|
Lance Armstrong - pokonał raka, pokonał dziennikarzy, pokonał Tour de France!
Osoby nie interesujące się sportem pewnie zapytają: kto to u licha jest ten Lance Armstrong? Odpowiedź jest jedna: wspaniały kolarz. Nie chcę, aby ten tekst ukazał się w kąciku sportowym, gdyż choć dotyczy sportowca, to jednak mało będzie miał ze sportem wspólnego. Opowiem walkę jaką podjął ten człowiek. Morderczą walkę.
Trochę już przeczytacie w arcie: "Mieć ambicje", w którym przytaczam Armstronga. Lance już jako młody chłopak był zacięty i chciał radzić sobie ze swoimi problemami, choć trzeba mu to przyznać, nie należał do łatwych dzieci. Zresztą nie ma się co dziwić. Matka urodziła go w wieku 17 lat, a ojciec zrzekł się praw do syna. Jego mottem życiowym stały się słowa, ciągle powtarzane przez jego matkę: "Pamiętaj, niech każda przeszkoda będzie dla Ciebie szansą". Jego kariera jest podzielona na dwa okresy: do 1996 roku i od 1999r. W pierwszej części swojej przygody z kolarstwem został Mistrzem Świata w Oslo (1993). Cechowała go niesamowita zadziorność i... brak ogłady kolarskiej. Nie umiał się zachować w peletonie, zupełnie nie przyswoił taktyki kolarskiej. Osobiście miałem o nim inne wyobrażenie! 2 października 1996 dowiedział się, iż ma raka jąder, z silnymi przerzutami na inne części ciała. Konieczne było chirurgiczne usunięcie prawego jądra (powiększonego trzykrotnie!). Początkowo Armstrong się załamał... Lekarze dawali mu małe szanse na przeżycie - otwarcie mówili o 20%, w rzeczywistości jednak nie przekraczały one 5%. Musiał poddać się zabiegowi chemoterapii - początkowo w Austin, następnie w szpitalu w Indianapolis, gdzie dostał się w ręce znakomitych onkologów. Pewnego dnia powiedział do swoich przyjaciół: "Rak źle zrobił, że wybrał mnie. Pokonam go!" Lekarze byli zadziwieni, że pozostało w nim tyle determinacji do walki z chorobą. Ciągle byli przy nim jego najbliżsi: matka, dziewczyna i przyjaciele.
Chemoterapia niezwykle go wykończyła. W trakcie terapii zmienił się nie do poznania. Jednak wygrał tę walkę. Wygrał z rakiem! Nie wiedział, czy chce wrócić do kolarstwa. Jego organizm był bardzo osłabiony chemią. Początki były trudne, bardzo trudne... Był okres w którym chciał definitywnie zakończyć tę zabawę. Chciał grać w golfa, studiować itp. Za nic jednak nie chciał ponownie wsiąść na rower. Jednak dzięki chytrej pomocy najbliższych ponownie został wciągnięty w kolarstwo. Chciał wygrać Tour de France.
Podczas "Wielkiej Pętli" nastąpił jego wielki comeback. Gdy we wspaniałym stylu wygrał etap do Sestriere nagle został zaatakowany przez dziennikarzy (głównie francuskich). Nie wierzyli w ten cudowny powrót do kolarstwa. Oskarżali Armstronga o zażywanie środków dopingujących. Gdy wszelkie wyniki dały negatywne rezultaty, Ci sami dziennikarze doszli do wniosku, że Lance poprawił swoją jazdę dzięki chemoterapii, co jest absolutną bzdurą! Udało mu się. Dojechał w żółtej koszulce na Pola Elizejskie!
Wkrótce urodził mu się syn, który powstał z... "probówki". Tuż przed chemoterapią Armstrong oddał swoje nasienie do banku spermy. Dzięki sztucznemu zapłodnieniu "in vitro" jego żona, Kik, zaszła w ciążę.
Bez dwóch zdań Lance Armstrong jest wspaniałym kolarzem, jednak dzięki książce "Mój powrót do życia" zmieniłem trochę o nim zdanie. I to na gorsze. Jednak nie podważam jego wielkości: wygrał z rakiem, wygrał ze samym sobą. On jest wielki!
Wszystkim polecam tę książkę, z której dowiecie się dużo więcej o życiowych zawiłościach Lance'a Armstronga. Ta książka jest warta przeczytania, i musicie to zrobić.
P.S Dlaczego zmieniłem zdanie o Armstrongu? Miał bardzo dziwny i, nie boję się użyć słowa, głupi charakter. Wygrana za wszelką cenę, wygryzienie zawodników, zrównanie ich z błotem etc. Troszkę inaczej postrzegałem sobie tego kolarza.
{ Timon: To chyba dobrze jak sportowiec tak mówi. To znaczy, że jest pewny siebie. A może po prostu żartował? Nie czytałem książki, więc trudno mi wytoczyć obiektywną opinie. }
Publo
publo17@go2.pl
|