| |
Potęga gatunku
Kiedyś na liście mailingowej "Leśnej Polany" padło
stwierdzenie, że JKM Naczelny AM, czyli - krótko mówiąc - Qń'ik - nie wyrazi zgody
na ukazywanie się kącika poświęconego fantastyce. Powód? Kolidowałby taki kącik z
"Książkami", "Opowiadaniami", "Filmem" i innymi
działami tematycznymi. Jednak, jak Szanowny Czytelniku widzisz, "Fantastyka"
na Twojej płytce z Magiem jest. A zarzut o wchodzeniu w drogę innym, o ile
słuszny, o tyle dowodzi wielkości gatunku. Przyjrzyjmy się temu bliżej.
Śmiało można powiedzieć, że nie ma dziedziny sztuki, w której fantastyka nie
byłaby obecna. I wszędzie ukazała się z jak najlepszej strony, zostawiając po sobie
dzieła, dziś klasyki nie tylko fantastyczne, ale klasyki sztuki w ogóle. Często
też wyznaczała nowe trendy w sztuce. I często "głównonurtowi" artyści wzorowali
się na swoich poprzednikach z "fantastycznego getta". Przykłady?
Film? Proszę bardzo: Pierwszy z brzegu: "Łowca Androidów" (polska
tytułologia nie jest, niestety, najlepsza). "Gwiezdne Wojny";
"Diuna" (tu na szczęście nikt się nie pokusił o tłumaczenie);
"Obcy". Można by tak wymieniać jeszcze długo, ale nie o to chodzi.
Każdy z tych filmów był przełomem w kinematografii w ogóle, a nie tylko w
szufladce z napisem "fantastyka" (nie używam nazwy science - fiction,
bo [tłumacząc] fantastyka czysto naukowa nie ma już miejsca; wymieszała się z
fantasy, czy horrorem). Każdy zaznaczył się w historii kina czy to nowatorskim
montażem zdjęć, czy nietypowymi ujęciami, czy - wykorzystywanymi potem w innych
gatunkach - efektami specjalnymi. Ale skrzywdziłbym film fantastyczny, pisząc
tylko o efektach. Bo tym, co przyciąga widzów do kin jest - przede wszystkim -
fabuła. [Kłóciłbym się, niestety - dop. Ted.] I nie ma co mówić - niczym
ta koza, zajadająca się taśmą filmową - że książka była lepsza. Bo książka i kino
to dwie oddzielne - wróć! - uzupełniające się dziś - dziedziny sztuki. Zresztą,
powstało wiele filmów NIE stworzonych na podstawie książek. "Terminator"
(Gubernator?), "Matrix", wspomniana seria "Obcych". Owszem,
czerpie kino fantastyczne z literatury pełnymi garściami, ale w takim samym
stopniu, jak czerpie z życia. I oferuje nam inne spojrzenie na świat. Niczym...
...Literatura. Tutaj przykłady można by mnożyć w nieskończoność. Od "Wojny
Światów" zaczynając, przez "Diunę" (wspomnianą już przy okazji
filmu). Dalej - jedno z większych dzieł literatury fantastycznej -
"Kantyk dla Leibowitza" (w nowym tłumaczeniu "kantyczka"
zmieniono - nie wiem czemu - na "kantyk") Waltera jr. Millera. Dzieło
zapomniane, dziś przypominane tylko przez naśladowców. A szkoda. Wzorowany na
"Kantyczce..." jest świat i klimat opowieści "Fallouta". I -
choć sam Ecco do tego się nie przyznaje, poważni krytycy literatury twierdzą, że
gdyby nie "Kantyczka.." nie było by możliwe napisanie "Imienia Róży".
