"Krajobraz po bitwie" czyli Borowski na szklanym ekranie
Początek września większości uczniaków kojarzy się z powrotem do szkoły. Mnie na szczęście przypomina o tym, że pozostał jeszcze miesiąc wakacji :). Skoro wakacje w najlepsze trwają, postanowiłem przyjrzeć się, cóż ciekawego w TV spotkać można. Wprawdzie wspominane w poprzednim numerze "Ósmy dzień tygodnia" i "Kanał" dalej czekają swych dni, ja zasiadłem, by zobaczyć inny z filmów, który wyszedł spod ręki naszego "oscar-mena" czyli pana Andrzeja Wajdy. Okazja przednia, zwłaszcza że akurat na tapecie był "Krajobraz po bitwie".
Tradycyjnie już powiem, że film ten jest luźną ekranizacją opowiadania Tadeusza Borowskiego pt. "Bitwa pod Grunwaldem". Jak każdy winien wiedzieć, akcja filmu dzieje się w byłych koszarach SS we Freimannie pod Monachium, w obozie dla tzw. dipisów. Dzieje się i się nie dzieje, bo opowiadania Borowskiego nie są autobiografią w dosłownym tego słowa znaczeniu. W filmie (podobnie zresztą jak i książce) opisane są losy Tadka i Niny. Najkrócej można powiedzieć, że jest to film o miłości. Nie jest to jednak miłość spod znaku idiotycznych amerykańskich komedii typu "American Pie". Olbrychski w okazywaniu swych uczuć jest w tym filmie tak autentyczny, że gdy aliancki żołnierz zastrzelił biedną Ninkę byłem pewien, iż weźmie on swą szablę Tuhaj-Beja i się z nim rozprawi. Miałem przynajmniej taką nadzieję, choć wiedziałem, że to niemożliwe, bo niezgodne z literackim pierwowzorem... O czym jest film nie zdradzę, polecam za to przeczytanie "Bitwy pod Grunwaldem". Ja sam zajrzałem do nich dopiero ze kwartał temu, wraz z całym "Kamiennym światem", mając "Pożegnanie z Marią" w małym paluszku już przed maturką;)
Nie wypada mi porównywać książki z filmem, bo tak jak potrafię pozrzędzić na narodowe świętości i epopeje, tak nigdy się nie przełamię, by skrytykować cokolwiek związanego z "epoką lagrów i łagrów". Sam film jest bardzo dobry, a - jak już wspomniałem - Daniel Olbrychski doskonale pasuje do roli Tadka. Świetna była także aktorka grająca Ninę (wstyd się przyznać, ale nie wiem, któż to był? Może Taw. pomoże?) {Porzuć wszelkie nadzieje. Taw wyłącza mózg na weekendy ;).}. Oryginalnym zabiegiem było umieszczenie pewnej kompozycji na samym początku filmu. Sroga zima, wszędzie pełno śniegu, więc co najlepiej pasuje do takiej pogody? Tak!!! "Zima" Antonio Vivaldiego. Sam bym chyba na to nie wpadł, ale gdy już usłyszałem pierwsze takty złapałem się tylko za głowę - "Jak mogłem tego nie wymyślić?". Jak widać mogłem i chyba dlatego to Wajda robi filmy, a nie ja :). Mówiąc o pozytywnych aspektach o filmie nie wypada nie wspomnieć o liście dialogowej. Obawiałem się nieco, czy nie będzie to brzmiało sztucznie. Nic z tych rzeczy! A same dialogi stanowiły ciekawą kompilację fragmentów innych opowiadań Borowskiego.
Jak wspominałem wcześniej, nie mam w zwyczaju komentować dzieł "epoki kominów". Jest jednak jedna rzecz, którą zrobiłbym inaczej. Nie mam nic nawet do tego, że Wajda zrobił z Borowskiego w filmie niemalże młodego komsomoła - inaczej film pewnie nie przeszedłby przez cenzurę. Więc co? Zmieniłbym zakończenie! Co z tego, że niezgodne z pierwowzorem? Film pokazuje ciężkie losy powojenne, wiadomo, że nie było wtedy łatwo, ale niesie ze sobą taką dawkę pozytywnej energii, że w końcowej scenie, gdy bohater na pytanie "Co się stało?" odpowiada pierwszemu lieutantowi, że "My tu w Europie jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Przez sześć lat strzelali do nas Niemcy, teraz wy, co za różnica?" aż chce się odpowiedzieć "żadna", o czym obecnie mają okazję się przekonać choćby Jugosławia, Afganistan i Irak. Ale to już temat na inną dysputę.
Podsumowując, jeśli Wajda nie dostał Oskara za przeciętnego (no może "przeciętnego +", bo Bachleda-Curuś jako Zosia mi się podobała:)) "Pana Tadeusza", którego durni Amerykanie i tak pewnie nie zrozumieli, to zasłużył sobie na niego w pełni właśnie za "Krajobraz po bitwie". Tylko tyle, albo aż tyle... A was zachęcam do czytania Borowskiego:).
Grzesiek
zlotto@interia.pl
www.nolwenn.prv.pl