Max Payne 2: The Fall Max Payne
Mistrz powrócił
do gry i to w wielkim stylu. Największy madafaka w grach komputerowych pokazał,
na co go dostać już we wcześniejszej części gry sygnowanej jego imieniem i
nazwiskiem. Jednak tak naprawdę dopiero w sequelu pokazał, co naprawdę potrafi i
jakim jest twardzielem.
Wielki come back.
Już na samym początku muszę zaznaczyć, że jeśli po "Max Payne 2"
spodziewaliście się jakiś wielkich zmian - po prostu ostro się zawiedziecie.
Jest to prawie identycznie wyglądająca gra jak poprzedniczka usprawniona w kilku
elementach. Jednak czy tak naprawdę coś, co było szalenie grywalne i
niesamowicie dobre trzeba drastycznie zmieniać? Gra nadal bawi wspaniale i można
ją przechodzić wiele razy, co chwila odkrywając nowe smaczki. A, co
najważniejsze jest to 100% hardcore, który znamy już z poprzedniczki. Szybkie
strzelaniny, adrenalina ustawiona na maksimum oraz świetny tryb "Bullet Time"
jest prawdziwą siłą tego produktu.
Max & Mona.
Menu niczym nowym, po za możliwością zobaczenia, co działo się w
poprzedniej części, nie zaskakuje. Nadal przygrywa monotematyczna muzyczka, w
tle widać usprawnionego Maxa oraz tajemniczą kobietę z rozpoznaniem, której fani
nie powinni mieć problemu. Przyznam się szczerze, iż menu mnie troszkę
zaintrygowało i dla mnie jest bardzo dobrze zrobione w swej prostocie. Jednak
oczywiście długo nie patrzyłem się na nie i włączyłem główną grę.
Lifting.
Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy jest twarz Maxa, który przeszedł
lekką operację plastyczną. Wszyscy pamiętamy jego jakże głupkowaty wyraz twarzy
z części pierwszej. Wyglądał on wtedy jakby miał dość ostre zatwardzenie oraz
skrzywienie psychicznie. A sequelu wygląda w końcu jak człowiek, któremu nic nie
brakuje. Przypomina on trochę typowych amerykańskich detektywów znanych z
filmów: trochę podstarzały pan z lekką siwizną oraz mądrym wyrazem twarzy. Max
naprawdę miło zaskoczył mnie tym razem i trzeba przyznać grafikom, że - jeśli
chodzi o wygląd naszego bohatera - postarali się tym razem. I ze zwykłego dresa
Payne zmienił się w najprawdziwszego twardziela na widok, którego zbiry uciekają
gdzie pieprz rośnie - zamiast się śmiać z jego parszywej, powykrzywianej mordy.
Czy to moje oczy mnie zawodzą?
Grafika nie zmieniła się prawie w ogóle i w sumie dobrze, bo gdybyśmy
znów musieli czekać pięć lat tylko po to żeby podziwiać wygląd gry
prawdopodobnie sam przeszedłbym się do panów z Rockstar. Zmiany są iście
kosmetyczne i bardzo dobrze wyszło to grze. Jak już wspomniałem wyżej Max Payne
zmienił się na plus, jednak nie tylko on. Samo miasto oraz otoczenie wygląda
teraz trochę lepiej. Tekstury są wyższej jakości jak, a efekty świetlne
prezentują nadal bardzo wysoki poziom. A teraz bardzo ważna wiadomość - gra
nadal ma niskie wymagania sprzętowe. U mnie chodziła bez żadnego problemu, gdy
miałem wszystko ustawione na medium i bardzo rzadko, kiedy gra się zarywała.
Przyczepić się można jedynie do niektórych bitmap, które są wykonane bardzo
niestarannie, aczkolwiek tak często nie rzuca się to w oczy. Trochę szkoda, że
nadal nie można robić dziur w ciałach przeciwników jak również nie można
odrąbywać im kończyn na wzór SOF-a. Pomyślcie tylko - włączasz bullet timie i
odstrzeliwujesz kolesiowi ręka, która w zwolnionym tempie spada na ziemię
wylewając z siebie hektolitry krwi.
Fizyka to prawie Chemia.
Bardzo dużym, a wręcz ogromnym plusem "Max Payne 2" jest fizyka.
