FELIETON, czyli wywody nie do pojęcia Małego Księcia (3)

Pisałem już, że naszym narodowym sportem są bardziej skoki niż piłka nożna. Jednym z wielu powodów dlaczego tak jest są na pewno sukcesy odnoszone przez Małysza i brak sukcesów w piłce nożnej. Ludzie, często zmęczeni codziennym życiem czy monotonną pracą, pragną oglądać taki sport, w którym odnosi się sukcesy, a nie jest się kopanym w tyłek, jak to bywa na co dzień. Dla takich ludzi jedyną rozrywką po pracy często jest właśnie szklany przyjaciel - ich jedyne okno na świat i na sport oczywiście.

Piłka nożna bardzo długo utrzymywała się na pierwszym miejscu pod względem popularności wśród dyscyplin sportowych w naszym kraju. Nasi rodzice, a nie kiedy jeszcze ich rodzice do dzisiaj wspominają piłkarskie sukcesy z czasów Górskiego. Żyją historią i wspomnieniami [nasze pokolenie też już żyje historią i wspomnieniami, czyli awansem do MŚ 2002 :), następny sukces będzie pewnie za 20 lat - dop. GDF].

Piłka nożna rządziła właśnie gdzieś tak do 1997 - 1998 roku. To do tego czasu transmisje meczów naszej ekstraklasy można było oglądać w TVP 2. Nie były to może jakieś superrarytasy, ale co sobotę o 20:00 pokazywano drugą połowę jakiegoś spotkania. W zasadzie mecze te charakteryzowały się słabą organizacją, jednakże jako że Telewizja Polska dysponowała prawami do nich, pokazywała je byle coś pokazać.

W pewnym momencie się jednak wszystko załamało. Z podziemia wyrósł Canal + i wykupił wszystkie prawa do polskiej ligi, jakie tylko mógł zdobyuć. Miał być to przełom w naszym futbolu, kluby miały wyjść z długów, pieniądze z C+ miały iść na szkolenie młodzieży itd. Jak jest, wszyscy widzimy - młodzieży zdolnej nie widać, kluby (poza kilkoma wyjątkami) podupadają, bankrutują i to wszystko. Przez jeden, czy dwa sezony można jeszcze było oglądać w publicznej fragmenty spotkań w publicznej, przez jeden sezon mecze Wisły Kraków (te rozgrywane u siebie, czyli w Krakowie) transmitował TVN.

Z biegiem czasu ludzie o polskiej piłce klubowej po prostu zapomnieli. Pomógł im w tym bez wątpienia mały wielki człowiek - Adam Małysz. Pomógł też naszej telewizji publicznej. W czasach, gdy Adam skakał jeszcze w różowym lub błękitnym kombinezonie (ok. 1997-1998 rok), TVP pokazywała tylko Turniej Czterech Skoczni. Zwykłemu polskiemu kibicowi skoków (ile takich było w tamtych latach, 100? :P) nawet się nie śniło, aby co tydzień oglądać Puchar Świata. Sytuacja taka trwała aż do sezonu 2000/2001, kiedy to zjawił się Adam. Wygrał TCS i TVP znalazło nowy narodowy sport dla nas. Posunę się nawet do stwierdzenia, że skoki uratowały TVP - gdyby nie one, sportu w publicznej byłoby baaardzo mało. A tak to TVP zaczęło triumfować i osiągać rekordy oglądalności bliskie 14 milionom widzów. Znów mogło pokazywać najbardziej popularną w naszym pięknym kraju dyscyplinę sportową...

Powstaje tu pewien daleko idący wniosek: powiedzmy, że Adam jeszcze z dwa-trzy sezony będzie skakał tak jak teraz, potem natomiast tylko przyzwoicie. Załóżmy, że będzie zawsze awansował do "trzydziestki" i plasował się gdzieś w drugiej bądź trzecie dziesiątce. Miliony Polaków o skokach zapomną i zostanie może z 10 000 fanatyków. TVP zrezygnuje z pokazywania Pucharu Świata na rzecz innych głupich programów. Pozostanie tylko TCS, Mistrzostwa Świata i konkurs w Zakopanem. Na tę sytuację szybko zareaguje Polsat Sport albo Canal + wykupując na 10 lat prawa do pokazywania skoków, a nam obywatelom Telewizja Publiczna znajdzie po prostu inny sport "narodowy"...

cdn.

Mały Książę