Devil may Cry


Dawien, dawien czas temu żył pradawny demon. Demon o twarzy niegodziwie plugawej i myślach obłudnych. Owy nikczemny stwór po narodzinach skrył sie w najgłębszych głębinach Podziemi (Underworld) i tam rósł w siłę. Gdy stał się wystarczająco potężny w jego ponurym umyśle zrodził się plan prawdziwie srogi - zapragnął zawładnąć światem. Ku naszemu szczęściu jego niecne działania powstrzymał nasz człowiek we właściwym miejscu - Spardą go zwali, a był on nie człekiem lecz również demonem! Po swym zwycięstwie czarny rycerz osiadł na Ziemi, założył rodzinę i zajął się hodowlą trzody chlewnej. Spłodził syna - Dantego - i zmarł (o ile mnie pamięć nie myli). Jego żonie również się nie powiodło i życie straciła spod ręki wymienionej z początku maszkary (jednak bardziej prawdopodobna jest wersja, iż uciekła z pewnym włoskim biznesmanem na Hawaje). Teraz po blisko 2000 lat wspomniany z początku Mundus powraca, by znów wprowadzić swe plany w życie. Przeszkodzić może mu w tym jedynie Dante... czyli my. Tak jest mili państwo - znowu ratujemy świat!

Cóż fabuła Devila do specjalnie wybitnych nie należy, ale to nie o bogatą historię tu chodzi. W DMC bowiem pierwsze skrzypce gra wspaniale wykonana walka, ale o tym zaraz. Po początkowych napisach pełni ciekawości witamy w menu głównym. Tutaj jednak nie ma zbyt wielu opcji (New Game, Load i Options) takoż wybieramy pierwszą z góry i oglądamy interko. Kiepskie interko trzeba to od razu powiedzieć. Brak w nim polotu, dynamiki czy czegoś ciekawego więc drugi raz już go raczej nie obejrzymy. No dobrze, animacja się skończyła i już możemy pobiegać naszą postacią. Wykonujemy próbne ciachnięcie mieczem i z wiarą w swe siły ruszamy do zamczyska na wzgórzu.

Jak wszystkim doskonale wiadomo pierwszym co rzuca się w oczy jest grafika. No cóż, prawdopodobnie czytaliście już inne recki DMC więc nie zdziwi was to, że powiem, iż jest cudowna, piękna, genialna, pełna artyzmu itd itp. Wielkie wrażenie robi miejsce, w którym zaczynamy. Ogromny, gotycki zamek, piękna, wykładana kamieniami dróżka i niesamowite słońce. Zaiste piękny to widok. Podobnie sprawa ma się z innymi poziomami. Wszędzie dostrzeżemy drobne szczególiki w stylu zatartych malowideł na ścianach, pięknych witraży czy ogromnych budowli. Animacja naszej i wrażych postaci stoi na podobnym poziomie. DMC ma coś takiego co można nazwać "świetnym designem". Projekty przeciwników, każda z plansz, bossowie (Mundus, ogromny anioł, robi wrażenie)... dosłownie wszystko jest przemyślane od początku do końca. Autorzy mieli kupę pomysłów i swoje chore wizje umieścili tutaj.

Devil jest także bardzo dobrze udźwiękowiony. Bez dwóch zdań. Odgłosy wystrzałów brzmią tak przekonywująco, że nie raz obejrzycie się za siebie by zbadać czy jakiś szajbus nie napiera do was zupełnie przypadkiem z "tęponosej czterdziestki czwórki". Postacie mają fachowo podłożone głosy, a potwory wydają eleganckie i rubaszne . Muzyka zmienia się w zalezności od akcji dziejącej się na ekranie: Dante biegnie i zbiera duperelki - muza leci spokojnie, łagodząc zmysły. Dante napiera na potworki - zmienia się w industrial techno (lub jakoś inaczej, nie znam się na łubu-dubu). A to czy wam się spodoba to sprawa gustu - mnie nie podchodziła.

