężczyzna osunął się na innego pijanego faceta.
Peter uśmiechną się sam do siebie i wyszedł z baru.

***

Na werandzie przy hotelu stała pomalowana brązową farbą ławka. Usiadł nań, wyciągnął nogi do przodu i otworzył gazetę na pierwszej stronie, od razu przywitał go tytuł "Duch lasu powrócił?". Znów przypomniały mu się ślepia. Z ciekawością czytał:

"Kolejne trzy osoby zaginęły. Szeryf Bred nie podejrzewa, że zostały one zabite, tajemnicze zniknięcia komentuje "... Pewnie wyjechały pod namiot ...". Mieszkańcom miasta owe zdarzenie przywołuje na myśl starą legendę o Duchu lasu, mówi ona o tym, iż Duch lasu powraca do życia raz na sto lat, by przeżyć kolejne stulecie musi zdobyć wyznaczoną ilość dusz ludzkich. Z Duchem lasu związana jest także inna sprawa, chodzi tu o zniknięcie pięciuset osób dokładnie sto lat temu w Lost Soul, owi ludzie, a raczej ich ciała nie zostały nigdy odnalezione. Czy stara legenda zaczyna się wypełniać po raz kolejny czy to tylko zbieg okoliczności, że sto lat mija dokładnie jutro? Moje prywatne śledztwo ujawniło też coś, czego nikt wcześniej nie dostrzegł. Wszystkie zaginione osoby pochodziły spoza Lost Soul, poza tym nie mają ze sobą żadnych powiązań."

Pod artykułem widniał podpis "Donald Tomson". Peter znał skądś to nazwisko, tylko nie mógł sobie przypomnieć skąd. Szybko jednak przestał dociekać kim jest Donald, chciał jak najwięcej dowiedzieć się o sprawie z przed stu lat. Zszedł z werandy i począł kierować się do znajomej kioskarki. Dowiedział się od niej gdzie położona jest redakcja "Lost Soul Gazete".

***

Siedział w kuchni jedząc kanapkę z serem, popijał ją piwem. Był gruby, ubrany w brudną białą i zarazem obcisłą podkoszulkę. Złapał się za brzuch. Wstał od stołu i powoli począł kierować w stronę białych drzwi na których górze umieszczona była kwadratowa szyba przez którą widać było wszystko niewyraźnie. Otworzył je. Wszedł nagimi stopami na pomarańczowe kafelki. Zdjął spodnie, uniósł do góry czerwoną klapę i spoczął na "tronie". Wziął do ręki gazetę leżącą nieopodal na pralce i otworzył gdzieś w środku. Czytał spokojnie dopóki lampa umieszczona na ścianie naprzeciw niego nie zaczęła trzeszczeć. Powoli skierował wzrok w jej stronę. Jednak coś innego przykuło jego uwagę, był to stukot upadającej na ziemię pustej butelki po piwie. Przypomniał sobie, że nie zamknął drzwi.
- Hej, kto tam jest? - spytał nie wstając z sedesu.
Lampa zgasła. W ubikacji zapanowała ciemność którą rozjaśniło nieco światło wpadające przez okienko w drzwiach. Ciągle w nie spoglądał. W pewnej jednak chwili przeraził się, jakiś cień z ogromną szybkością przemknął po szybce. Zgasło światło w kuchni. Teraz już nic nie rozświecało egipskich ciemności które zapanowały w całym domu.
- Co tu się u diabła dzieje - powiedział sam do siebie bardzo głośno.
Jednak zauważył coś nie tak, coś dziwnego. Czerwone światło padało na drzwi które stały naprzeciw niego. Obejrzał się za siebie i aż spadł z sedesu. Przez otworzone okno zaglądała czerwonooka bestia, sapiąc głośno. Miała olbrzymie kły. Długie, czarne kłaki sięgające samej ziemi. Oklapłe uszy, z pyska wystawał długi różowy jęzor. Jednak było coś gorszego. Na łbie, obok obu ślepiów wyrastały duże ciemne rogi, a pod dolną szczęką miał dwudziestocentymetrowy kolec skierowany na leżącego mężczyznę. Z uszu poczęły wydobywać się jakieś macki które powoli kierowały się w stronę grubasa.
... Cisza ... Krzyk ... Cisza ...

