PRZEGLAD KILKU KSIAZEK
"Gra MetFana"


Dzisiejszy "skład" występujący w Przeglądzie Kilku Książek jest, jeśli brać pod uwagę całą czwórkę, dość przeciętny, ponieważ są dwie książki słabsze i dwie lepsze. Wśród tych drugich jest natomiast powieść, która mnie po prostu oczarowała. Co poniektórzy zapewne wiedzą już, o jakim tytule piszę, bo łatwo to wywnioskować z dzisiejszego podtytułu PKK. Dla nich przesyłam specjalny uśmieszek - ;).
Pozostałym osobom zdradzę natomiast, że chodzi mi o "Grę Endera" Orsona Scotta Carda. Książka ta jest tak niesamowita, że mnie dosłownie odebrało mowę po jej przeczytaniu - bardzo szybkim, muszę dodać. Jeżeli tylko na nią natraficie w bibliotece, to nie wahajcie się ani chwili - bierzcie ją czym prędzej, bo naprawdę warto. Tym bardziej zaś zachęcam do zakupu, bo na pewno nie raz do niej powrócicie - ochota przyjdzie sama; niewiadomo skąd, niewiadomo kiedy, ale ona się zjawi i trzeba będzie powrócić do "Gry Endera". Podświadomości nie da się przeciwstawić i każdy musi się z tym faktem pogodzić. Najlepiej bezzwłocznie. Biegiem do biblioteki! Ale to już!

Prolog



Andrew Harman "666 stopni Fahrenheita"


Gdzieś w Południowej Hedonii pewien demon, przybrany w postać młodej nimfomanki, którą wcześniej opętał, przegląda się w lustrze, starając przybrać jak najbardziej pociągający dla mężczyzn wygląd. Wypróbowuje też swój "zabójczo kokieteryjny chichot", który to ma zwabić do jego pokoju tłumy zalotników. Efekt tej próby okazuje się być nadzwyczaj dobry, tylko że w hotelowym pokoju zjawiło się nie pełno adoratorów, lecz braci zakonnych z generałem Synodem na czele, którzy odsyłają go z powrotem do Piekła.
Tymczasem w Cranachanie, a dokładniej w kaplicy św. Absencjusza ze Sklerozy, Wielce Wielebny Hipokryt III użala się nad swym losem z butelką mszalnego wina w ręce. W pewnej chwili przypomina sobie sytuację z przed 30 lat, kiedy to dostał przesyłkę ze "Świata Zwoju", mającą zawierać zamówiony wcześniej egzemplarz "Seksownych nimf jeżdżących na oklep na kucach do polo", na który czekał z nieskrywanym utęsknieniem. Jednakże zamiast oczekiwanego tytułu otrzymał poradnik, zatytułowany "Telewpływanie dla opornych (Sugestywne oddziaływanie umysłowe w 24 prostych lekcjach)". Trzymając go teraz w rękach, postanawia przeczytać, a gdy już to czyni, uświadamia sobie, że od 30 lat miał pod nosem sposób na spełnienie swoich marzeń. Postanawia naprawić swój błąd i spełnić je teraz...

Książkę tą można zaliczyć do humorystycznego fantasy, którego to gatunku najlepszym przedstawicielem jest cykl "Świat Dysku" Pratchetta. Nie jest więc dziwnym, że powieść ta przypomina nieco twórczość w/w autora. Z czasem jednak da się zauważyć, że style obu pisarzy różnią się i nie ma się wrażenia, że czytamy kolejną książkę Terry'ego P. Zaliczam to panu Harmanowi na plus. Sama zaś książka nie jest może czymś wybitnym, ale spokojnie można ją przeczytać i nie żałować tej decyzji. A ocena? Solidna Dobra.


