Lord OF The Rings: Return Of The King

Anonim

  "Władca Pieścieni" autorstwa J.R.R. Tolkiena do niedawna nieczęsto gościł na naszych monitorach. Wszystko jednak zmieniło się wraz z nadejściem wysokobudżetowej ekranizacji tej wspaniałej książki. Film Petera Jacksona osiągnął wielki sukces, który oczywiście nie uszedł uwagi księgowym wielkich firm. Jak to często bywa postanowili oni podczepić się chwilową(?) modę na Tolkiena i fantasy i w sklepach zaroiło się od wznowień książek, zeszytów ze zdjęciami z filmu, kalendarzyków "Władcy Pierścieni", kubeczków, breloczków i mnóstwa innych niepotrzebnych gadżetów. Wiadomo - fan kocha, fan kupi. Czysty zysk. Oczywiście w tym natłoku licencjonowanych produktów nie mogło zabraknąć i gry na komputery i konsole. Prawo do "ekranizacji" filmu(nie książki, bo te należą do kogoś innego...) za ciężkie pieniądze kupiło EA i wypuściło w zeszłym roku grę "LOTR: Two Towers", ale tylko na konsole. Ponieważ premiera ostatniej części filmowej trylogii już tuż, tuż na rynek trafia kolejna produkcja z oficjalnym logo na pudełku. Mowa tu o "Return Of The King", bohaterze tego artykułu. Zapoznałem się niedawno z demonstracyjną wersją tej produkcji i już dzielę się z wami moimi spostrzeżeniami.

  Demko oferuje nam jeden poziom z gry - jako Gandalf rozprawiamy się z hordami orków atakujących bezbronne kobiety. Pierwsze co rzuca się w oczy po uruchomieniu dema giery to skandaliczna jak na grę z końcówki 2003 roku rozdzielczość - 640x480 pikseli. Paskudnie to wygląda, ale w pełnej wersji rozdziałka ma być wyższa. Wyjąwszy ten problem grafika w grze jest całkiem niezła, choć rzuca się w oczy to, że program powstaje równocześnie na kompa i konsole, przez co grafika musi być dostosowana również do słabszych "growych maszyn" i nie wykorzystuje w pełni mocy najnowszych pecetów. Oczywiście wszystkie projekty postaci, lokacji są takie jak w filmie i nie można się do nich przyczepić. To samo można powiedzieć o dźwiękach towarzyszących nam w kłuciu, siekaniu, rąbaniu i tłuczeniu przeciwników. Tak, tak - sieczemy i rąbiemy aż (nie)miło. I tymi słowy można właściwie streścić cały przebieg rozgrywki. Biegamy z laską i mieczykiem i tłuczemy każdego orka, który się nam nawinie. Czasem rzucimy sobie zaklęcie, ale również tylko ofensywne. Nie bójcie się, wrogów nie zabraknie, bo cały czas pojawiają się nowi. Proste? Tak, i do tego niestety jeszcze prostackie. Rozgrywka jest płytka jak poziom rzeki w czasie suszy. Generalnie wszystko sprowadza się do rytmicznego naciskania klawiszy. Owszem, jest to nawet zajmujące zajęcie. Przez jakieś 5 minut. Potem z ekranu zaczyna wiać nudą. Nie wiem, może tylko ten poziom jest tak skonstruowany, że nie robimy nic innego jak tylko beznamiętne tłucznie kolejnego orka po jego kaprawej gębie? Ale przecież demo powinno przyciągnąć do gry, więc autorzy umieszczają w nim z reguły najciekawsze misje.

  Grywalność leży i cichutko kwiczy. Postawmy sprawę jasno - EA postanowiła łatwo zbić kasę na fanach Tolkiena i wypuściła produkt, który nie tyle spodoba się graczom, co raczej taki, który nie zniechęci jak największej ich liczby. Dlatego zrobiono konsolową sieczkę i postarano się o wersję na PC. Dla kasy - nie ma, co owijać w bawełnę. Jeśli twórcy mieli jakiekolwiek ambicje to zostały one całkowicie zniszczone przez chęć zysku producentów, którzy woleli mieć grę bylejaką, ale dobrze się sprzedającą. Szkoda, że jedna z najlepszych książek XX wieku i jeden z najlepszych filmów fantasy doczekały się tak marnego przeniesienia na monitory graczy na całym świecie. Wątpię, czy w pełnej wersji grywalność ulegnie poprawie, bo o ile grafikę można stosunkowao łatwo poprawić, to kiepskiego pomysłu na grę już nic nie poprawi. I tym smutnym akcentem żegnam się z wami.

 
3/10
:: PLUSY:
+ Filmowe lokacje i postacie
+ Muzyka
:: MINUSY:
- Z monitora wieje nudą
- Niska rozdziałka
- Płytka rozgrywka
:: INFO O GRZE:
Autor nie podał.