To samo zresztą można powiedzieć o "Mad Maxie". Z innych wielkich -
Lem, Tolkien, Strugaccy. A z pisarzy bliższych rozrywce - Crichton, Card,
Sapkowski, Asimow (i wielu, wielu innych, ale wymienić wszystkich? Zajęło by to
całe miejsce przeznaczone na "Fantastykę". Poza tym, niech i czytelnik
trochę pomyśli). Każdy z nich wniósł powiew świeżości do skostniałego, lub
gubiącego drogę w eksperymentach "głównego nurtu". [A potem sam się nim stał, tak a propo - dop. Ted.]
Tolkien... Myślę, że mimo tylu peanów na jego cześć, jeszcze nie do końca jest
doceniony, jeszcze można w jego trylogii odkryć coś nowego. Nie dla tego pisał
swojego "Władcę..." tak długo, bo nie miał pomysłu, czy brakło Mu
talentu. Nie. To dzieło można czytać wielopoziomowo. Dziesiątki razy - niczym
naszego "Pana Tadeusza" - i za każdym razem odkryje się coś nowego.
Zagorzali fani to wiedzą. [Nie mogę się powstrzymać :). Ja twierdzę, że Tolkien jest przeceniany, bo WP jest bardzo przewidywalny, a niedoceniane są inne jego dzieła - dop. Ted.]
A Zajdel? Literatura fantastyczna byłego obozu socjalistycznego (bliższe - moim
zdaniem byłoby nazwanie tego zjawiska "gułagiem socjalistycznym")
zawsze przemycała treści antytotalitarne. Mistrzostwo na tym podwórku osiągnął
Janusz Zajdel właśnie. Jego "Paradyzja" - przyczynek do powstania, lub
studium już istniejącego - koalangu. Języka, a właściwie sposobu mówienia
zrozumiałego tylko dla wtajemniczonych. Hmm... Jak powiedzieć "karkowi"
że jest tępy - tak, by zrozumiał co mówimy dopiero, gdy będziemy w bezpiecznej
odległości? A "Limes Interior"? Nie tylko ukazywał w niej Zajdel ukryte
absurdy socjalizmu (równi i równiejsi), ale - może niechcący - przewidział naszą
teraźniejszość. Weźmy taką dzisiejszą komórkę. Od pewnego czasu traci ona cechy
TYLKO telefonu, a staje się przyrządem do wszystkiego. Przede wszystkim smyczą,
pozwalającą zainteresowanym znać miejsce pobytu jej posiadacza. A dodajmy do niej
możliwości karty bankomatowej (próby już są) i mamy Zajdlowski "klucz"
z "Limes...".
O grach nie ma co wspominać. Wszak większość z nich rozgrywa się w przyszłości, w
światach alternatywnych, lub w świecie fantasy. Dla przyzwoitości wspomnę tylko o
serii z Wybrzeża Mieczy czy o "Morrowindzie". A wspomniany już "Fallout"?
Właściwie, to chyba tylko gry sportowe nie poddały się fantastyce. A i to pewny
nie jestem, czy nie ma jakiś rozgrywek w futbol przyszłości? [Było - nazywało się "Savage Arena" bodajże - dop. Ted.]
Nawet strategie - pozornie rzeczywiste - od tej rzeczywistości są odległe. Bo czy
"tu i teraz", w którym II Wojnę Światową wygrywają Niemcy nie jest
fantastyką? A taki możliwości mamy rozgrywając kampanię wojskami niemieckimi w
tej, czy innej grze strategicznej. Pomijając zresztą wszelkie przykłady, w każdej
grze strategicznej istnieje możliwość zmiany historii. Tematu bardziej rozwijał
nie będę, bo od tego macie nasz (czytelników) miesięcznik. Który - oczywiście -
kupujecie? Wspomnę jeszcze tylko, że scenariusz do niezłej "Gorky Zero"
pisał czołowy fantasta Rafał A. Ziemkiewicz. To mówi samo za siebie.
Doszliśmy do malarstwa i wszystkiego, co związane z mazaniem na (wszystko jedno:
wirtualnym, czy realnym) płótnie. Polska raczej w wybitnych malarzy nie obfituje.
