Fenomen serialu "Roswell"
"Roswell" wiele wniósł do mojego życia. Choć jest to niewątpliwie mój ulubiony serial, nigdy nie opublikowałem na jego temat żadnego tekstu. W "Wizjach Telewizji" opisałem go tylko w dziale "Krótko". Napisałem jeszcze kiedyś większy tekst (recenzję), ale nigdy go nie wysłałem. Może zabrakło mi odwagi, a może mi się nie podobał, już nie pamiętam. Teraz za to oddaję w wasze ręce tekst, w którym postaram się wyjaśnić, na czym polega fenomen tego serialu.
Katastrofa w Roswell
5 lipca 1947 roku na farmie koło Roswell rozbił się niezidentyfikowany obiekt latający. Dwa dni po tym wydarzeniu w prasie ukazała się informacja, że był to "latający dysk". Podała ją baza wojskowa Roswell. Wiadomość została jednak zdementowana przez służby wojskowe wyższej rangi. Stwierdzono, że był to balon meteorologiczny. Dementi to ośmieszyło oficerów z Roswell. Po opublikowaniu komunikatu sprawę puszczono w niepamięć. Powracała one jednak na kartach historii jak bumerang, powraca i do dzisiaj. Nigdy się nie dowiedzieliśmy (i pewnie nie dowiemy) jak było naprawdę. Jedni twierdzą, że to był balon, inni wierzą, że to jednak UFO. Jedno jest jednak pewne w całej tej sprawie - dzięki temu wydarzeniu miasteczko, o którym pewnie świat nigdy by nie usłyszał stało się sławne. Z czasem przerodziło się w światowe centrum UFO...
Początki serialu
Właśnie te wydarzenia były inspiracją dla Melindy Metz - pisarki, która wymyśliła Maxa i Liz, Michaela i Marie, Isabel, szeryfa i innych bohaterów. Tak. Może nie wszyscy o tym wiedzą, ale serial "Roswell" powstał na podstawie książki. Gdyby powieść nie wpadła Jasonowi Katimsowi w ręce pewnie nigdy byśmy nie mieli okazji spotkania tych sympatycznych kosmitów. {Hej, a spotkanie 3 stopnia z książką się nie liczy? ;)} Nie była to jeden tytuł, a cała seria . W Stanach ukazało się coś ponad 10 części, w Polsce tylko 5. Książki te w naszym kraju zostały wydane nakładem wydawnictwa "Da Capo". Byłoby ich pewnie więcej, ale wydawnictwo po prostu zbankrutowało. Szkoda, bo książkowe przygody bardzo ciekawie się rozwijały :(. Serial ten od początku nie był dokładnym odzwierciedleniem powieści. Przykładowo w oryginale Liz nazywała się Ortecho i miała siostrę, a Max był blondynem o niebieskich oczach :). Zmian jest więcej, ale nie będę tu ich teraz wymieniał. Mnie różnice nigdy nie przeszkadzały - fajnie się czytało książki, na podstawie których Katims stworzył taki kultowy serial. Jason przyznał, że książkę przeczytał od razu "od deski do deski" i że nie wyobrażał sobie tego, że nie miałby jej zekranizować.
Aktorzy
Sukces (albo porażka) każdej produkcji zależy od jej aktorów. Jeśli są znani, sukces jest murowany. W "Roswell" znanych aktorów raczej nie było. Mimo to uważam, że producenci dobrze dobrali obsadę. Nie wyobrażam sobie, aby Maxa mógł zagrać ktoś inny niż Jason Behr (to jego spojrzenie :P ). Wróćmy jednak do głównej bohaterki, którą niewątpliwie była Liz (Shiri Appleby). Także ona została idealnie dobrana i ogólnie pasowała do Jasona :). {Szowinizm się odzywa :P} Drugą dwójką serialu byli Majandra Delfino i Brendan Fehr, czyli Maria i Michael. Trzeba przyznać, że bardzo wiarygodnie grali parę, może dlatego, że w rzeczywistości też takową byli? :) I jeszcze trzecia kosmitka - Katherine Heigl też zasłużyła na pochwały (tylko czemu w III sezonie przefarbowała i ścięła włosy :/ ). Generalnie lubię tę aktorkę, fajnie zagrała w "100 dziewczyn i Ja"... ta gra w piłkarzyki :). Inni aktorzy to Colin Hanks (Alex), Emilie de Ravin (Tess), Nick Wechsler (Kyle), Adam Rodriguez (Jesse) i William Sadler (szeryf Valenti). Najbardziej doświadczonym aktorem jest Sadler ("Zielona Mila", "Szklana Pułapka II" - grał tam terrorystę i biegał na golasa, to taka informacja dla płci przeciwnej :P). Podsumowując, bardzo dobrze dobrana obsada i kosmicznie dobra gra miały duży wpływ na sukces serialu. Drugim czynnikiem sukcesu była oczywiście fabuła.
