R.A. Salvatore - "Trylogia Mrocznego Elfa: Ojczyzna"

Jako że jestem wielkim fanem gry "Baldur's Gate", a tym bardziej uniwersum, w którym gra się rozgrywa, czyli Forgotten Realms, to nie ma w tym nic dziwnego, iż byłem niezwykle ciekawy historii jednego z bardziej znanych bohaterów tej krainy, czyli mrocznego elfa renegata - Drizzta do'Urdena. Opisywana przeze mnie książka jest pierwszą z trzech wchodzących w skład Trylogii Mrocznego Elfa.
Nie będę się tu rozwodził nad biografią tegoż, gdyż jest to temat na osobny tekst, ale parę słów warto o nim nakreślić, ponieważ o tym właśnie traktuje książka, a o książce tu piszemy. Drizzt będąc jeszcze młodym drowem zbuntował się przeciwko zasadom swych pobratymców, gdyż uważał je za niegodne i złe. Sam był istotą prawą, mimo tego, iż należy do jednej z bardziej niegodziwych ras Torilu (planeta, na której rozgrywa się akcja wszystkich wydarzeń, osadzonych w świecie F.R. - przyp. Moje Drugie Ja), a było tak dlatego, iż jego ojciec, Zaknafein do'Urden, jeden z najlepszych szermierzy w całym podmroku (co zresztą Drizzt po nim odziedziczył), starał się uczyć go moralności i dobra, i udało mu się to, a nawet umierając dał mu przykład, gdyż poświęcił się dwukrotnie. &Quot;Ojczyzna" opowiada o młodych latach Drizzta, o jego szkoleniu i poznawaniu świata swych braci. Kończy się zaś jego ucieczką z miasta rodzinnego Menzoberranzan do zdradliwego podmroku, ale przemilczmy ten fakt, gdyż nie ma sensu zdradzać całej fabuły, a ta jest, trzeba przyznać, niezwykle ciekawa.
Skoro już mniej więcej wiecie, o co w książce chodzi, to przejdźmy może do właściwej recenzji. Książka żadną nowością nie jest, wręcz przeciwnie ma już swoje lata, i zdołała się już wpisać w kanon najlepszych powieści fantasy. Poza tym jej wiek nie ma absolutnie żadnego wpływu na jej odbiór, a dzieje się tak, dlatego iż fantastyka, w ogóle cała literatura jest ponadczasowa. Jedną z iększych zalet tej powieści jest to, iż w historii w niej opowiedzianej można znaleźć wiele odniesień do świata nas otaczającego, a co sprytniejsi czytelnicy odnajdą kilka głębiej ukrytych metafor. Fabuła jest niezwykle wartka i wciągająca, potrafi nas zaskoczyć kilkoma niezłymi zwrotami akcji, a sposób narracji stoi na zdecydowanie wysokim poziomie. Ale nie to jest najlepsze. Najlepsze jest to, iż siła przyciągania tej książki jest tak wielka, że gdy już do niej usiądziemy, to nie oderwiemy się od niej aż do końca. Możecie się starać ile chcecie, ale i tak nie spoczniecie dopóki jej nie skończycie. Jako dowód niech posłużą wam moje dwa glany z angielskiego, które złapałem właśnie podczas czytania [Wiecie może, o co mu tu chodzi? Bo ja nie - dop. Ted]. Książka sprawia, że zapominamy o świecie nas otaczającym, a nauka, czy inne pierdoły schodzą na drugi plan. Nie wiem jak wy, ale ja uznaję to za dużą zaletę i przyznaję za to duży plus. Jeżeli nie macie, co najmniej trzech godzin wolnego czasu (bo tyle wprawnemu czytelnikowi zajmuje przeczytanie jej) to nawet nie zaczynajcie czytać, bo wszystkie plany szlag trafi.
Czas na podsumowanie. Książka ta jest jedną z lepszych, jakie dane mi było czytać (a uwierzcie mi czytałem wiele), i na stałe wpisała się na mój Top Ten (obraca się wśród tak znakomitych pozycji jak pięcioksiąg Sapkowskiego czy trylogia Tolkiena). Wam też ją polecam, gdyż jest wyśmienitym preludium do wszystkich spisanych historii o mrocznym elfie Drizzcie do'Urdenie. Gorąco polecam!

Marbec