Gorky Zero: Fabryka Niewolników

  Nawet nie macie pojęcia jak to miło ponownie zasiąść za klawiaturą i oddać się ulubionemu zajęciu. Ponownie, bo już od ponad miecha w nic porządnego nie giercoliłem. Najpierw siadła mi płyta główna, potem były problemy z grafiką i dźwiękiem, a później jeszcze siadł mi monitor. Ech, nacierpiałem się, oj, nacierpiałem. Jednak dzisiaj (01.11.2003) wreszcie wszystko jest już w porządku i miałem okazję poszarpać w parę spoko gierek jakich mi się przez ten miech nazbierało. Między innymi było to recenzowane tu demko...

  Pierwsze co wywarło na mnie wrażanie to klimatyczne menu i takaż w nim muzyka. Obczaiłem klawiszologię i przystąpiłem do treningu. Za rączkę prowadziła mnie niezbyt pociągająca pani. W sumie może to i dobrze, w końcu powinien był skupić się przede wszystkim na trenowaniu, a nie na podziwianiu wdzięków. Kiedy już skumałem zasady gry, przystąpiłem do misji właściwej. Trafiamy do jakiejś fabryki na Ukrainie gdzie odbywa się "produkcja" zombie. Nasze zadanie polega na wysadzeniu w cholerę tego całego cyrku. Zapowiada się ciekawie...

  Od samego początku musimy pamiętać, że Gorky Zero to nie jest zwykły szuter, jakich u nas dostatek, a SKRADANKA, toteż nasze działanie musi być zaplanowane, bo inaczej marny nasz los. Akcję obserwujemy z dwóch różnych kamer. W pierwszej z nich widzimy naszego bohatera oraz spory obszar dookoła, nastomiast drugi widok to widok zza pleców. Tego pierwszego używamy podczas eksploracji otoczenia, drugiego gdy przymierzamy się do posłania jakiegoś fajfusa na "tamten świat". Wtedy to przyczajamy się po cichu, wymierzamy (im dłużej mamy przeciwnika "na muszce" tym większe szanse na efektywne trafienie) i oddajemy strzał (najlepiej w łepetynę). Tym samym robimy sporo hałasu, czego skutkiem jest zwrócenie uwagi wałęsających się w pobliżu strażników. Pozostaje nam albo się schować i grzecznie przeczekać aż sytuacja się uspokoi, albo walić do reszty faciów. Oczywiście nie zawsze są w pobliżu inni Ukraińcy, a więc nie zawsze ma miejsce "impreza".

  Na misję wyruszamy bardzo słabo uzbrojeni. Ot, pistolec i nóż. Na szczęście ciała denatów można przeszukiwać i tym samym zdobywać nowy sprzęt. Stuff porozrzucany jest także w różnych zakątkach. Zbieramy takie pierdółki jak: UZI, strzelba, amunicja najróżniejsza, apteczki itd. Wszystko się przydaje. Możemy nawet używać przenośnego komputerka, na którym możemy poczytać sobie kilka ciekawych informacji.

  Grafika i dźwięk w Gorky Zero trzymają poziom. Szczególnie to ostatnie, bowiem muzyka przyczynia się do budowania wspaniałego, mrocznego klimatu. Utwory są naprawdę znakomite. Grafa może i szczególnie nie zachwyca, jednak ogólnie jest całkiem, całkiem. Biegnąca w świetle latarni postać Cole Sullivana (nasz bohater) i rzucającą na drogę cień "daje radę". Design oponentów nie pozostawia czegokolwiek do życzenia (podobnie jak całe otoczenie, które jest bardzo bogate w różnorakie szczegóły). Jedynie można się przyczepić do bardzo często występującego przenikania przez tekstury. Cole spokojnie przełazi sobie przez choinki, "wtapia" się w ściany itp. Jest to niezbyt przyjemny dla oka widok. Wkurza trochę także to, iż animacji zgonu przeciwników jest bardzo mało (naliczyłem aż dwie, choć być może jest ich więcej). No i to tyle jeśli chodzi o słabe strony gry.

  Przyznać muszę, że w demko Gorky Zero grało mi się nawet przyjemnie. Fajny klimacik to jeden z większych plusów tej pozycji. Jednak czy warto wydać te dwie dyszki na finalną wersję tegoż produktu? Ludzie mawiają: "Jaka cena, taka jakość". Bez wątpienia jest w tym racja, lecz może Gorky Zero to odskocznia od tej reguły? Hm, kto wie.

7/10
:: PLUSY:
+ Klimacik
+ Muzyka

:: MINUSY:
- Bardzo częste przenikanie przez tekstury
:: INFO O GRZE: