Killed by angel
zatopię sztylet w tę miękką przyjemną skórę
która z bezgłośną skargą
przyleganie do mnie
w postaci słodkiej krwi
wyjmę szkarłatny sztylet
i zliżę bardzo powoli twoje
unieruchomione w bólu
życie Ukołyszę cię
do kołysanki
i z niemych ust
spiję zapewnienie
o twojej miłości
do mnie
Powtarzał jej ten wierszyk wyciągając ostry, kuchenny nóż, a ona łapiąc go mocno za nogawki spodni, gubiła łzy.
Ukląkł koło niej i zatopił się w jej kobiecym ciele, które emanowało czymś niepojętym nawet dla niego. Już nie strachem, ale... nie był dokładnie pewien. Może zrezygnowaniem?
- I po co ci to było?
Płakała coraz mocniej, a usta powtarzały bezgłośną litanię do kogoś poza pojmowaniem.
- Czemu mnie do tego zmusiłaś? - Zaprzeczyła ruchem głowy. Zaintrygowała go. Była inna. Lepsza. Prawie boska, ale czy bóg pozwoliłby się zabić? A czy On na to nie pozwolił?
Odepchnął ją brutalnie, aż upadła jak szmaciana kukła. Zawadziła głową o wystający kant szafki i pierwszy raz usłyszał jej krzyk. Nie krzyczała, jak ją unieruchomił sznurem. Nie reagowała, jak nóż wtopił się w jej kruche ciało, aż do teraz.
Było coś zwierzęcego w tym wrzasku. Tak człowiek już nie krzyczy. Jak on ją kochał. Jak on ją nienawidził.
- Zamknij się! - na przekór jego słowom wrzasnęła mocniej, aż do granicy jego wytrzymałości. Poczucia winy? Czyżby zaczął ją żałować?
- Musiałem to zrobić! Zgrzeszyłaś!!! - próbował przekrzyczeć jej ból, strach. Zapomniał dodać, że on też zgrzeszył względem niej.
Miłość to dziwne uczucie: składa się na mniejsze, które złożone w całość tworzą to znane, wszędzie wykorzystywane słowo.
Podszedł do niej i ją objął. Zamilkła. Czuł lekkie bicie serca. Życie coraz szybciej opuszczało jej cielesną powłokę.
- Zmusiłaś mnie do tego! - załkał i mocniej się w nią wtulił. Nie mogła protestować. W powietrzu unosił się zapach jej krwi.
Codziennie zadawała mu nieświadomy ból. Co noc zasypiał z jej wizerunkiem. Budził się i sprawdzał, czy śpi koło niego. Kochając ją, nienawidził coraz bardziej, aż stała się jego obsesją.
Do rozpaczy doprowadzały go jej wyjścia na miasto z kolejnymi chłopakami. Każde zdanie o kolejnym partnerze wywoływało tak niewysłowiony ból. Prawie fizyczny. Każdy kontakt z kimś innym oprócz niego powodował nieposkromioną złość i smutek.
Nie mógł jeść, uczyć się. Była wszystkim dla niego. Tak blisko, a jednak daleko. Na wyciągnięcie dłoni. Mógł czuć jej różany zapach, przeglądać ich wspólne zdjęcia.
Nie mógł tylko jej pocałować, zapewnić o własnej, nieograniczonej przez nikogo miłości.
A ona?
Czasem szydercza, czasem zła. Często kokieteryjnie pytała się, czy ją kocha? Czy mu się podoba?
Zaciskał wtedy pięści, a natrętne łzy paliły oczy. Wychodziła śmiejąc się z niego.
Płakał. Tylko ona to sprawiła. Pierwszy raz płakał przez dziewczynę.
Teraz tulił się do jej ciała i mógł wreszcie pocałować jej zimne i blade usta.
- Wybacz mi, siostro.
Kołysząc w objęciach zwłoki ukochanej siostry, sięgnął po nóż...
24.08.03
Moyra
antymon4@wp.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||