
Poprzedni numer składał Tsalarioth. Ten składałem ja. Nie ma żadnych niespodzianek - znowu nie zdążyłem nic napisać. Miałem nawet pomysł na opowiadanie ze św. Mikołajem w Barsawii, ale... Przede wwszystkim nie starczyło mi czasu. Dopiero zdałem egzaminy (a jest koniec października. Poza tym... gdzieś mi ten tekst wcięło.
Nie ma jednak co płakać nad rozlanym mlekiem. Wszystko wynagradza opowiadanie "Cienie przeszłości". Jest dobre i długie. W sumie to główny tekst tego numeru. Warto również rzucić okiem na Alanis - nową dyscyplinę.
Nie mam siły na rozpisywanie się, więc po prostu życzę miłej lektury
W moim odtwarzaczu Artur Rojek śpiewa cichutko 'praca, szkoła, śmierć.. zaraz wpadnę w szał' - i dokładnie tak wygląda ostatnio moje życie. Nie żebym narzekał, bo mi wyjątkowo wszystko mi się dobrze układa ;P, ale powoli zaczynam cierpieć na brak wolnego czasu...
Jest po pierwszej w nocy, jutro, to znaczy dziś o 13tej Ghost zjawia się po teksty, a przede mną ciągle pusta kartka...
Czas wziąć się do roboty, zebrać tyłek w troki, siąść przed klawiaturą i zacząć coś pisać. Nie ważny jest brak pomysłów, brak chęci, czasu...Czwarta kawa na stoliku przede mną, do tego w drugim kubku miód z cytryną...
Mam szalony pomysł, który jak zwykle nie wiem czy wyjdzie z braku czasu - chciałbym przetłumaczyć 'Smoki'. Kiedyś zresztą prowadziłem w tym celu rozmowy z wydawnictwem MAG, nawet z niewielkim sukcesem, ale z powodu kłopotów finansowych projekt ten upadł. Ale nadal chce to zrobić, nawet jeśli miałby być to projekt nie komercyjny, fanowski... Wszystkich chętnych proszę o kontakt mailowy.
Zegar na ścianie wybija właśni drugą rano. W głowie pojawia się pierwszy pomysł... Nawet całkiem interesujący.. Zaraz zaczną pisać.. Może zdążę do rana... Może.. Póki co się żegnam.
Do zobaczenia za miesiąc.
Pozdrawiam,Tsalarioth
P.S. Dzięki robotnikom ocieplającym mój blok cały czas wydaje mi się ze pada śnieg. Od samego rana. Jest koniec października, a czuję się, jakby był grudzień. Brakuje mi już tylko choinki. Piję kolejną kawę nucąc pomiędzy kolejnymi łykami 'Jingle bells'. Czuję się jak schizofrenik. Całkiem interesujące przeżycie.. ;P