Ze współczesnych jedynym rozpoznawanym na świecie jest obecnie Wojciech Siudmak.
A ten specjalizuje się w obrazkach fantastycznych. Tak samo, jak Chris Achilleos,
czy Boris Vallejo. Wspomnieć wypada też o rewelacyinym ilustratorze "Świata
Dysku" Terry'ego Pratcheta. Josh Kirby - jest coś w jego ilustracjach, co
każe zatrzymać nieco dłużej na nich wzrok. Widziałem jego dokonania na pewien
czas przed "pierwszym czytaniem" książek Pratcheta. Podobały mi się
jako oddzielne, skończone dziełko. Z innych parających się pędzlem fantastów
wymienić należy Luisa Royo, Michaela Parkes'a i - może przede wszystkim - Jima
Burnsa. Można ich sztuce zarzucić, że za dużo w niej smoków, osiłków z mieczami i
nie do końca ubranych księżniczek, ale to znak czasów. Zamieńmy miecze na
karabiny, smoki na złych facetów a księżniczki na reporterki (agentki, niewinne
ofiary, czy co tam jeszcze) i mamy współczesne kino i dzisiejszą literaturę.
Przecież widz i czytelnik krzyczy: "Więcej krwi! Więcej nagości!".
Kiedy Ted - naczelny AM Fantastyka - odesłał mi ten tekst do uzupełnienia,
myślałem o pominięciu części poświęconej komiksowi. A to dlatego, by uniknąć
pisania o czymś, na czym się nie znam. Ale sięgnąłem do pokładów pamięci
(o mało co nie błądząc przy tym między zapamiętanymi cenami napojów winopodobnych)
i wygrzebałem. Niewiele, co prawda, bo ileż komiksów znam? Serię "Tytusów"
- z tego jeden w kosmosie. Dalej... 7quot;Kajko i Kokosz7quot; Christy, "Funky
Koval" spółki Parowski - Rodek - Polch; drukowany kiedyś w "Fantastyce".
[Tego... Nie u nas oczywiście :P - dop. Ted.] No, może coś jeszcze, o czym
zapomniałem. Niewiele tego (nie, żeby twórcy nie dopisali. To raczej ja komiksów
niewiele czytam). Ale wystarczy, by stwierdzić, że i do komiksu wdarła się
fantastyka. Wdarła się - trzeba przyznać- przebojem. Dowód? Proszę bardzo. Dwa
najsłynniejsze komiksy, kultowe dziś. Nie czytałem ich, ale trudno mi było o nich
nie słyszeć: Batman i Superman. Jeśli słyszał o nich i zna je - z filmów, pojedynczych
obrazków, czy plakatów - nawet taki ignorant, jak ja, to może znaczyć tylko
jedno. Muszą być sławne. A do szufladki z napisem "fantastyka" włożyć je można na
pewno.
Można by tak wymieniać wszystkie dziedziny sztuki. I w każdej znalazłaby się choć
odrobina fantastyki (poezja? A "Kruk" A. E. Poe? A "Ballady i
Romanse" Mickiewicza?). Ale chciałbym coś zostawić dla zagorzałych fanów
gatunku. Niech i oni mają trochę przyjemności z wysilenia szarych komórek i
przypomnienia sobie, gdzie coś widzieli (teatr - aż się rwie do odpowiedzi
Witkacy, Gombrowicz) lub słyszeli (muzyka - tu coś dla lubiących "grzebać"
w tekstach). Choć nie tylko. Spektakle typu "światło i dźwięk" Marka
Bilińskiego (same tytuły jego utworów: "Kosmiczne Opowiadania" czy
"Gwiezdne Oranżerie" kojarzą się z fantastyką). Melodie Iron... Taa,
samo to już jest nie z tej Ziemi...
pan_T.A.Rej
|
|