Fabuła
"Roswell: W kręgu tajemnic" (tak brzmi polski tytuł) to historia czwórki kosmitów, których statek rozbił się nieopodal Roswell w 1947. Kosmici ci jednak (w przeciwieństwie do statku) nie dostali się w ręce wojska - zostali umieszczeni w kokonach i ukryci w jaskini na pustynii. Kiedy opuścili grotę w roku 1989 wyglądali jak sześcioletnie dzieci. Aż do roku 1999 nikt nie wiedział o ich tajemnicy. Wszystko zmienia się jednak, kiedy jeden z kosmitów, Max Evans, uzdrawia śmiertelnie postrzeloną Liz Parker, w której od dawna skrycie się podkochiwał...
Max jest dzieckiem adoptowanym. Ma siostrę Isabel, która także jest kosmitką. Oprócz nich od początku jest też trzeci kosmita Michael, który mieszka z przybranym ojcem-pijakiem w przyczepie kempingowej. Od czasu uzdrowienia Liz życie kosmitów nabiera tempa. Paczka musi ukrywać swą tajemnicę przed całym światem, a przede wszystkim przed szeryfem...
Serial ten pełen jest fantastycznych, "kosmicznych" elementów. Fabuła ta jest bardzo tajemnicza i dopiero z biegiem czasu odkrywamy nowe informacje, pozwalające rozwikłać zagadkę, jaką jest rodzinna planeta bohaterów i to, kim naprawdę oni są.
Sezon I
Dla mnie to najlepsze 22 odcinki tego serialu. Sezon I jest najbardziej tajemniczy ze wszystkich trzech i posiada ten specyficzny "roswelliański" KLIMAT. Boże, ja tego klimatu nie potrafię opisać! Najlepiej odzwierciedla go chyba czołówka. Ta muzyka (boska Dido), pomarańczowe kolory i "to coś" wiszące w powietrzu. Każdy, kto oglądał ten serial, wie pewnie, o czym mówię. Wraz z każdą rozwiązaną tajemnicą powstawały następne i następne. (Ostatecznie nawet koniec III sezonu nie rozwiązał wszystkich sekretów). Najlepsze odcinki sezonu I to ten, który wszystko zaczął czyli "Pilot", "Sexual Healing", gdzie poprzez zbliżenia Max i Liz rozwiązywali kolejne części kosmicznej zagadki i "Destiny" czyli odcinek finalny tej serii. Generalnie jednak wszystkie odcinki były bardzo dobre.
Pierwszy sezon nie podobał się jednak wszystkim tak jak mnie. Cieszył się on w USA małą popularnością i stacja WB miała zakończyć na nim produkcję tego serialu! Pamiętacie, jak się skończył ostatni odcinek? Jak Liz tłumaczyła Maxowi sytuację o jego przeznaczeniu (że miał być z Tess), a potem wyszła z jaskini zapłakana i poszła w siną dal? W tle leciała właśnie tytułowa piosenka Dido... do dzisiaj gdy oglądam tę scenę ciarki mi po plecach przechodzą. I nie wyobrażam sobie, że WB miał na tej scenie zakończyć produkcję! To by chyba zabiło w amerykańskich nastolatkach resztki ich uczuć! :).