Pamiętam, gdy w poprzedniej części postacie zabitych bandziorów zatrzymywały się
na schodach czy barierkach niczym duchy. Tutaj na szczęście takich smaczków nie
uświadczysz, a wszystkie postacie wyginają się prawie jak gumowe żyrafy.
Wystarczy tylko zabić jakiegoś kolesia na schodach czy przepaścią by zobaczyć
jak będzie się gimnastykował i w piękny sposób spadał. Niesamowicie też
zaskoczyło mnie zachowanie różnych "rzeczy martwych" pokroju paczki czy
szklanki. Naprawdę nie mogłem zatrzymać ślinotoku, gdy zobaczyłem jak zabity
typek wywraca się na stół, gdzie stały szklanki oraz pudła, które wywołały
reakcję domino z innymi przedmiotami. Wszystko w szalenie efektownym stylu
pospadało lub porozbijało się przy okazji działając jeszcze na inne rzeczy.
Jest Mistrz, a gdzie Małgo... Mona?
Jeżeli myślicie, że opowiem wam fabułę albo, chociaż jej kawałek to
naprawdę grubo się mylicie. Powiem tylko, że w grze spotkamy kilku starych
przyjaciół, których poznamy w nowym świetle. Jednak najważniejszą osobą będzie
piękna Mona Sax znana z poprzedniej części gry - kojarzycie tą panienkę, którą
spotkaliście zaraz po zabiciu pierwszego bosa? Będziemy mogli nawet w kilku
rundach się w nią wcielić i pozbawić życia kilku bandziorów. Zbytnio ten pomysł
mi się nie spodobał (tak wszystkie feministki możecie nazwać mnie świnią - hrum,
hrum), gdyż nie lubię niszczenia tak pięknego materiału nawet, kiedy jest on
tylko wirtualny. A tak naprawdę uwielbiam Max Payna i chciałbym tylko nim
sterować przez całą grę. Najbardziej zaskoczył mnie Gogniti, który okaże się
naprawdę bombowym gościem i przysporzy nam sporo śmiechu i zasłuży sobie na
naszą sympatię. Za porównaniu z jedynką dodano większą ilość NPC-ów, którzy
często wygłaszają prześmieszne dialogi. Nie zdradzę ich, bo zepsułbym zabawę tym
,którzy nie grali, ale naprawdę warto posłuchać sobie wypowiedzi prostytutki na
komisariacie o brutalności w grach komputerowych.
Rundy i rundeczki.
Przyznam się szczerze, że uwielbiam rundy w każdej części Max Payna. Są
dla mnie fenomenalne i uwielbiałem je przechodzić nawet po sto razy bawiąc się
równie dobrze, jak za pierwszym razem. Są zrobione bardzo dobrze i dopracowane w
niemal każdym calu i nawet, gdy się powtarzają zawsze odkrywamy w nich coś
nowego. Powiem wprost, że Max Payna kocham za klimat, który w największy sposób
tworzą właśnie levele. Gra jest niesamowicie szybka i przysparza mnóstwo
adrenaliny. Wszystko w grze dzieje się z nadzwyczajną prędkością, wszędzie
latają kule, przeciwnicy wybiegają z pokoi, a różne przedmioty latają po w
powietrzu - to jest moc tej gry! I żeby to poczuć trzeba dopiero w "MP 2"
zagrać. A już nawet nie wspominając, że przy niektórych akcjach zrobionych przy
pomocy bullet time nawet "Matrix" odpada. Troszkę brakuje mi większej ilości
smaczków jak na przykład odpadająca ściana (moja ulubiona scena w jedynce).
Piekło to tylko początek.
Na pewno niektórzy z was pamiętają zeschizowane sny Max Payna w
jedyneczce, kiedy zostać nafaszerowany prochami. W sequelu mamy za to zwykłe
koszmary, w który Max może i umrzeć nie może, ale za to nabawić się ostrego
zawału serca i niewydolności odbytnicy na pewno. te rundy skojarzyły mi się z
Silent Hiilem, może nie są tak psychodeliczne, ale bez wątpienia bardzo
absurdalne w niektórych momentach. A spadające za nami kartonowe pudła mogą
okazać się skuteczny środkiem na zsiwienie włosów. Bardzo ładnie pod względem
graficznym zostały również zrealizowane te rudny - szczególnie fajnie wyglądają
rozciągające się korytarze oraz intrygująca mgiełka. A już nawet nie wspominając
o muzyce w owych levelach, która potrafi doprowadzić do obłędu. Płacz, głosy,
wrzaski są tam na porządku dziennym i bardzo dobry sposób straszą.
