JACEK PIEKARA - "Sługa Boży"
UWAGA: recenzja dość "ostra" w niektórych momentach... Czytać na własną odpowiedzialność - m.
W dzisiejszym świecie główną dźwignią handlu jest reklama, a najlepszą reklamą jak wiadomo jest skandal, lub chociaż mała prowokacja. Jacek Piekara w swoim Słudze Bożym zastosował ten właśnie patent.
Gdy czytałem wzmianki o tej książce na przeróżnych stronach internetowych, nie mogłem uwierzyć. W naszym kraju, w którym religia katolicka jest trzecią władzą wychodzi książka opowiadająca historię alternatywną, związaną z zejściem Jezusa z Krzyża i jego zemstą na grzesznikach. "Niemożliwe" - myślałem wtedy. A jednak.
Teraz jednak, gdy jestem świeżo po lekturze Sługi Bożego mam małe wątpliwości. Bo książka wcale nie jest taka kontrowersyjna i bluźniercza za jaką autor chciał by ją uważano.
Wprawdzie są tam wzmianki o mściwych aniołach, bezdusznych i okrutnych księżach i paleniu na stosie heretyków, ale nie oszukujmy się, takie rzeczy znamy nawet z lekcji historii, których za wielce kontrowersyjne uznać chyba nie możemy. Przecież średniowieczni papieże to skurczysyny jakich mało, a inkwizycja też nie jest tematem tabu. Jedyne co zrobił Piekara to umiejscowienie tego w jednym czasie i przestrzeni i ubranie w słowa tworzące opowiastki. Czy to tak wiele?
Zwłaszcza, że opowiadania są co najwyżej niezłe, a pierwsze z nich (tytułowy "Sługa Boży") wręcz słabe i jakby pisane trochę na siłę, aby tylko zapełnić ustawową ilość stron. Brakuje w nich specjalnie ciekawych refleksji, jest tylko akcja, która momentami zwalnia dość denerwująco. Zawodzi też niby to główna ich siła, czyli wspomniana domniemana kontrowersyjność. Jakoś specjalnie nie szokuje.
Styl Piekary mogę też ocenić najwyżej na "dobry". Bo choć niby jest poprawnie, czyta się szybko i przyjemnie to brakuje ikry. Może zbyt przyzwyczaiłem się do mistrzów polskiej fantastyki, ale Piekarę, też, do cholery, niektórzy do nich zaliczają. Na pewno nie ja.
Głównym bohaterem opowiadań jest Mordimer Madderdin, Inkwizytor Jego Ekscelencji biskupa Hez-hezronu, jak sam siebie zwykle przedstawia. Postać to może i dość wyrazista, jednak szczerze mówiąc wisiało mi co się z nim stanie na następnej stronie. Nie potrafiłem za żadne skarby się do niego przywiązać. Czyli niby ciekawy, ale nie do przesady.
Książka jest dość brutalna, ale znając naszą literaturę czy kinematografię nie powinno to chyba nikogo zbytnio dziwić. Bo nie jest znowu aż tak okrutna aby rozpętać burzę medialną lub jakieś poważniejsze zniesmaczenie u przeciętnego czytelnika.
Sługę Bożego mogę polecić tym, którzy na jesienne wieczory potrzebują po prostu jakiegoś, porządnego, niezbyt wymagającego czytadła dla umilenia sobie czasu. Ci, którzy w Słudze Bożym ujrzeć chcieli objawienie, będą zawiedzeni.
Taywan (tajwan2@wp.pl)