|Luke Skywalker|
Mój Bohater! Polubiłem faceta od pierwszego wejrzenia - tylko, proszę, bez skojarzeń. Nie ma to jak świetlny miecz w dłoni, kaptur na głowie i masa ideałów pod czaszką. Wspaniały intelekt, godny Jedi oczywiście, refleks zabójcy, wzrok orła. Ideał normalnie. Potrafi walczyć o swoje, wierzy w to, co robi. Cudowny rebeliant i przedstawiciel zagrożonego wyginięciem gatunku.
Wróć! Wystarczy tych bałwochwalczych wizji! Pewno chcielibyście, żeby tak było. Jednakże gdyby tak zmienić perspektywę... Pamiętacie początek "New Hope"? Pytanie retoryczne, bo któż ośmieliłby się zapomnieć...
- Wujku! Ja kcem do Akademii! Łeee! Koledzy pojechali..."
- ...
Żałosne. Przyszły pierwszy Jedi Galaktyki i nieustraszony rebeliant, bodaj najlepszy pilot X-skrzydłowca chce wstąpić do sił imperialnych! Oczywiście, ma doświadczenie bojowe - polował na króliki. Umie też prowadzić - musiał te króliki czymś dogonić. Potrafi też o siebie zadbać na pustyni - króliki nie mogły się zmarnować. Pewno jest jeszcze dobrym garbarzem i krawcem, gdyż szkoda królicze skórki wyrzucać...
Niezły numer. Pomijam oczywiście kwalifikacje et cetera. Dostałby w tyłek dwa razy oficerskim butem, to zapomniałby o królikach. I mielibyśmy spokój w Galaktyce i przyległościach. A tak, mamy bu... bi... bałagan, no. I wszystko przez kobietę! Te to się wszędzie muszą wepchać. Zupełnie jak w raju. Miast siedzieć cicho to pcha się ta z jakimiś jabłkami. W Nowej Nadziei mamy do czynienia z identyczną sytuacją. Już miało być pięknie, gdy pojawiła się blaszana konserwa i popsuła całą świetlaną przyszłość.
Ciekawe, jak to wszystko by wyglądało? Luke w Akademii Imperium dostaje przeszkolenie. Nazwisko jakby znajome, więc prędzej czy później dociera do góry. Vader oczywiście wie, o co chodzi z Mocą i rozpoczyna gruntowne szkolenie. Czyż tak nie byłoby o wiele lepiej? W czasie, gdy rebelianckiemu Luke'owi przyszywali rękę, imperialny Luke smażyłby zawszonych buntowników błyskawicami Mocy ;).
Zastanawiający jest fakt, że Vader wcześniej nie zainteresował się losem swych dzieci. Przecież szkolenie na Jedi rozpoczyna się od najmłodszych lat. Gdzie zatem wszyscy ci imperialni biurokraci? Nie wierzę, że na Tatooine nie było obowiązku rejestracji osób. Musiał być. A w takim wypadku wystarczy wpisać w komputerze odpowiednie nazwisko i mamy jak na dłoni przyszły diament wyłowiony z kupy gnoju. Ale niestety, ktoś nie pomyślał.
Zmarnowała się szansa Luke'a. Potem nawet Imperator nie pomógł. Szkoda. Jak widzicie, facet się z powołaniem rozminął. Całościowo sprawę ujmując, był bezpośrednią przyczyną zawieruchy w imperialnych systemach, przyczynił się do śmierci milionów ludzi (załogi Gwiazd Śmierci) oraz sprowadził na ustabilizowany przez Imperium świat zmiany. Czy na lepsze? Wątpię. Zmieniły się bowiem tylko nazwiska na stołkach. I tak - siostrunia wsadziła tyłek w oficjalne kiecki, a na dole jak było, tak było. Wątpię, żeby służby republiki wykonywały swe zadania lepiej od imperialnych. Nasuwa się zaczerpnięte z "Hero" powiedzenie: "wszystko pod niebem".
A propos pierwszej piękności Republiki - skoro Jedi nie mogą kochać itp. to co Luke sobie wyobrażał startując do własnej siostry? :) Co prawda, z początku nie znał kodeksu. Ale co z tego?. Taki wielki Jedi mógł wyczuć ;). Wątpię, żeby Yoda mu nie powiedział. Chyba, że to wychwalane pod niebiosa szkolenie Jasnej Strony wygląda jak wpis do księgi pensjonariuszy domu starców: "dobra, będziesz Jedi, jednoczysz się z Mocą... sratata itd... podpisz tu... aha - masz zapomnieć o wódzie i panienkach. Co, nie wspominałem wcześniej? Trudno, musisz się dostosować." Fajnie musiał się czuć Luke, gdy się dowiedział. Nic dziwnego, że tak szybko uciekł z Yodowego bagna :).
Abstrahując od ironicznego początku i ogólnej wymowy tekstu - mimo wszystko cenię Luke'a. Zawsze można się z niego pośmiać. Nie ma to, jak inteligentne spojrzenia, pełne dramatyzmu wejścia do nory Jabby i jeszcze lepsze zejścia stamtąd (o jedną kondygnację niżej :)). Ot, zagadka dziedziczności.
A skoro już przy tym jesteśmy... Jak to możliwe, że Ciemna Strona Mocy jest tak słaba? Wszak na przykładzie Vadera widzimy, że Moc zostaje w rodzinie. Jaki zatem problem ze stworzeniem gromdaki przyszłych Czarnych Jedi? :)
Jasna strona musi bawić się w poszukiwania, pomiary, cuda-dziwy. Bilans jakby lepszy po Ciemnej Stronie.
Wiecie zatem jaki wniosek można wysnuć z powyższego tekstu? Otóż: Luke to ciota, a Vader to eunuch. Tylko, że z tym ostatnim to żartuję. :)
Gregorius
fishbone1@wp.pl
|