|
|
||
|
O matematykach (i nie tylko...)-
spooky W społeczeństwie naszym ukochanym panuje przekonanie, że matematycy to kujony i tym podobne świry. Otóż pragnę zawiadomić, że to są bzdury i nie należy ich brać poważnie. Ci którzy mają dobre oceny z matematyki to zazwyczaj osoby, które dostały ten dar matematyczny niezbędny do bycia dobrym matematykiem. Ale by być średnim wystarczy tylko logicznie myśleć, bo przecież nasz ulubiony przedmiot to nic innego jak wykorzystywanie swojego mózgu. W tym przedmiocie wszystko jest uporządkowane, są zasady, których trzeba się trzymać, a wszystko jest proste. Wystarczy zastosować odpowiedni wzór i po robocie. Oczywiście nie wszystkie zadania są tak banalne, by można je było rozwiązać jednym wzorem. Te trudniejsze wymagają stosowania zasady, którą głosi niejaki Herkules Poirot, a mianowicie "Wystarczy używać, małych szarych komórek". Tak, to jest bardzo dobra koncepcja, którą polecam nie tylko przy rozwiązywaniu zadań :-). Jednakże bez "smykałki" wiele nie zdziałacie. Podobnie jeśli nie lubicie matematyki, to dużych sukcesów nie osiągniecie... Ja, który uważam się za matematyka, mowię do Was, że bycie dobrym matematykiem nie jest proste. A przynajmniej w moim wypadku, dlatego spróbuję na własnym przykładzie to udowodnić. Będzie to dowód wprost: 1. Założenie: matematycy i reszta klasy dobrze się znają. 2. Teza: matematycy mają trudny żywot. 3. Dowód: przyjmujemy, że spooky to matematyk. Gdy nadchodzi lekcja matematyki, czyli przerwa przed, nie-matematycy rzucają się na spooky'ego i proszą go o zeszyt z odrobioną pracą domową, spooky nie odmawia, bo jest matematykiem, a Ci są bardzo miłymi ludźmi (to jest aksjomat). Jednak przejdźmy do ważniejszej części dowodu, czyli sytuacji podbramkowej jaką jest klasówka. Natenczas dzieją się różne niesamowite historie. Oto kilka przykładów: nie-matematyk nie uczył się przez całe tygodnie więc nie potrafi zrobić żadnego zadania, myśli więc, że poda na kartce przykład, a spooky go rozwiąże szybciutko, bo co to dla niego taki przykład. Tak, przykład jest łatwy, ale tu chodzi o czas! Tego zazwyczaj nie ma za dużo na sprawdzianie, więc nawet kilka minut to bardzo dużo. A tu takich nie-matematyków, którzy chcą rozwiązań od spooky'ego jest dużo: z przodu, z lewej i z prawej. I co taki biedny matematyk może zrobić w takiej sytuacji? No cóż, głupio nie pomóc koledze, ale niedobrze zawalić też klasówkę, dlatego spooky, ostatnimi czasy, pomaga tylko tym, którzy przynajmniej próbują pracować (pozdrowienia dla Barego :-)). Reszta musi sobie radzić sama, zwłaszcza że ich zachowanie wobec nauczyciela przedmiotu jest lekko... nieodpowiednie... Z powyższego wynika następujące twierdzenia: "Matematyk to ludzie bardzo zapracowani, którzy starają się jak mogą i nie odmawiają pomocy innym, dlatego szanujmy ich!", co kończy dowód. Skończyłem dowód, bo się jakoś rozrósł, a nikt nie lubi długich dowodów ;-). Napomnę jeszcze tylko, że taki matematyk nie bardzo może liczyć na pomoc od nie-matamatyka, bo na ten przykład na klasówce z polskiego języka, ten drugi nie napisze wypracowania pierwszemu, który musi sam sobie radzić :-(. Kończąc, wyrażam nadzieję, że przekonałem niektórych z Was, że ludzie z matematycznymi uzdolnieniami to całkiem (przy okazji: całki rulzzzzz :D) normalni ludzie, którzy po prostu mają to "coś" i chce im się robić te 100 zadań zadanych na środę... | ||
|
|
||