STANISŁAW LEM - "Dzienniki gwiazdowe"

WSZYSTKIE EMOTIKONKI Z PREMEDYTACJĄ WYCIĘTO - m.

"Dzienniki gwiazdowe" to druga książka autorstwa S. Lema, którą przeczytałem. Pierwszą był znakomity "Powrót z gwiazd" opowiadający o powrocie na Ziemię z bardzo długiej wyprawy...
Po przeczytaniu wspomnianego "Powrotu" zapoznałem się już jako tako ze stylem najbardziej utytułowanego polskiego pisarza SF i ruszyłem do najbliższej biblioteki po następny tytuł z Jego kanonu. Na miejscu przebierałem naprawdę długo, aż natrafiłem na okładkę z napisem "Dzienniki gwiazdowe". Z tyłu tej dość grubej knigi wyczytałem, że opowiada ona o kosmicznych przygodach gwiezdnego podróżnika Ijona Tichego. Hmm, szykuje się niezła dawka powieści przygodowej - pomyślałem, i bez namysłu pognałem z nowo nabytą książką do domu, co by ją "skonsumować".

Po powrocie do swojego domowego gniazdka rozpocząłem lekturę nowego nabytku. I cóż mogę powiedzieć po jej przeczytaniu? Chyba tylko to, że jest to najlepsza książka jaką do tej pory przeczytałem (na razie czytam "Cyberiadę" więc moje zdanie nie jest jeszcze ostateczne). I tym oto sformułowaniem mógłbym zakończyć recenzję, z nadzieją że zostawicie pady i pognacie do księgarń/bibliotek w wiadomym celu. Jednak nie skończę, gdyż zdaję sobie sprawę, że "Dzienniki gwiazdowe" są pozycją specyficzną i nie każdemu muszą przypaść do gustu.

Jak już wcześniej wspominałem "Dzienniki gwiazdowe" traktują o przygodach Ijona Tichego, który nie ma nic do roboty, i chyba tylko z racji wysokiego bezrobocia przemierza wzdłuż i wszerz Wszechświat:). To, że jest daleka przyszłość nie muszę chyba wspominać.

Książka różni się trochę od innych dzieł Mistrza (takich jak "Solaris" czy wspomniany na początku "Powrót z gwiazd") swoją formułą. Składa się bowiem ze wspomnień i zapisek gwiezdnego podróżnika Ijona, które tworzą kolejne, oderwane od siebie opowiadania. Każde stanowi osobne wydarzenie z bogatego życia gwiezdnego podróżnika i niesie inne przesłanie dla czytelnika. Trzeba bowiem jasno powiedzieć, że pod kopułą tych niewinnych opowiastek przenikają się jasno pytania o naturę Wszechświata, sens bytu i inne skomplikowane rzeczy. Ot, cały Lem. Rzeczy to naprawdę poważne (ach, ta niesamowita kosmiczna pustka mnie przeraża), ale na kartkach tej powieści przekazane z naprawdę niesamowitym poczuciem humoru (motyw z pewnymi roślinkami, które rosną od wyzwisk pod ich adresem rządzi).

Jeśli więc jesteś zażartym fanem twórczości Lema, a "Dzienników" jeszcze nie zaliczyłeś, to chyba nie trzeba cię do tego zmuszać. Jeśli zaś o panu Stanisławie słyszałeś jedynie w telewizji ew. w radiu, a chciałbyś się z jego twórczością zapoznać, to warto żebyś zaczął od "Dzienników gwiazdowych" właśnie.

Ceglash
ceglash@interia.pl