A jak się przedstawia sama rozgrywka? W zasadzie bardzo prosto. Ot łazimy od komnaty do komnaty po drodze dla relaksu wyrzynając kukiełkowate stworki. Czasem trzeba wrzucić jakieś gówienko do otworku, by otworzyły się dzwi do kolejnej komnaty tudzież chowającego się bossa. Cała gra, jak widzicie, nastawiona jest na walkę. Mało mówimy, dużo bijemy. Tyle, że nie jest to bezmyślna wyżynana jak np. Metal Sluga, a walka o styl. Już wyjaśniam: w grze został zaimpletowany stylometr (???) i w zależności od sposobu wykończenia przeciwników otrzymujemy różne oceny. Najgorsza - DULL, a najlepsza - STYLISH. Łącznie jest chyba z 5 ocen. W zależności od oceny z przeciwnika wyleci określona liczba czerwonych duperelek (klejnocików), za które kupujemy naszemu nieustraszonemu kolejne umiejętności. Taki mały elemencik RPG. Ale nie wspomniałem chyba, że by dostać najlepszą ocenę wystarczy tylko podrzucać kukiełkę ciosem [tył + R1], prawda? No to wspominam. Bo tak naprawdę to ten cały stylometr nie ocenia stylu, a zlicza ilość zadanych ciosów. Drobny przekręt ze strony Capcomu. Cała gra jest podzielona na 22 misje + kilka ukrytych. W większości jak wspomniałem przechodzimy z jednego pokoju do drugiego, ale trafią się 2 plansze gdzie przyjdzie nam polatać (raz samolotem, a raz Dantem w jego demonicznej postaci). Poziomy te wykonane są w stylu staroszkolnych strzelanek i są miłą odskocznią od głównego wątku.

Gra jest cholernie trudna. Na szczęście chory poziom trudności zaczyna się od Hardu. Teraz z bratem męczymy ostatniego bossa i coś nam nie idzie. A jak sobie pomyślę, że na poziomie Dante Must Die gra staje się 3 razy trudniejsza to aż mi się zwieracze ściskają. To będzie masakra... << UPDATE: Przeszliśmy HARD i mamy DANTE MUST DIE. O radości iskro bogów... Z poczatku przedstawiało się wszystko dobrze. Odkryliśmy nową postać - ojca Dantego z nowym mieczem. Po prostu wypasik. Ale po chwili zaczęliśmy gre. Pierwszy przeciwnik i koniec. Ubił mnie dziad 3 ciosami. To ja już podziękuję za taką grę. Nie tknę tego *^@&#^ przez tydzień conajmniej! >>

Na koniec powiem jeszcze, że fabuła tej pozycji jest cholernie bardzo very denna. Ja wiem, to nie ona się tu liczy - gra jest nastwiona na walkę (sam tak z resztą napisałem), ale do diaska (!) mogli by się postarać. Motyw po walce z jednym bossem:

Trish: "Dante, why did you save me?!"
Dante: (grobowym tonem) "Becouse you look like my mother"
(w tym momencie Trish podchodzi do D.)
(Dante wystawia gnata i celuje w blond łebek niewiasty)
D: Don't come any closer. You may look like my mother but you don't got her soul. (i poszedł sobie)

Ja wiem, źle to przedstawiłem (bo tego nie da się opisać) i nie brzmi to tak żałośnie, ale uwieżcie staremu Chuckowi na słowo - w tym momencie z kumplem po prostu leżeliśmy ze śmiechu. Takiej dawki kretynizmu dawno w żadnej grze nie było. Autentycznie. Kiepsko też wyglada odbijanie się Dantego od ścian. Według mnie ten ruch powinien być podobny do tego z Matrixa, a tu nasz pół-demon przysiada na ścianie i niewiadomo jak wylatuje w powiatrze. Dziwne. Wkurza mnie jeszcze jedna rzecz. Pasy u dołu i u góry ekranu oraz dziwna powolność gry (przy bieganiu i podzczas wstawek animowanych na enginie gry). Zdaje mi się, że wina leży w słabej konwersji z NTSC na PAL. DMC w Yaponi i USA chodził chyba w 30 klatkach, a my mamy ich 25. Co za pech. Poza tym większych wad nie stwierdzono. DMC jest jedną z tych gier, które będą kupowane do końca PS2 toteż polecam się w nią zaopatrzyć. Drogi wydatek to nie będzie, gdyż Devil od jakiegoś czasu jest już w Platynie, a na Allegro widziałem go za 40 zyla.

Alex Cehil
www.misteria.metal.pl
- ściągać mp3 Yearning!

[Pragnę zauważyć (o ile mogę), że otho nie wystawił oceny końcowej. Takie zachowanie jest karygodne i mam nadzieję, że nie będzie praktykowane przez innych! - LOV]