Guilty Gear X
Kiedy usłyszałem o tej grze po raz pierwszy, pomyślałem - nic wielkiego. Jakaś konwersja "klepki" 2D ze śmierdzącego Dreamcasta. Jednak z czasem nabierałem ochoty aby przyszpilić w jakąś bijatykę. Na nic nowego nie było mnie stać, toteż po odwiedzeniu Allegro postanowiłem wybrać coś tańszego. I wtedy właśnie natrafiłem na aukcję GGX. Po krótkim zastanowieniu i przeliczeniu funduszy na gry postanowiłem nabyć owy tytuł. Sam nie do końca wiedziałem czy tego chcę. W końcu nigdy nie przepadałem za bijatykami 2D. Capcom i SNK to firmy które szanowałem, jednak gry z ich stajni nigdy mnie nie pasjonowały. Owszem lubiłem czasami pograć w SF2, MvsC czy inne jednak nie specjalnie mnie one wciągały. Jednak myśl o tym, że żaden ze wspomnianych producentów nie maczał swych brudnych paluchów w GGX skłoniła mnie do jej zakupu.
Po zdarciu folii z pudełeczka, jak zwykle zacząłem przeglądać instrukcję i wszystkie książeczki znajdujące się wewnątrz opakowania. Pośród nic nie wartych pierdół typu: Jak podłączyć kartę pamięci do konsoli, czy tworzyć stany gry na "memorce", znalazłem ciekawe informacje dotyczące bohaterów występujących w grze. Oczywiście wszystko po angielsku, ale co tam, jako że światowy ze mnie chłopak
zbytnio mi to nie przeszkadzało. Zostały tu pokrótce opisane historie postaci i przedstawione ich najważniejsze ciosy. Ciekawe i przydatne.
No właśnie, postacie. W samej grze występuje 20 zawodników w tym dwóch ukrytych. Bohaterowie są naprawdę przeróżni. Mamy tu: Fausta - dziwnego magika z papierową torbą na głowie, który podczas walki odstawia trzodę nie do opisania. Giba się na boki jak moja babka przy noszeniu zakupów. Zato 01 - cyborga któremu w walce pomaga jakaś bliżej nieokreślona substancja. Może ją on wykorzystać do obrony lub ataku. Wygląda to świetnie. Małą dziewczynkę May, która walczy... kotwicą i do pomocy lub ataków specjalnych używa przywołanych delfinów. Chipp - z wyglądu przypomina Songa z Dragon Balla. Ma nawet podobne umiejętności, jest szybki jak błyskawica i może teleportować się w wybrane miejsca na arenie. Jest tu także wielki "koks" Potemkin. Łapa jak lodówka, morda jak kowadło. Typowy klocek 3x3, wolny, ale potwornie silny. Każda z nich walczy charakterystyczną dla siebie bronią. Bardzo fajnie wygląda Venom, który wywija składanym kijem do bilarda, czy Anji wymachujący ogromnym chińskim wachlarzem. Jak widać postacie są zróżnicowane i na pewno każdy gracz znajdzie coś dla siebie. Mnie osobiście najbardziej przypadł do gustu Testament- podczas walki wspierający się wielką kosą i atakami kruka latającego nad jego głową.
System walki jest troszeczkę "masherski", ale idzie się do tego przyzwyczaić. Mamy tu cztery przyciski odpowiedzialne za ciosy nogami i pięściami. System bloków i przechwytów jest intuicyjny i nawet dobrze sprawuje się w praniu. Każda z walczących postaci posiada swój pasek energii, który ładujemy w czasie bitwy. Po jego całkowitym napełnieniu mamy możliwość wykonania ciosu specjalnego, który doszczętnie niszczy przeciwnika zabierając mu cały pasek energii, oczywiście jeżeli wcześniej nie zostanie zablokowany. Tak więc system sprawia, że akcja jest szybka i dynamiczna. Na ekranie ciągle cos się dzieje. Wspaniałym rozwiązaniem jest możliwość przerwania swojego "combosa", natychmiastowe przejście do bloku, przechwyt i błyskawiczne wyprowadzenie kontry. W teorii trochę dziwnie to brzmi, ale wierzce mi, że w grze sprawdza się znakomicie. Jak już wspomniałem gra jest troszeczkę "masherska" i po paru sesjach bolą człowieka wszystkie palce, ale to chyba nie jest aż takim minusem, żeby można powiedzieć, że gra jest cienka i tylko dla "bolków" lubujących się w klepaniu w klawisze.