Andrew Harman - 666 stopni Fahrenheita
Ocena: Dobra



Neil Gaiman "Dym i lustra: Opowiadania i złudzenia"


Książka ta, jak sama nazwa wskazuje, jest zbiorem - nie powiązanych ze sobą - opowiadań, opatrzona obszernym wstępem, w którym autor prezentuje poszczególne pozycje, związane z nimi historie oraz jego odczucia do tego, co stworzył.
À propos wstępu, zadziwia mnie brak w polskim wydaniu "Dymu i luster" jednego z opisywanych przez Neila Gaimana opowiadania, a mianowicie "Uczty". Przypuszczam, że nie przepuściła go cenzura, ponieważ - jak sam pisze o nim autor - jest ono bardzo erotyczne. Moim zdaniem, polski wydawca mógł przynajmniej wyciąć ten kawałek wstępu, opisujący "Ucztę", albo chociaż poinformować czytelników o jego nie zamieszczeniu. Tak udało mu się jedynie wprowadzić trochę zbędnego zamieszania.
Co zaś samych opowiadań, to jest ich zamieszczonych 31, w tym kilka wierszowanych. Nie mam zamiaru rozwodzić się nad każdym z nich, bo na to nie ma ani czasu, ani miejsca, dlatego wymienię jedynie 'kilka' tytułów, które mi się najbardziej spodobały. Są to, według kolejności umieszczenia: "Rycerskość" ("Jest bardzo przyjazne" - zgadzam się z autorem.); bardzo dobre "Mikołaj był..."; prześwietne "Złote rybki i inne opowiadania"; bardzo zabawna parodia Lovecrafta - "Kufelek Starego Shoggotha"; dający do myślenia, wierszowany "Wirus"; następnie wspaniałe "Szukając dziewczyny"; potem coś z tytułem w style Dicka - "Załatwimy ich panu hurtowo"; prorocze poniekąd "Poczucie obcości" i dwa ostatnie, najlepsze w całym zbiorze: "Morderstwa i tajemnice" oraz "Szkło, śnieg i jabłka".
Całkiem dobre, ale nie tak jak wyżej wymienione, są też: "Prezent ślubny", "Cena", "Nie pytaj diabła", "Zmiany", "Zamiatacz snów" i "Dziecizna".
Jak nie trudno policzyć, wymieniłem szesnaście tytułów, czyli minimalnie więcej niż połowę - to chyba samo za siebie mówi.


Neil Gaiman - Dym i lustra
Ocena: Bardzo dobra z niedużym +



Philip K. Dick "Trzy stygmaty Palmera Eldritcha"


Z okropnym bólem głowy Barney Mayerson budzi się w obcym sobie mieszkaniu, a obok niego leży, ledwie przykryta, naga kobieta, której również nie poznaje. Na szczęście w sąsiednim pokoju znajduje swą walizkę z dr Smilem - przenośnym psychiatrą. Od niego to dowiaduje się, że kobieta w łóżku jest jego nową asystentką w P.P. Layouts - jego obecnej pracy - i że nazywa się Rondinella Fugate.
Po chwili ona sama wychodzi z łazienki i pyta się go, dlaczego konsultuje się z psychiatrą. Okazuje się, że Barney dostał kartę powołania z ONZ - miał zostać wysłany na Marsa, by powiększyć grono mieszkających tam kolonistów. Zadanie dr Smile'a polegało na zmniejszeniu jego odporności psychicznej. Tylko to mogło go uchronić przed zesłaniem na czerwoną planetę, które miało zostać potwierdzone podczas komisji lekarskiej w wojskowym szpitalu ONZ w Bronxie już w najbliższą środę. Jak na razie jest jednak wciąż zdatny - niestety.

Prawdę powiedziawszy spodziewałem się po tej książce czegoś więcej, otrzymałem zaś coś, co można przeczytać jeden raz i nigdy więcej do tego nie powracać. To już się wydaje typowe u Dicka, że świetne powieści przeplatają się ze słabo bądź też kompletnie nieudanymi. Twórczość tego autora jest bardzo nierówna, jednak jak dotąd nie przeszkodził mu ten fakt w ciągłym powiększaniu swojej popularności. Całość tej książki ratuje zaś sama jej końcówka, a dokładniej ostatni rozdział, który zasługuje na ocenę Bardzo dobrą. Co prawda jeden rozdział, to nie cała powieść, jednak wystawiam taką właśnie notę, tylko że z minusem - całkiem sporym, jeśli mam być szczery. Podsumowując: nie polecam, ale i nie odradzam.


