|
<<< Military: "Egzamin" >>>
W ulicy nocnym blasku,
Gdy daleko do brzasku,
Przy szeregu kamienic
Stoi ludzi wieniec.
A w środku tamtego
Ciał stosik zalega,
Gdyż dwoma w alei ubóstwa
Targnęło wtem samobójstwo.
Kim była ta para?
Ktoś z tłumu się stara
Uchwycić ich twarzy
Kamienne wyrazy.
Przeciśnie się ledwo,
Ma wnet plac manewru
I widzi w podziwie
Iż byli... szczęśliwi?
Bo uśmiech na twarzach
Wrażenie to stwarza.
I pyta się siebie
Człowiek w potrzebie:
"W jaki umrzeć sposób
By złośliwości losu
Nie dać się pokonać?"
"Miłości dokonać" -
Słyszy tuż za sobą
Głos starty chorobą.
Półobrót na pięcie
I patrzy zawzięcie
W oczu blask ostry.
Wzrok zakonnej siostry.
"Czy więc oni święci?" -
Zapyta z niechęci.
"Oni są weseli,
A teraz anieli
Śpiew im towarzyszy."
Człek milczy w nocnej ciszy.
"Lecz grzech popełnili!"
"Rzecz przypadku; chwili.
On bez tej panienki
Jest gorzej jak bez ręki.
Gdyż jest jak bez serca."
"Spotkał ich morderca?"
Uśmiechnie się siostra:
"Rzecz boleśnie prosta.
Zabójca ich podzielił -
Jej serce przestrzelił,
A jemu z żałości,
Już go Pan Bóg gości,
Serce też stanęło."
"To szatana dzieło!" -
Już człowiek zakrzyknął.
"Nie im pisane piekło.
Przeszli przez czas próby."
"Lecz czekała ich zguba."
"Przeciwnie, mój chłopcze.
Zauważ bowiem dobrze,
Że w śmierci bladości,
W kraju nieprzyjemności,
Zawsze będą razem.
Nie jest to rozkazem,
Przymusem czy złą dolą,
Lecz ich czystą wolą.
Pierwszemu przebito kulą serce.
Drugie kochało szczerze i tak wielce,
Że Bóg ulitował się w swym niebie
I przyzwał obu kochanków do siebie.
Wiedz, że i Ty w niebiosach zagościsz,
Jeśli zdasz ten jeden egzamin. Egzamin miłości."
|