Maxymalne Smaczki.
Naprawdę miłym dodatkiem w każdej części Max Payna były różne dodatki
oraz smaczki takie jak prześmieszne dialogi wrogów czy telewizyjne programy. W
dwójce oczywiście takowych momentów też nie mogło zabraknąć, a nawet jest ich o
wiele więcej. W telewizorach nadal lecą głupie telenowele oraz - i tu uwaga -
pornole:). Bardzo fajnie wygląda scena, kiedy jakiś dziadek śpi przed włączonym
telewizorem i największy hasał nie jest go w stanie obudzić, jednak kiedy
wyłączysz telewizor on obudzi się i ochrypniętym głosem powie ci, że oglądał ten
program. Oczywiście nie mogło zabraknąć rozmów między postaciami parodiujące
różne filmowe momenty czy po prostu głupie dialogi. Bardzo polecam wgłębić się w
MX2, gdyż czekają was naprawdę niezapomniane chwile:).
Pif-Paf.
Jako, że Max Payne nie jest żadnym mistrzem karate i nie potrafi zabijać
tajnymi ciosami, musi korzystać z różnych pistoletów, granatów czy zwykłych
pałek. Tak jak w poprzedniej części naszym podstawowym narzędziem zbrodni będzie
zwykły pistolet, który może występować w liczbie mnogiej (w każdej dłoni jeden
egzemplarz:). Oczywiście mamy do wyboru między starymi, dobrymi shotgunami (dwórurka
i zwykły siedmiostrzałowiec), oraz Ingramami, które są strasznie niecelne, ale
za to bardzo efektowne. Później dojdzie nam parę maszynówek w tym Kałasnikov i
mogę powiedzieć, że najczęściej z tych pukawek korzystać będziecie. Jakby ktoś
wolał bardziej humanitarne sposoby mordowania zawsze może skorzystać ze zwykłego
granatu lub koktajlu Mołotowa.
Błędy, gdzie błędy?
Jak wszyscy wiemy nie może być róży bez kolców tak jak nie może być
dobrej gry, które nie posiadała by kilku błędów. I oczywiście kilka bugów nie
zabrakło w MX2. Pierwszym i najważniejszym problemem w grze jest jej długość
trwania - mówiąc dokładniej Maxa2 przeszedłem w jeden dzień. A po ukończeniu
produktu pozostaje bardzo duży niedosyt i żal do producentów, że nie dodali
jeszcze kilku leveli nawet podobnych do poprzednich. Reszta błędów na szczęście
jest o wiele mniejsza i w nijaki sposób wpływa na zabawę. Czasami zdarzy się
przeciwnikom dziwnie zahaczyć o elementy otoczenie lub pozostać na schodach,
kiedy powinni spaść na ziemię. Od czasu do czasu potrafi wkurzyć również dość
niskie AL przeciwników, którzy potrafią się zachować jakby byli pijani i sami
wchodzą pod lufę. Oczywiście bardzo rzadko się to zdarza, ale niestety można
spotkać takie przypadki (realizm?). Można się również przyczepić do ostatniego
bossa, którego pokonać można bez żadnego problemu i zbytniego wysilenia swoich
szarych komórek. Jednakże jest to kwestia sporna, gdyż słyszałem, że niektórym
się owa walka podobała.
Ende!
Zachęcam i to bardzo do kupienia Max Payne 2, gdyż gra jest wielka i
naprawdę mocno kopie w niektórych momentach zady. A szybko na pewno się nie
znudzi, ponieważ przechodzić ją można wiele razy. Już wiem, czego sobie na
trzecie imię wziąłem Max:).
:: PLUSY:
+ Max Payne
+ Szybkość gry
+ Grafika oraz fizyka
|
:: MINUSY:
- Za krótka
|
:: INFO O GRZE:
Gatunek: TPP
Premiera: Październik 2003
Developer: Remedy
Producent: Take 2
Dystrybutor: Cenega Poland
|

|