***

Peter siedział przy biurku, naprzeciw niego walała się sterta gazet sprzed stu lat, znalazł je w redakcyjnym archiwum. Jako że wszyscy mają do niego dostęp, mógł spokojnie i bez pośpiechu śledzić wydarzenia z Lost Soul z ostatnich stu lat. W tym samym pomieszczeniu siedziało jeszcze trzech mężczyzn i kobieta, pisali jakieś artykuły do najnowszego "Lost Soul Gazete". Jeden z facetów odszedł od swego stanowiska i podszedł do Petera. Usiadł na krześle naprzeciw bibliotekarza, trzymał w ręce kubek z herbatą.
- Czego pan tak właściwie szuka? - zapytał.
- Informacji o tej legendzie...- przewrócił na następną stronę jedną z gazet.
- Mogę panu pomóc, jestem Donald Tomson, wszystkie gazety z tym wydarzeniem są na moim biurku - uśmiechnął się i ścisnął rękę Petera.
- Peter O'Neil...
Obaj wstali od biurka na którym walały się sterty starych gazet. Donald wyciągnął z szuflady kilka brukowców i podał je Peterowi.
- Tu jest wszystko... Miałem jeszcze gdzieś książkę o tym... "Duch lasu", ale gdzieś mi się zapodziała.
Peter ułożył gazety na biurku i znów wrócił do ich przeglądania.
- Ty nie stąd, prawda?
- Czy już cała ta wiocha o tym wie? - spytał lekko zdenerwowany, a zarazem ze śmiechem w głosie.
- Ja też przyjechałem tu niedawno... i wskrzesiliśmy tą gazetę.
- To znaczy...
- ... tak, przez jakiś czas nie była wydawana, teraz my, te cztery osoby piszą o tym co dzieje się na tym zadupiu, a zbyt wiele, jak pewnie jest ci wiadome, się nie dzieje.
- Heh... ale teraz po tych zaginięciach... chyba na brak tematów nie narzekacie? - spytał Peter.
- No nie, jest o czym pisać.
- A tak na marginesie, kiedy pan przyjechał do tego miasta?
- Około pięć... sześć miesięcy temu - pomyślał chwilę - Chodzi panu o to, że znikają tylko osoby z poza miasta? Może to zbieg okoliczności... może rzeczywiście pojechali "pod namiot".
- Nie sądzę... - złapał się za czoło - myślę, że mogę o czymś ci powiedzieć.
- Słucham? - Donald usadowił się wygodnie na krześle.
- Widziałem coś w lesie... coś wielkiego... - zamknął oczy - miało wielkie czerwone ślepia i obserwowało mnie. Donald zainteresował się tematem, już widział ten tytuł: "Przyjezdny widział Ducha lasu".
- Myślisz ze to Duch lasu? - spytał Tomson.
- Nie wiem co mam myśleć, sądzę, że to jakieś zwierzę... duże zwierzę.
- Możemy wybrać się do lasu dziś w nocy.
- Sam nie wiem - wrócił do przeglądania gazet.
- Tylko nie mów, że się boisz? - z pogardą powiedział Donald.
- Właśnie tak, boję się, boję się jak diabli, widziałem to c o ś i wiem, że to bydlę mogło by zabić nas obu jednym uderzeniem łapy. - Zastanowił się chwilę - Ale z drugiej strony...
- To może być niezła przygoda!
- Ja pracuję w bibliotece, nie chce żadnych przygód, chcę po prostu żyć. Mam głęboko w dupie zgrywanie "bohatera"! - niemal wykrzyczał Peter.
- Jesteś mięczak! Wiesz? Co ty w ogóle wiesz o życiu? Straciłeś kiedyś kogoś? Bo ja tak, dwaj moi bracia nie żyją, matka i ojciec też, wszyscy zostali zabici! Zabici za przeklęte pieniądze! A ty mi tu wyjeżdżasz z tekstem o zgrywaniu bohatera? - zwierzył się ze zdenerwowaniem w głosie.
- Zamknij się! Pójdę z tobą! - krzyknął Peter.
Donald odchodząc od stołu rzekł cicho.
- Będę tu za trzy godziny...
Peter jeszcze spojrzał na niego, po czym z powrotem zanurzył się w czytaniu starych gazet.

***

"ZAGINIĘCIE KOLEJNYCH OSÓB"

"(...) Lost Soul powoli pustoszeje, wczoraj zaginęło kolejnych dziesięć osób. Zaginionych jest już trzydziestu ośmiu. Szeryf nie wie co robić, pomoc z zewnątrz nie dociera(...)"

"DUCH LASU POWRÓCIŁ?"

"(...) Starszym mieszkańcom Lost Soul przypomina się legenda o Duchu lasu. Ich dziadkowie opowiadali im, że raz na sto lat Duch lasu powraca by upolować tyle dusz ile zapewni mu przeżycie kolejnego stulecia. Inni opowiadają też, że w osiemnastym wieku pół miasta zaginęło w tajemniczych okolicznościach, posądzano o to kobietę... czarownicę która jakiś czas później została spalona na stosie. Wszystko ucichło. Jednak dokładnie sto lat później już w wieku dziewiętnastym tajemnicze zniknięcia znów się nasiliły, zaginęło wtedy ponad pięćset osób. Znów wszystko ucichło na kolejne sto lat, dziś na początku wieku dwudziestego w ciągu pięciu dni zaginęło sto dwadzieścia osób.(...)"

"KONIEC?"

"(...) Pięćset osób zaginęło bez śladu, wszystko jakby ucichło. Mieszkańcy znów śpią spokojnie, od kilku dni nie odnotowano żadnego zniknięcia. Czyżby Duch lasu zebrał potrzebną ilość dusz? Pozostaje teraz tylko modlić się o kolejne pokolenia mieszkańców Lost Soul, oby ich nie dosięgła klątwa "DUCHA LASU"(...)"

Peter odłożył stos gazet na bok, zerknął na zegarek. Do pomieszczenia w tej samej chwili wszedł Donald. Peter wstał od biurka, zdjął ciemnozieloną kurtkę z wieszaka i ubrał ją. Wyszedł wraz z redaktorem "Lost Soul Gazete" przed redakcję.


Winix

winix@wp.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||