W menu, trybów gry jest niezbyt dużo. Możemy kolejno walczyć z coraz silniejszymi przeciwnikami i coraz lepiej poznawać swojego zawodnika. A na końcu zmierzyć się z bossem końcowym i odkryć nowe ukryte postacie. Umożliwia nam to oczywiście tryb Arcade. Jeżeli już go przejdziemy to nic nie stoi na przeszkodzie, aby do zabawy zaprosić kumpla (Versus) i dać mu wycisk na losowo wybranej planszy. Nie ma to jak walka z żywym i rozumującym (nie zawsze) przeciwnikiem, któremu w razie porażki możemy wymierzyć siarczystego kopa w nery tudzież "kulki". Jeżeli znudzi nam się pranie kumpli, lub nie daj Borze zaczniemy z nimi przegrywać, możemy poćwiczyć nasze umiejętności w trybie Practice. Tu możemy wyżyć się na komputerowym pajacu. Oczywiście wskazane jest zmodyfikowanie jego ruchów co by chłopak czasami wyprowadził jakąś kontrę, ewentualnie cały czas próbował się bronić i odparowywać nasze ciosy. W Survival'u rozpierniczamy swoich przeciwników na czas, mając do dyspozycji tylko jedno życie. Standardzik, występujący także w innych grach tego typu. Jak widzisz nie wiele tego, ale spokojnie nie ma powodów do paniki. Szpila jest tak grywalna, że te cztery tryby wystarczą na bardzo długi okres czasu.
Co by nie owijać w bawełnę, powiem tak: Graficy powinni dostać medal w dziedzinie gier 2D. Postacie są duże, wyraziste i co najważniejsze wspaniale narysowane. Ich animacja jest genialna, poruszają się z gracją i momentami przypominają bardziej, idealnie dopracowaną kreskówkę niż grę na konsolę. Na ich strojach widać bardzo wiele szczegółów. Tu coś podwieje, tam coś opadnie itp. Bronie które nasi zawodnicy dzierżą w łapach też są bardzo dobrze wykonane. Wszystkie efekty typu: unoszący się kurz i pył w momencie podskoku zawodnika czy rozbłyski broni, wybuchy i inne wprawiają w zachwyt. Nie boje się tego powiedzieć. To jest najładniejsza bijatyka 2D jaka kiedykolwiek ujrzała światło dzienne. To samo tyczy się plansz. Wspaniałe, każda z postaci posiada swoją lokację. Ich wygląd jest genialny. W tle często pojawiają się jakieś inne postacie. Występują zmienne warunki atmosferyczne, a walki często odbywają się o różnych porach dnia. Wieczór, ranek, słoneczne popołudnie. Wszystkie te elementy budują wspaniały klimacik i niepowtarzalną atmosferkę. Oczywiście jeżeli ktoś lubi mangę i anime, bo jednak czuć tutaj tą charakterystyczną kreskę.
Na osobny akapit zasługuje oprawa audio. Na każdej z plansz usłyszymy inną melodię. Szybkie i rytmiczne muzyczki sprawiają, że człowiekowi chce się grać. Po prostu muza jest konkretna i wg mnie to właśnie ona buduje przynajmniej 1/3 klimatu gry. Także wszystkie okrzyki czy odgłosy broni wykonane są na bardzo wysokim poziomie. Szczęk ścierających się mieczy czy odgłosy wybuchów to po prostu miodzik dla ucha. Niezłym patentem, jest wrzucenie przez autorów specjalnego menu, w którym możemy odsłuchać każdą melodię czy też powiedzonka i okrzyki danej postaci.
Jak więc widać Guilty Gear X to jedną z lepszych, jeśli nie najlepszych bijatyk 2D. Wspaniała grafa i muza, wykręceni zawodnicy i niezły system walki skutecznie przykują fanów "mordoklepek" do telewizora. Zresztą nie tylko fanów. Mnie osobiście gra rozwaliła na łopatki. Gram w nią już jakiś miesiąc czasu, dzień w dzień. Polecam!!!!
Wydawca: Sammy
Rok produkcji: 2001
Miejsce na karcie pamięci: ok. 100 KB
Grafika: 9
Muzyka: 10
Plusy:
+ Grafika
+ Muzyka
+ Wykręceni zawodnicy
+ Ogólne wrażenia
Minusy:
- Tylko trzy tryby gry
- Troszeczkę masherska
OCENA: 9+