Zastanawiacie się teraz pewnie jak to było, że sezon II jednak powstał. Serial mimo ogólnie słabej oglądalności zdobył grupę fanów, fanów, którzy go pokochali. Ci ludzie po wydanym przez WB oświadczeniu o zaprzestaniu produkcji, zasypali ich wytwórnię butelkami po sosie tabasco. Ciekawy to był pomysł i wypalił - WB zdecydował się na drugi sezon. Dla niewtajemniczonych dodam, że sos tabasco to ulubiony dodatek dodawany przez naszych kosmitów do SŁODKICH potraw :).
Sezon II
Sezon ten to kolejne 21 odcinków. Tym razem WB postawił bardziej na akcję. Działo się dużo więcej niż w pierwszej serii, ale został trochę zatracony klimat. Najlepszy odcinek to bez wątpienia "Cry Yout Name" - ten, w którym umiera Alex... za pierwszym razem gdy go oglądałem o mało się nie rozkleiłem przy scenie samego pogrzebu, kiedy Maria śpiewała tę pieśń pożegnalną. Dobre były też odcinki, w których był motyw ze "skórami" albo odcinek świąteczny z Maxem uzdrawiającym śmiertelnie chore dzieci. Sezon drugi również był bardzo udany i zyskał też dużo większą publikę niż pierwszt. Mimo to WB oznajmił, że jest to ostatni seria wyprodukowana pod jego skrzydłami. Wycofał się z "Roswell" i zajął swą nową produkcją - "SmallVille".

Sezon III
Producentem sezonu III została stacja UPN 69. UPN dodał nowego bohatera (Jessiego), zmienił też diametralnie klimat serialu - choć nadal było tajemniczo, z klimatu I sezonu nie pozostało nic. Fabuła zahaczała o motywy miłosne jak i kosmiczne, chociaż te ostatnie nie należały do najlepszych. Raziły niedociągnięcia - na przykład, że statek kosmiczny był niestrzeżony i schowany w jakimś namiocie. Jednak dla kogoś, kto pokochał ten serial nie miało to różnicy - sezon oglądało się bardzo dobrze i nadal z niecierpliwością czekało się na kolejny odcinek i spotkanie z bohaterami. Zmiany, jakie wprowadził UPN (nowy bohater, czołówka i głównie klimat) nie jednak dobrze na oglądalność, która to ciągle pozostawiała wiele do życzenia. Sezon ten chciano zakończyć po 12 odcinkach (początkowo miał liczyć 22). Tutaj znowu dali znać o sobie fani, którzy zebrali kilkanaście tysięcy podpisów pod internetową petycją i stacja UPN postanowiła jednak nakręcić ten sezon do końca. Ostatecznie doczekał się 18 odcinków. Wiele osób narzekało na ostatni odcinek, że zbyt ogólnie potraktował wiele tematów i wiele rzeczy nie zostało rozwiązanych. Nie była to jednak wina Katimsa - na finał początkowo miały składać się dwa epizody, ale UPN spieszyła się z jakąś nowąprodukcją i kazała Katimsowi wszystko skrócić do jednego odcinka. Jako ciekawostkę podam wam, że Katims miał w planie nakręcić pod koniec III sezonu epizod, w którym pokazano by, co wydarzyłoby się, gdyby w strzelaninie została ranna nie Liz, a Maria. Szkoda, że taki odcinek nie został nakręcony... Trzeba przyznać, że zakończenie III sezonu nie zamyka możliwości nakręcenia IV, ale ten najprawdopodobniej nigdy nie powstanie. Musimy więc przyjąć, że serial po trzech seriach został zakończony definitywnie.
Fenomen, czy aby na pewno?
Po opisach trzech sezonów rodzi się pytanie: czy serial, którego produkcja tyle razy wisiała na włosku można nazwać fenomenem? Ja myślę, że tak. Czemu? Bardzo wymowny jest tutaj list, jaki Jason Katims napisał do fanów po skończeniu III sezonu :
Podczas pierwszego sezonu, oszołomiony i zmieszany próbami "oderwania" serialu od ziemi, nie wiedząc, czy robię dobrze, zostałem uświadomiony o istnieniu grupy internautów-widzów, którzy stali się fanami serialu. Od tego momentu, my (autorzy, producenci, obsada i ekipa) nie byliśmy już sami. Nie ważne, jak mało znaczący wydawaliśmy się pod względem "Notowań Nielsona" - mieliśmy grupę ludzi, którzy byli z nami bez względu na okoliczności. Rodzaj jakby rodziny.
