spis treści | poprzednia strona | następna strona

|Mroczne Widmo|

Angielska nazwa Mrocznego widma brzmi The Phantom Menace, czyli Mroczne zagrożenie ("phantom" to widmo, fantom; a "menace" znaczy zagrożenie, groźba). Już same spolszczenie nazwy nie spotkało się z zadowoleniem fanów. Sugerowano bardziej dosłowne tłumaczenie, a nie wymyślanie zupełnie nowej nazwy, jak to zrobili polscy dystrybutorzy. Niestety nawet wyraźny sprzeciw fanów nic nie wskórał i polska nazwa The Phantom Menace pozostała taka jaka jest. W końcu i tak nikt się tym nie przejmował, bo przecież już za kilka dni miała odbyć się oficjalna premiera, a to liczyło się bardziej. Wszyscy zagorzali fani i fanatycy ostrzyli sobie zęby żerując na bilety w kasach. Każdy spodziewał się godnego następcy najlepszego gwiezdnego epizodu, Imperium kontratakuje. Kiedy wreszcie dorwałem dwa bilety na film, wraz z kolegą zaaranżowaliśmy wspólną wyprawę do kina, której celem było rozkoszowanie się pierwszym i w naszym mniemaniu najlepszym (chociaż go jeszcze nawet nie widzieliśmy) epizodem. O dziesiątej rano, we wrześniową sobotę siedzieliśmy już wygodnie w fotelach wrocławskiego kina "Warszawa". Po kilku nudnych reklamach nareszcie (!) zaczął się film.

Na wstępie standardowo przywitały mnie złote litery na gwieździstym tle i znana chyba wszystkim muzyka Johna Williamsa. Po chwili zaczęły latać statki, Jedi wymachiwali mieczami świetlnymi, a droidy rozpadały się w pył. Cool, pomyślałem. Akcja zaczęła się coraz bardziej rozkręcać. Nijaka Federacja Handlowa zablokowała planetę Naboo, by sprzeciwić się narastającym podatkom (hm... jakbym słyszał Leppera w telewizji ;). Wielki Kanclerz wysłał na planetę dwóch Rycerzy Jedi: Qui Gon Jinna i Obi-Wana Kenobiego, którzy mieli rozwiązać zaistniały problem. Niestety okazało się, że przywódcy Federacji trzymają z Lordami Sithami. Owi Sithowie to najwięksi wrogowie Republiki i Rycerzy Jedi. Od razu nasuwa się prymitywność Mrocznego Widma. Zamiast stopniowo odkrywać karty, George Lucas podaje nam wszystko jak na tacy. I czym tu zaciekawić widza, jeśli główna fabuła jest prosta i infantylna? No niczym, ale to w dalszej części artykułu.

Pomijając to, że Rycerze Jedi ze sceny na scenę robią z siebie jeszcze większych idiotów (np. przyłączając do swojej ekipy tubylca Jar Jar Binksa), odnajdują królową Naboo. Nie wiem jakim cudem tego dokonali, bowiem władczynie znaleźli (dziwnym trafem) w ogromnym mieście bez żadnych problemów. Uparty fan powie, że było to dzieło Mocy, ale ja i tak upieram się przy tym, że Lucasowi po prostu nie chciało się logicznie wyjść z tej sytuacji. ;) Chwilę później królowa Amidala wraz z Rycerzami Jedi decyduje się na opuszczenie planety. Podczas ucieczki z Naboo, statek władczyni zostaje postrzelony i musi lądować na Tatooin. W tym momencie zaczyna się straszna nuda. O ile w kilku poprzednich scenach amator kina mógł jakoś wytrzymać w kinie, to teraz przyjdzie mu to z trudem, ponieważ przez całą godzinę nic w filmie się nie dzieje! Dopiero później czeka nas kilka ciekawszych scen, które niestety nadal kipią naiwnością i zabawią tylko małe dziecko. Dochodzi jeszcze super głupia końcówka filmu, rodem z jakiejś Dysneyowskiej kreskówki. Ów, to na szczęście koniec filmu. Mogę wreszcie wyjść z kina. :)

Może po kolei. Co mi się w Mrocznym widmie nie podoba. Po pierwsze: słaby scenariusz, który nie zaciekawia widza. Fabuła jest nudna i sztampowa. Co jakiś czas pojawia się ciekawy wątek, ale i tak zaćmi go tysiąc gorszych. Ogólnie zakres fabularny jest do kitu, sytuację trochę ratują wątki polityczne, jednak to zdecydowanie za mało. Wydawało się, że z takimi funduszami George Lucas zrobi cuda. Wyraźnie widać, że efekty specjalne nie mogą zastąpić fabuły, a tej jest skąpo w Mrocznym widmie. Trudno powiedzieć, co buduje nastrój filmu. Niby jest przerażający Darth Maul, przebiegły senator Palpatine, honorowi Rycerze Jedi, ale to wszystko nie ma rąk i nóg. Zupełny brak klimatu.

Po drugie: źle wykreowane niektóre postacie. Jeśli Anakin faktycznie był niewolnikiem na Tatooin, to czemu w 6. części współpracował z Jabbą? Przecież to zupełnie nielogiczne. Poza tym nie widzę w roli przyszłego Dartha Vadera Jake'a Lloyda. Anakin powinien być groźny, a nie lalusiowaty. Te kwestie typy: yuuuuupi, yeeeeee dobijają mnie. Do tego jeszcze postać Jar Jara, który jest głupi i w ogóle nie śmieszny. Wykreślić go ze scenariusza! Po trzecie: za mało akcji, nazbyt dużo filozofii. Czy Anakin musiał przechodzić przez te wszystkie spotkania z Radą Jedi, pomiary krwi [Midichloriany. Żałosne...] , by stać się padawanem? Od tych wszystkich przemyśleń, jakie nurtują Qui-Gona prze cały film, spać się chce. Po prostu, cholerna nuda. Nic dodać i nic ująć.

Osobiście uważam Mroczne widmo za cienki i przereklamowany film, który trzeba jak najszybciej wykreślić z pamięci. Lucas zamiast liczyć kasę, powinien wziąć się porządnie do roboty!




    Plusy:

  • efekty specjalne
  • muzyka
  • niezłe aktorstwo

    Minusy:

  • bez klimatu
  • nie śmieszny Jar Jar Binks
  • słaby scenariusz i reżyseria
  • Jake Lloyd w roli Anakina
  • nudny

Ti-mon



|strona 19|