| |
O czym dziś nie napiszę?
Głowiłem się - daremne żale, próżny trud - o czym napisać w pierwszym z
serii "ogólnofantastycznych", comiesięcznych felietonów. Może coś nudnego, żeby
- potencjalny - czytelnik pomyślał: "Nudzi, znaczy mądrze pisze"? Albo coś
śmiesznego, umożliwiającego oderwanie się od codziennych problemów, ponurej
jesieni, czy smutnych, napuszonych tekstów? A może przeciwnie - konkretny,
rzeczowy tekst? Taki, którego napisanie wymaga kilkunastu co najmniej godzin
spędzonych w bibliotece - własnej, cudzej, czy państwowej?
Rozmyślałem o tym i jednocześnie przeglądałem "Przekrój". I wtedy mnie
olśniło. Trafiłem tam na minitekścik, rubryczkę traktującą o tym, o czym w danym
tygodniu w szacownym piśmie nie pisze się. Jeszcze chwilę się wachałem
(wewnętrzna walka między "co wolno wojewodzie..." a "czerpaniem wzorców z
najlepszych"), ale w końcu się zdecydowałem. Mogą oni, to czemu nie ja? I tak
powstał tekst pod nic nie mówiącym tytułem "O czym dziś nie napiszę?".
A nie napiszę dziś o tym, co jest, a co nie jest fantastyką. Bo te
rozważania zostawiam wydawcom literatury i poważnym krytykom, którzy - tu
pozwolę sobie na parę cytatów - twierdzą:
- To jest zbyt dobre, by nazwać to fantastyką.
- Sapkowski swoją surrealistyczną powieść umiejscowił w wyimaginowanym
świecie Wiedźmina. ...to nie jest fantastyka...
- Nie czytam nic z tzw. fantastyki.
- Toto leży całkowicie poza zasięgiem moich zainteresowań.
- Nigdy nie zajmowałem się nawet twórczością Lema.
Nie będę pisał o tym, jak ryzykowny jest zakup książki z dziedziny fantastyki.
Bo w 90 procentach książka ta okaże się X tomem z trzydziestoczęściowego cyklu. Albo -
przy odrobinie szczęścia - pierwszym tomem z serii nie krótszej od tej
wymienionej wcześniej. A kiedy wydana będzie reszta i skąd ją wziąść, o tym -
gnani żądzą pieniądza - ani wydawca, ani autor nie wspominają. Ale nawet, gdy
pierwsza część okaże się warta zakupu, to czy następne okażą się równie dobre? Z
doświadczenia wiem, że przy wieloczęściowych opowieściach, z tomu na tom coraz
bardziej wychodzi cienizna (vi-de telenowele; zresztą, ileż lat trzeba na
napisanie 30 DOBRYCH książek?). Nie na darmo nasz AS definitywnie zakończył sagę
o Wiedźminie. I nie z braku chętnych na wydanie dalszych części Sienkiewicz
uśmiercił Małego Rycerza.
Nie napiszę też ani słowa o tym, że czytanie książek nie jest najmocniejszą
stroną naszych rodaków. Bo to raczej czytających - zarówno te słowa, jak i inne
kąciki AM - nie dotyczy. Ani słówka o tym, co usłyszałem kiedyś od jednego z
moich kolegów. Bo i co można napisać o tym, że przy "kieliszku chleba" rzeczony
kolega wyznał mi z rozbrajającą szczerością, że jedyną książką, jaką w życiu
przeczytał, jest książeczka z serii "Poczytaj mi mamo" - wszystkiego może ze 30
słów. Książeczkę należąca zresztą, do jego półrocznego dziecka. Ale czego można
od niego wymagać, skoro, jak mówił, prędzej by miał "burę" w domu o niezjedzony
obiad, niż o złe stopnie.
O czym więc będę pisał? Zobaczymy za miesiąc. Sam jestem ciekawy.
pan_T.A.Rej
|
|