Kiedy wydawało się, że oglądalność maleje, wspieraliście nas bardziej niż rodzina. Butelki Tabasco zaczęły napływać do wytwórni WB, a rok później do UPN. Zrobiliście coś nadzwyczajnego. Utrzymaliście serial przy życiu. Podczas nadawania "Roswell" nadal robiliście niezwykłe rzeczy. Zebraliście tysiące dolarów na rzecz różnorodnych organizacji charytatywnych. Zawiązaliście przyjaźnie między sobą, pomimo tysięcy kilometrów, jakie Was dzieliły. Przez ostatnie 3 lata paru z nas miało szczęście spotkać niektórych z Was. Jesteście naprawdę nadzwyczajni. W końcu i niestety, nasz wspaniały, inny, płynący z głębi serca (...) serial, zakończył się. Kiedy mówię "nasz" serial mam na myśli nas wszystkich. "Roswell" jest czymś, co mieliśmy i czym się dzieliliśmy przez ostatnie 3 lata.
Więc dziękuję Wam. Dziękuję za oglądanie. Za poświęcenie. Za zwracanie uwagi na rzeczy, które lubiliście oraz za to, że mieliście litość dla nas, gdy coś Wam się nie spodobało. (W porządku, nie wszyscy okazali litość. Nie musicie wszyscy być święci, na miłość Boską). Najbardziej jednak dziękuję Wam, fanom, że pozwoliliście nam wiedzieć, że nie byliśmy sami. Mam nadzieję, że pewnego dnia, w przyszłości, gdy wprowadzę kolejny serial na antenę, dacie mu szansę. Będę wiedział, że to szczęście mieć Was przy sobie. Pozostawiam Was do tego czasu.
Wasz
Jason Katims.
[źródło: www.roswell.xcom.pl]
Źródło fenomenu to fakt, że kosmitą z Roswell może czuć się każdy z nas. Postacią zagubioną w danym świecie, zamkniętą w sobie, szukającą odpowiedzi na pytanie: co ja tutaj robię?, mającą tajemnice, którymi pragnie się podzielić, ale nie może. Ja przynajmniej tak to odbieram. Z bohaterami "Roswell" można było związać się emocjonalnie jak w żadnym innym serialu. No, bo z kim się wiązać emocjonalnie w "BeverlyHills 90210"? albo w nowszych produkcjach takich jak "Asy z Klasy", gdzie głównym problemem bohaterów i bohaterek jest to jak stracić dziewictwo szybciej niż koleżanka/kolega z ławki...? (Mam jednak wrażenie, że większość i tak woli oglądać takie seriale). W "Roswell" czegoś takiego nigdy nie było, pojawiło się za to coś głębszego, coś, czego większość widowni chyba nigdy nie zobaczyła. Widowni raczej tej z USA, bo na świecie ten serial zrobił chyba większą karierę niż w rodzimym kraju. Mimo, że serial ten już się teoretycznie skończył w praktyce ciągle żyje i ma się dobrze. Najlepiej widać to po stronach internetowych, a także po... Sezonie IV!
Sezon IV
Zdziwieni? A nie powinni :). Sezon ten jest sezonem wirtualnym, stworzonym przez fanów. Początek i pomysł zrodził się już jakiś czas temu w USA, kiedy skończyła się tam transmisja. Kolejny sezon "Roswell" był on w pełni wirtualny i tylko do czytania, ale był... i jest! W Polsce po skończeniu III sezonu internauci postanowili tłumaczyć serię czwartą i publikować na stronach WWW. Nie przyjęła się jednak i powstał pomysł stworzenia polskiego czwartego sezonu. Na dzień dzisiejszy ukazało się już 9 odcinków i wszystko idzie w dobrym kierunku. O fabule tego sezonu nie pisnę ani słówka, ale poniżej podam za to adres strony, z którego można go ściągnąć...

