spis treści | poprzednia strona | następna strona



|Bandyci|


American OutlawsZastanawia mnie jedno. Czemu dzisiaj westerny nie są już tak popularne jak kiedyś? Skąd to pytanie? Ponieważ miałem okazję obejrzeć dwa filmy tego typu wyprodukowane w ciągu kilku ostatnich lat: "Szybcy i martwi" (Gene Hackman, Sharon Stone i nielubiany przez wielu Leonardo di Caprio) oraz właśnie omawiani "Bandyci" i wcale nie uważam, aby dane pozycje odstępowały klimatem, miodnością i jakością od tych legendarnych westernów typu: "Siedmiu wspaniałych", "Butch Cassidy i Sundance Kid", "W samo południe" itp. Powrócę jednak do omawianego filmu.

Fabuła "American outlaws" jest bardzo prosta. Wszystko rozgrywa się w końcowym okresie wojny secesyjnej, kiedy to grupa przyjaciół wraca do domu z jedniej z ostatnich bitew. Czeka ich niemiła niespodzianka. Okazuje się, iż na terenach rodzinnego miasteczka ma zostać wybudowana kolej. Właściciel kompanii kolejowej dąży do wykupienia wszystkich ziem za niewielkie pieniądze. Dlaczego? Jest to najtańszy sposób na zbudowanie linii kolejowych. W momencie, kiedy bohaterowie odmawiają sprzedania ziem, kompania próbuje przekonać ich do zmiany decyzji w bardziej radykalny sposób. Przyjaciele nie chcą się tak łatwo poddać i postanawiają zemścić się na kolei. Obrabowywując banki, w których są przechowywane pieniądze kompanii wzbudzają ogólną sympatię i aprobatę ludzi. Co się dzieje dalej tego już nie powiem.

... To by było na tyle, jeśli chodzi o fabułę. Ta akurat tutaj nie jest najważniejsza. Największą zaletą filmu jest jego klimat. Przypominają się stare dobre czasy, kiedy westerny świętowały swoje tryumfy. Widz czuje się, jakby naprawdę patrzył na Dziki Zachód. Wpływa na to całe otoczenie a w szczególności muzyka, dzięki której film ogląda się z ogromną przyjemnością i łatwiej jest "wtopić" się w daną epokę. Akcja jest wartka, dynamiczna, nie pozwala oglądającemu oderwać się od ekranu. A o to głównie w westernach chodzi. Widz ma się zrelaksować, ale też nie zasnąć.

Nie jest to film posiadający jakieś głębsze przesłanie, jednakże jego obejrzenie sprawiło mi ogromną frajdę. Głównie za sprawą gry aktorów, która była bardzo profesjonalna. W rolę głównego bohatera wcielił się Collin Farell znany wszystkim z filmu "Telefon", o którym też trochę wspomniałem. Dla mnie Farell jest aktorem o ogromnych umiejętnościach. Potrafi wcielić w przeróżne postacie i co ważniejsze widz nie utożsamia go z jedną i tylko jedną graną przez niego postacią postacią. Mogę wymienić wielu aktorów, którym taka sztuka się nie udała: Neo - Keanu Reeves, Ferdek Kiepski - Andrzej Grabowski, Jim - Jason Biggs (szarlotka z American Pie) i wielu, wielu innych. Nie myślcie, że świadczy to o ich braku talentu (przynajmniej w większości wypadków). Ale to chyba trochę głupie, jeśli widzę danego aktora/kę w jakimś filmie i mówię: "A to przecież ten koleś, który grał ... w ...! Cholernie dobry wtedy był. Zaraz, a jak on się nazywa?" Przynajmniej takie jest moje zdanie i uważam Farella za aktora światowej klasy, który, jestem niemal na sto procent pewien, okryje się taką sławą i powszechnym szacunkiem jak: Al Pacino, Marlon Brando, sir Sean Connery, sir Anthony Hopkins, Roger Moore i inni. I to głównie dzięki swojemu talentowi i wszechstronności. Przypomina mi trochę Edwarda Nortona, również świetnego aktora ("Podziemny krąg", "Czerwony smok", "American History X"), głównie stylem gry, pracowitością, i ogromną determinacją na planie. Gdzie tam ma się z nimi równać taki Bogusław Linda, Cezary Pazura czy Michał Żebrowski! Panowie, nie ta klasa.

Wracając do recenzji, ekipa w filmie składa się nie tylko z Collina, ale też innych aktorów i to nie tylko Collin błyszczy na planie. Wystąpiła w nim Ali Larter (znana wszystkim z "Oszukać przeznaczenie" i "Oszukać przeznaczenie 2"). Jak się można domyślać, zagrała laskę Farella, jednakże nie jest bezbarwną postacią będącą jedynie tłem dla głównego bohatera. Wręcz przeciwnie: stara się wnieść do swojej (okrojonej) roli jak najwięcej. Larter z serii "Mam się bać oglądając to i dobrze się bawię, ale się nie boję" zapamiętałem ... co ja bredzę! W ogóle jej nie zapamiętałem, bo w pierwszej części zagrała średnio. Dopiero po obejrzeniu "Bandytów" przypomniałem sobie, iż jej twarz nie wydaje mi się zupełnie nowa i obca. Natomiast Larter z "American outlaws" jest postacią charakterystyczną, stara się skupić na sobie uwagę widza. Co dziwniejsze, było w niej coś kuszącego - nie! - ... ponętnego a wcale do najładniejszych aktorek nie należy. Oglądałem ją z zaskakującą przyjemnością. Niewiele gorzej było w "Oszukać przeznaczenie 2". To tyle o Larter. Inni też zagrali naprawdę dobrze (poza Kathy Bates, która znalazła się tu chyba tylko dzięki temu, iż zagrała w "Misery". Najbardziej podobała mi się mimika bohaterów, momentami komediowa, doskonale wpasowywująca się do danej sytuacji.

"Bandyci" to całkiem fajny film z wartką i dynamiczną akcją. Zankomicie nadaje się do oglądania w długie zimowe wieczory, ale nie tylko. Minusem może być mało rozwinięta fabuła i oczywistość dalszego przebiegu akcji. Brakuje w filmie jakiegoś większego przesłania. Jednakże w ogólnym rozrachunku "American outlaws" jest całkiem niezłą pozycją i warto ją obejrzeć - choćby dla samej frajdy.


Ocena ogólna: 8/10


PS. Film zawiera elementy humorystyczne, co zawsze jest mile widziane


Tyt. oryg - "American outlaws"
Rok produkcji - być może 2001
Gatunek - western
Scenariusz - ???
Reżyseria - ???
Muzyka - ???
Obsada - Collin Farell, Scott Caan, Ali Larter, Kathy Bates, George Macht (jakoś tak) Billy McKormick (czy coś w tym stylu) i inni


Adrian "Scorpino86" Kurowicki
akurowic@zamoyski.edu.pl


|strona 4|