STANISŁAW LEM - "Solaris"

Żyjemy w XXI wieku, wieku ogromnego technologicznego postępu chyba we wszystkich dziedzinach nauki. Potrafimy jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki sklonować dowolnego człowieka, potrafimy bez większych oporów stanąć na Księżycu, potrafimy wreszcie za pomocą przecudownych teleskopów spoglądać w najdalsze zakątki Wszechświata. Mimo to jednak nie wszystko jeszcze wiemy, tego na przykład czy poza naszą ukochaną Ziemią istnieje gdzieś w kosmicznej pustce jakaś najmniejsza choćby planeta, która "spłodziła" inteligentne formy życia. Być może nigdy nie będzie dane się nam tego dowiedzieć, i ku poskromieniu własnej ciekawości zostaną nam już tylko filmy i książki, które z mniejszym lub większym skutkiem próbują przedstawić wizję kontaktu z "obcym".

Niestety bardzo często jest tak, że ten "kontakt" przedstawiany jest w sposób, że tak powiem, bardzo dla Nas, Ziemian, nieprzyjemny. Rasa przybyszów z obcej planety miast się trudzić z nami porozumieć po prostu niszczy homo-sapiens jakąś super bronią. Zresztą może tak rzeczywiście wyglądałoby nasze spotkanie z kosmitami, gdyby w ogóle zaistniało. Jednak co by się stało gdyby odwrócić role i naszą rasę przedstawić jako najeźdźców? Czy po napotkaniu obcej inteligentnej formy życia zaprzyjaźnilibyśmy się z nią, czy też może bez skrupułów zniszczylibyśmy ją? 

Swoją odpowiedź na postawione przeze mnie w poprzednim akapicie pytanie spróbował dać Stanisław Lem w owianej zasłużoną niewątpliwie sławą na całym świecie książce pt. "Solaris". Autor przedstawia tu wspomniany kontakt z obcą formą życia, jednak o jej zniszczeniu czy też porozumieniu się z nią nie może być mowy gdyż jest ona... oceanem, w dodatku nie takim zwykłym jak tu na Ziemi lecz "inteligentnym". W dodatku ów ocean ma dziwne właściwości, potrafi bowiem, chyba próbując się z nami porozumieć, tworzyć... tego dowiecie się z książki, gdyż nie chcę za wiele zdradzać. Niemniej jednak jest to najbardziej wiarygodny opis możliwego spotkania "nieznanego" w kosmosie, jaki kiedykolwiek powstał (zarówno w filmie jak i w literaturze). Wielkie brawa dla pana Lema za tą świeżość i za takie a nie inne potraktowanie kontaktu człowiek-obcy.

Cała oś fabuły książki skupia się wokół astronauty Krisa Kelvina, który przybywa na krążącą wokół planety Solaris stację. Tu wraz z dwoma innymi członkami załogi Snautem i Sartoriusem jest świadkiem dziwnych niewytłumaczalnych zdarzeń, jak np. dziwne samobójstwo Gibariana oraz nagłe pojawienie się nieżyjącej żony Kelvina. Jak się później okazuje, zdarzenia te nie są wcale pozbawione sensu i że stoi za nimi coś co nie da się zamknąć w ludzkie ramy pojmowania.

Lem pisząc "Solaris" stworzył to co chciał stworzyć i pokazał to co chciał pokazać. Pokazał nam wszystkim, że kontakt z obcą formą życia nie jest rzeczą tak prostą jak się może ona na pierwszy rzut oka wydawać. Zapominamy bowiem, że odmienność kultur: naszej ziemskiej i obcej jest wystarczającym powodem do niemożności jakiegokolwiek obopólnego zrozumienia. Wiem, to przykre jednakże bardzo, ale to bardzo możliwe niestety.

Książka ta ma mnóstwo walorów których tu nie wymieniłem, a które to każdy z Was sięgając po nią na pewno sam odkryje. Zapewniam, że czytając to dzieło światowej literatury będziecie chłonąć jak gąbka wodę każdą literę, każde zdanie, każdą stronę od czasu do czasu popadając w przyjemną filozoficzną zadumę. Bądźmy dumni bracia i siostry, że ten wiekopomny, pyszny kawałek science-fiction wyszedł spod pióra polskiego pisarza. Nie znać tej książki to grzech niewybaczalny.

Ceglash
ceglash@interia.pl