Film
Na razie jednak cofnijmy się do momentu, kiedy Jason Katims czytał powieść Melindy Metz. Od razu stwierdził, że musi ją zekranizować. Początkowo miał na myśli nakręcenie filmu. Tak, Roswell miał być początkowo filmem! Dopiero później ten projekt zmienił się w serial. Katims jednak nigdy nie ukrywał, że ciągle myśli o nakręceniu filmu. Na dzień dzisiejszy jest to jedyna szansa ujrzenia naszych bohaterów w nowych przygodach. Mimo, że III sezon zakończył się tak, że bez problemu można by kontynuować serial, prawdopodobnie nigdy się tak nie stanie ze względu na stosunkowo niską oglądalność. Film natomiast jest niezłą alternatywą, ale Katims podkreśla, że fabuła nie może być związana z serialem. Jest to zupełnie zrozumiałe, ale czy możliwe do wykonania? Nie wiem. Na razie jednak nie robiłbym sobie dużych nadziei, że kinowy "Roswell" powstanie, bo ostatnio coś ucichło w Internecie o jego produkcji.
Internet
Jeśli mówię już o sieci, muszę przedstawić Wam, jak prezentuje się "Roswell" u nas w Internecie. Moim ulubionym serwisem jest www.roswell.xcom.pl - bardzo mocno rozbudowany, aktualizowany kilka razy w tygodniu, posiadający nawet sklepik z kosmicznymi koszulkami (mam wszystkie :P). (Jeśli macie taką możliwość, nawet jeśli nie lubiliście nigdy "Roswell", ściągnijcie sobie z działu "Video" tej strony wszystkie generic promo - zajebiście klimatyczne klipy reklamujące I sezon.) To właśnie ten serwis swego czasu zorganizował petycję, dzięki której mogliśmy oglądać ponownie "Roswell" w Polsacie. Teraz wraz z drugą polską stroną - www.roswell.hitnews.pl stworzył kolejną petycję. Serwis na hitnews.pl też jest bardzo mocno rozbudowany, charakteryzuje się częstymi aktualizacjami i ogólnie jest fajny, ale u mnie na modemie bardzo wolno się wczytuje, więc z niego nie korzystam :(. W sieci jest jeszcze jedna strona, której fani nie mogą pominąć - www.hotaru.friko.pl. To tu możemy przeczytać i ściągnąć wirtualny sezon IV. Internetowy świat nie kończy się oczywiście na trzech serwisach, jest dużo więcej stron polskich i zagranicznych (oficjalna to www.crashdown.com).
Na zakończenie
Serial "Roswell: W kręgu tajemnic" jest niewątpliwie fenomenalny - może nie dla was, ale dla mnie na pewno. Przez prawie półtora roku śledziłem tydzień po tygodniu przygody naszych bohaterów. Śledzę je zresztą cały czas, bo nagrałem sobie wszystkie odcinki :). Jeśli petycja zostanie uwzględniona, może i wy będziecie znów mogli (a może już możecie) obejrzeć ten serial na antenie Polsatu. Poza tym w lutym przyszłego roku pierwszy sezon zostanie wydany (w USA) DVD. Płyt ma być sześć, będzie też pełno dodatków. Cena - 60 dolarów.
Płyta czy kaseta jednak dzisiaj jest, a jutro jej nie ma.
Tak sobie myślę, co teraz będzie z "Roswell" - jutro, za miesiąc, za kilkanaście lat? Mnie na pewno pozostaną wspomnienia. To one właśnie są w życiu najważniejsze - z dzieciństwa lub po bliskiej osobie, pierwszej miłości... bo tam gdzie się rodzą pozytywne emocje, powstają teżnajpiękniejsze wspomnienia. Takie właśnie wspomnienia mam dzięki "Roswell" i wszystkich ludziom, którzy podczas trwania serialu dzielili się w serwisie xcom swoimi odczuciami, wszystkim roswellmaniakom, których znam.
Wielkie Wam za to dzięki!
GDF
gdf@op.pl