Dick - Trzy stygmaty Palmera Eldritcha
Ocena: Bardzo dobra z -



Orson Scott Card "Gra Endera"


Sześcioletni Andrew - choć sam woli nazywać siebie Enderem - jest Trzecim. W przeludnionym świecie bycie trzecim dzieckiem w rodzinie jest przestępstwem, jednak dla niego zrobiono odstępstwo od tego przepisu. Powodem takiej decyzji jest najbliższa przyszłość Endera, w której to najprawdopodobniej ma uratować Ziemię przed Trzecią Inwazją robali - owadopodobnych obcych, którzy już dwukrotnie - na szczęście nie skutecznie - atakowali rodzimy świat chłopca. Kolejnym powodem jest nie zakwalifikowanie się do tego zadania żadnego z jego rodzeństwa - nazbyt pobudliwego Petera oraz za spokojnej Valentine.
W chwili obecnej zdecydowano się wyjąć mu z karku czujnik, który towarzyszył mu od chwili narodzin. Czujnik, który był przyczyną tego, że jego starszy brat znęcał się nad nim. Peterowi wyjęli go wcześniej niż Enderowi, gdyż tamten się nie nadawał, co bardzo chłopca rozwścieczało, cały zaś gniew przelewał na młodszego braciszka, którego jedynym wsparciem i ochroną była ich siostra, Valentine, ponieważ sami rodzice nie byli świadomi zagrożenia, jakie prezentował sobą Peter. Ender liczył na to, iż wyjęcie mu czujnika wreszcie poprawi sytuację w domu i brat w końcu go polubi. Że będzie lepiej...

Kiedy zobaczyłem tą książkę w bibliotece, to przypomniałem sobie, że do jej przeczytania zachęcał w Książkach ktoś znajomy. Później sprawdziłem i okazało się, że tym kimś była "ona". Dzięki, Novinha. :) Dziękuję, że namówiłaś mnie do przeczytania tej powieści, ponieważ - uwierz mi, drogi Czytelniku - jest ona naprawdę świetna. Przeczytałem ją w przęciągu dwóch dni. Dwa razy... "Gra Endera" przysiadła sobie w mojej głowie i nie chce jej opuścić. Nie przypominam sobie, żeby jakakolwiek inna powieść kiedyś to zrobiła. Prawdą jest, że "Władca Pierścieni" trochę mi namieszał w głowie, ale nie do tego stopnia. Poza tym, to co zrobił ze mną pan Orson Scott Card, jest innego wymiaru...


Orson Scott Card - Gra Endera
Ocena: Super




Epilog

Jako, że w chwili gdy to czytacie zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, bądź też ledwo co minęły, postanowiłem złożyć wszystkim życzenia zdrowia i szczęścia w nadchodzącym roku i wytrwałości w tym co robicie. Żeby było jeszcze ciekawiej, zdecydowałem się zamieścić w dzisiejszym Epilogu treść życzeń świątecznych, które stworzył kiedyś Neil Gaiman i zamieścił później w opisywanych w tym PKK "Dymie i lustrach". Życzę miłej lektury. :)


Mikołaj był...

     starszy od grzechu, a jego broda nie mogła już bardziej posiwieć. Chciał umrzeć.
     Krasnale, żyjące w jaskiniach Arktyki, nie znały jego języka, rozmawiały jednak we własnej szczebiotliwej mowie, i kiedy nie pracowały w fabrykach, odprawiały niezrozumiałe rytuały.
     Każdego roku zmuszały go, mimo protestów i płaczu, do wyjścia w Wieczną Noc. Podczas swoich podróży zatrzymywał się obok każdego dziecka na świecie i zostawiał przy nim niewidzialny krasnoludzki prezent. Dzieci spały, uwięzione w czasie.
     Zazdrościł Prometeuszowi i Lokiemu, Syzyfowi i Judaszowi. Jego kara była cięższa.
     Ho.
     Ho.
     Ho.

życzenia składali:

Neil Gaiman

oraz
MetFan



© Copyright by MetFan
www.metfan.rapnet.pl