Turok


"Słońce zawieszone na niebie świeci dziś mocno. Wszechobecny skwar daje mi się we znaki. Na wieczór przydałoby się coś zjeść zwłaszcza, że od dwóch dni chodzę z pustym żołądkiem. Mam chyba dobry dzień. Zauważyłem niedaleko guźca udającego się do wodopoju. Po cichu wyciągam łuk oraz strzałę. Naprężam cięciwę... już niedługo tłuściutki prosiaczek będzie mój;). W ostatniej chwili zwierze w popłochu ucieka. Co się stało? Przecież nie mógł mnie zauważyć? Ta cisza... właśnie cisza, tutaj nigdy nie jest tak spokojnie. Wytężam słuch... coś słyszę... głuche miarowe stąpanie... coraz bliżej... bliżej. Obracam się, z zarośli rzuca się w moją stronę dinozaur. Błyskawicznie odskakuje na bok. Gad szykuje się do ponownego ataku. Nie będzie miał jednak ku temu okazji. Zdążyłem już oddać strzał. Grot strzały przeszył szyję gada niczym nóż masło. Zwierz z impetem uderza głową o ziemię wypluwając z siebie hektolitry krwi."

Życie indianina nie jest tak różowe jak mogłoby się wydawać. Zewsząd atakują nas tubylcy, dinozaury oraz inne "badgeje;)". Oczywiście wszystkie te i inne "atrakcje" występują masowo w grze Turok: Dinosaur Hunter, jednej z lepszych gier fpp na N64. Gra oparta jest na popularnym w U.S.A. komiksie. Pomińmy fabułę, która jest prosta niczym kij od szczotki: "Pokonanie kilku poziomów w celu unicestwienia bossa wszystkich bossów, który zagraża ludzkości, bla bla bla". Tak to mniej więcej się przedstawia. Fabuła nie jest tutaj jednak najważniejsza. To co się liczy to miód. Tego w omawianej grze nie brakuje. Nigdy nie przypuszczałem, że niwelowanie dinozaurów za pomocą Miniguna może sprawiać tyle radochy. Do pokonania oddano nam 8 poziomów (światów). Niektórym z was może wydać się to ilością śmiesznie małą. Nic bardziej mylnego. Pokonanie jednego zajmuje naprawdę sporo czasu. Małym minusikiem są powtarzające się tekstury podczas pokonywania kolejnych lokacji. W zasadzie można to zrozumieć. Ilość MB dostępnych na cartridgu do wysokich nie należy. Grając w T:DH, początkowo można odnieść wrażenie, że gramy w platformówke z widokiem fpp. Już sam chód głównego bohatera odbiega nieco od stanardowego.

Podczas biegu Turok "giba" się na boki dając złudzenie prawdziwego. To samo dot. pływania, skakania oraz wchodzenia po drabinach. Do tego dochodzi spora ilość platform na, które trzeba wskoczyć i już mamy platformówkę "jak się patrzy". Na szczęście eksterminacja przeciwników, oraz spora ilość oręża zbrodni znacznie przewyższa czysto platformową rozgrywkę. Właśnie, broń to jeden z atutów tej gry. Na samym początku do naszych rąk oddano jedynie nóż oraz łuk. W miarę postępów w grze dostajemy takie cacka jak: Minigun, Rocket Luncher, Grenade Luncher, Desert Eagle, Shotgun oraz wiele innych. Warto dodać, że do niektórych broni można używać 2 rodzajów pocisków. Moją ulubioną pukawką jest Atomic Fusion Luncher. Po odpaleniu pocisku wszystko dookoła zaczyna się trząść. Po chwili następuje ogromny wybuch, a w twoją stronę z niebezpieczną prędkością zbliża się fala uderzeniowa. Po prostu miód uszami płynie. Po takim ataku mało, który przeciwnik będzie jeszcze cały. A "przeszkadzajek" w grze jest cała masa. Dinozaury, marines, tubylcy, duże chrabąszcze i inne niezindentyfikowane przez ze mnie "ciała obce". Plus doliczyć trzeba bardzoooo ciekawie zprojektowanych bossów. Wymienie chociażby ogromną modliszkę czy T-Rexa ziejącego ogniem.

Grafika pomimo upływu lat prezentuje dobry poziom ( jak na N64 oczywiście). Aby gra "chodziła" przez cały czas płynnie autorzy ograniczyli widoczność dodając mgłę (nie powiem wygląda bardzo dobrze). Wszystkie efekty prezentują wyrównany dobry poziom. Za to woda... jest świetna. Nie jakaś płaska tafla, której nie zmąci nawet wybuch atomowy, tylko falująca, przeźroczysta taka jak być powinna. Do dźwięku także nie można się przyczepić. Jest świetny. Oczywiście gra nie jest pozbawiona wad. Największą moim zdaniem to brak trybu multiplayer. Po przejściu Singla nie pozostaje już nic. Po za tym przy tak ogromnych lokacjach łatwo jest się zgubić. Nawet dołączona mapa na niewiele się tu zdaje. Nie każdemu także mogą się spodobać elementy platformowe.

"T:DH" jako pierwszy utwierdził mnie w przekonaniu, że gatunek gier fpp na konsolach nie jest wcale taki słaby. Była to także pierwsza gra fpp na konsole w którą grałem z przyjemnością. Już z uwagi na ten fakt warto poświęcić temu tytułowi trochę czasu. Każdy maniak fpp-eków powinien w ten tytuł zagrać. Dla reszty może to być miła odskocznia.

Platforma: N64, PC
Producent: Iguana
Gatunek: FPP

Grafika: 7
Muzyka: nie ma
Dźwięk: 7

Plusy:
+ Sporo broni
+ Animacja postaci
+ Grafika

Minusy:
- Brak multiplayera
- Brak muzyki (chociaż to mały minus)
- Czasami wieje nudą podczas pokonywania poziomów
- Łatwo jest się zgubić

OCENA: 7

F@rmeR