|
Polacy na Mistrzostwach Europy
Choć turniej ten "nie wyszedł" nam zbytnio, to mimo wszystko zajęliśmy dobre 5 miejsce, dzięki któremu mamy szanse wystąpić w Igrzyskach Olimpijskich. Nasz piękny kraj podzielił się na optymistów i pesymistów. Jedni są zadowoleni z osiągniętego rezultatu, inni narzekają, że nie zrobiliśmy kroku na przód w porównaniu z ostatnimi ME w Czechach (także 5 miejsce). Więc pytam się Was: mam się cieszyć czy narzekać?
Przyznam się bez bicia, że liczyłem na strefę medalową. Utwierdziła mnie w tym fakcie wygrana z Grekami (3:0). Nie miałem przyjemności oglądnięcia całego spotkania, ale po komentarzach doszedłem do wniosku, że "nasi" grali bardzo dobrze. Następnego dnia nie było już tak fajnie. Na naszej drodze pojawiła się ekipa Rosji. I w tym momencie chciałbym zwrócić Waszą uwagę na jeden mały fakcik. Mianowicie - nasi zawodnicy nie podeszli do tego spotkania należycie przygotowani... psychicznie! OK! Motywacja - była, skupienie - było, ale był też lęk, i świadomość, że oni są lepsi. Niestety z taką myślą nie można wygrać spotkania! Wiem to i po sobie. Nieraz już byłem w sytuacji, kiedy to grałem z przeciwnikiem bardziej doświadczonym itd. Nie można być spiętym, luz jest najważniejszy (a tego zabrakło u naszych "6 wspaniałych" ;). Szkoda, że nie nawiązaliśmy równorzędnej walki, gdyż "Zborną" można było tego dnia pokonać. Dobra, dobra z Rosją dostaliśmy po dupie 3:1. Następnego dnia czekała nas potyczka z Holandią. No i żegnaj pierwsza czwórko. Przegrana w tie-breaku 3:2. Podobnie z Bułgarią. Ostatni mecz to potyczka z Serbią i Czarnogórą (czyli byłą Jugosławią). Brawo, brawo! Myślę, że mecz mógł się podobać. Wygraliśmy 3:2 i w jakiś dziwny sposób przeszliśmy dalej, aby grać o miejsca 5-8.
Zagraliśmy z Niemcami, gospodarzami turnieju. Wiadomo było, że z pewnością będą ich bronić ściany (czyt. sędziowie). No i tak się niestety stało. Najważniejsze jednak, że wygraliśmy (3:1), i mogliśmy powalczyć o 5 miejsce. Następnego dnia w niedzielę czekał na nas zespół Holenderski, który równo tydzień wcześniej pozbawił nas szans walki o medale! Skład troszkę eksperymentalny. Pojawili się: Lipiński, Dacewicz, Bąkiewicz (który miał w pełni władną jedną rękę). I dokopaliśmy Niderlandom ;) Bardzo miło oglądało mi się ten mecz. Finezyjne akcje i wspaniały 3 set, kiedy to wygraliśmy do 12. Myślałem nawet, że śnię, ale na szczęście to był real!
I ponownie zajęliśmy 5 miejsce. Co ważne automatycznie awansowaliśmy do następnych ME i dostaliśmy szansę udziału w IO Ateny 2004. W sumie chyba możemy być zadowoleni, gdyż:
- wygraliśmy 4 mecze (Polska - Grecja 3:0; Polska - SiCz. 3:2; Polska - Niemcy 3:1; Polska - Holandia 3:0)
- przegraliśmy "tylko" 3 mecze (Polska - Rosja 1:3; Polska - Holandia 2:3; Polska - Bułgaria 2:3)
Patrząc na ten bilansik, można by rzec, że wygrywaliśmy wyraźnie, za to porażki nie były już takie do końca jasne. Dwa razy dostaliśmy po tyłku w tie-break'ach, więc chyba nie popełnię błędu stwierdzając, że zabrakło nam szczęścia! Bilans setów to 16:12.
Z pewnością ta drużyna miała szansę na medal! Zabrakło tylko szczęścia i odrobiny rozluźnienia. Gdybym był prezesem PZPS to pozostawiłbym na krześle trenera - selekcjonera wąsiastego pana Wspaniałego :). Chciałbym tylko, aby ta drużyna dostała się do IO 2004. Moim skromnym zdaniem ma na to szansę i naszym zadaniem jest w to wierzyć!
{Timon: Autor tekstu zapomniał o jednej ważnej rzeczy. Nie napisał o JAKIEJ dyscyplinie jest mowa! Sam mam wrażenie, że felieton dotyczył siatkówki mężczyzn. A wy? }
Publo
publo17@go2.pl
pabllo17@wp.pl
|