Węgry - Polska

11 października 2003. Ostatni mecz naszej reprezentacji w eliminacjach Euro 2004. Jak na naszą piłkę przystało, było to jeszcze jedno spotkanie z cyklu "ostatnia szansa". Co więcej, warunkiem awansu - oczywiście oprócz naszej wygranej w tym meczu - było zwycięstwo Szwecji w meczu z Łotwą. W zasadzie każdy inny wynik niż wygrana Szwecji byłby wielką niespodzianką, dla Trzech Koron jednak mecz z Łotwą miał toczyć się o przysłowiową "pietruszkę". Miał, ponieważ przed tym meczem Szwecja zawarła niepisany układ z Polską! Układ (o którym mówiono i w prasie i w telewizji) miał dotyczyć meczu naszej młodzieżówki. Przypomnę, że nasza reprezentacja olimpijska już przed meczem z Węgrami zapewniła sobie awans nie przegrywając nawet meczu! Młodzieżówka Szwecji natomiast by grać w barażach musiała liczyć nie tylko na własną wygraną w ostatnim meczu, ale i na nasze zwycięstwo. Identyczna sytuacja jak w normalnej reprezentacji, tylko dokładnie na odwrót. Szwedzi sobie ubzdurali, że jeśli nasza drużyna olimpijska nie wygra meczu z Węgrami, ich normalna reprezentacja przegra z Łotwą. Na szczęście polska młodzieżówka ograła węgierską. W tej sytuacji pozostawało skupić się tylko na naszym meczu z Węgrami... ale Szwecja, ta sama Szwecja, która cały czas szła jak przecinak, w ostatnim meczu mimo przewagi liczebnej (od 70 minuty Łotwa grała w "10" za czerwoną kartkę) i rzutu karnego (którego nie wykorzystała) przegrała u siebie z Łotwą! Zespół Trzech Koron przegrał pierwsze spotkanie w kwalifikacjach Mistrzostw Europy i Świata od 1997 roku!!! Tym oto sposobem zajęliśmy ostatecznie trzecie miejsce w grupie.

Nie ma jednak co nad tym tak ubolewać, ponieważ pomimo baaardzo dużych problemów organizacyjno kadrowych, jakie nas dręczyły w ostatnim roku i tak godnie (bo wygraną z Węgrami) zakończyliśmy te kwalifikacje. Największy plus to to, że już od dzisiaj - czyli 11 października 2003 roku można budować nową reprezentację na następne Mistrzostwa Świata, które odbędą się w 2006 w Niemczech. Przez pojecie "nowa" rozumiem, że stały, zgrany skład, a nie taki, że każdy mecz to nowa jedenastka...

A jak w wielkim skrócie wyglądało samo spotkanie? Mecz był wyrównany, raz my osiągaliśmy przewagę, raz gospodarze. Mecz życia rozegrał Andrzej Niedzielan, zdobywca dwóch goli.

Węgry - Polska 1:2 (0:1)

Bramki: dla Węgier - Imre Szabics (48); dla Polski - Andrzej Niedzielan - dwie (11, 62).
Żółte kartki: Krisztian Lisztes, Tamas Juhar, Tomas Bodog (Węgry), Radosław Sobolewski (Polska).

Węgry: Gabor Kiraly; Tomas Bodog, Attilla Dragoner, Tamas Juhar; Zoltan Boor, Peter Lipcsei (46-Zoltan Gera), Krisztian Lisztes, Pal Dardai, Akos Fuzi; Imre Szabics, Miklos Feher (64-Krisztian Kenesei).
Polska: Jerzy Dudek; Tomasz Kłos, Jacek Bąk, Tomasz Rząsa; Michał Żewłakow, Sebastian Mila (53-Kamil Kosowski), Radosław Sobolewski, Mirosław Szymkowiak (85-Mariusz Lewandowski), Jacek Krzynówek; Andrzej Niedzielan (88-Marek Saganowski), Grzegorz Rasiak.

Studio przedmeczowe zaskoczyło mnie przede wszystkim usytuowaniem - znajdowało się na stadionie. Widać, że w TVP rodzi się nowa klasa, jak ważny mecz to się przykładają ;). Gorzej już było z gośćmi, bo ile można słuchać duetu Szczęsny - Piechniczek? Raz mogliby zaprosić jakiegoś innego specjalistę, na przykład skromnie rzecz ujmując - mnie :). Już bym sobie porozmawiał z prowadzącym Szaranowiczem o naszej piłce :). Ja się jednak prosił ich tam nie będę, jak zmądrzeją to jeszcze będą mnie na kolanach prosić :). To taka mała dygresja, wróćmy jednak do studia. Oprócz dialogów naszego studyjnego duetu i ciągłych wtrąceń pana prowadzącego mogliśmy obejrzeć wywiad z Hajtą i przypomnienie wszystkich naszych meczów w tych eliminacjach, czyli innymi słowy stały zapychacz czasu w każdym przedmeczowym studiu, gdy grają Polacy.

Studio trwało 20 minut. Na sam stadion przenieśliśmy się 10 minut przed meczem i mogliśmy pooglądać rozgrzewających się piłkarzy i sędziów przymocowujących siatkę przy bramce do ziemi. Dane nam było także odsłuchać hymny państwowe. Nie ma co ukrywać, to znacznie lepsze niż na przykład komentarz naszego studyjnego duetu.

Tych mogliśmy usłyszeć w przerwie meczu. Wtedy też pokazano skrót I połowy meczu Szwecja - Łotwa. Po drugiej połowie meczu było... studio pomeczowe :). Tutaj "święta trójca" znów zaczęła działać. Zostały wyciągnięte daleko idące wnioski dotyczące drużyny, posypały się także pochwały dla Andrzeja Niedzielana. Trwało to może ze 3 minuty, po czym zaproszono wszystkich na wywiadu z Janasem. Na rozmowę złożyły się dwa wypowiedziane przez niego zdania. Po tym długim i nudnym przemówieniu wróciliśmy do studia... i tutaj miła niespodzianka - zamiast naszych gości siedział obok Szaranowicza Michał Listkiewicz (prezes PZPN). Zaczęła się konkretna rozmowa, z której dowiedzieliśmy się między innymi, że Janas dalej będzie selekcjonerem. Był jeszcze wywiad z Niedzielanem - w sumie 11 minut.

Mecz komentował nie kto inny jak Janusz Basałaj - dzisiaj solo. Nie mam się tu do czego przyczepić - po prostu ten chłop odwala kawał dobrej roboty. Przyczepić za to mógłbym się do transmisji i zakłóceń: - obrazu (trzecia minuta - przez chwilę czarny ekran) i dźwięku (kilka razy, np. przy zdobyciu pierwszego gola przerwany został komentarz i zapadła głucha cisza. Efekt był taki jakby komentator przeklinał i został cenzurowany ;P ). Więcej czepiać się nie będę bo mam właśnie dobry humor :). Czemu? Bo jest niedziela, 22:30, a ja mam jutro sprawdzian z historii, na który jeszcze nic nie umiem :).

GDF
gdf@op.pl