Opowiadania
Czytelników


Cykle

"Empatia"

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: Janek Enem ::::

Stoik



Jak co dzień rano wstał o 4:58, bo jego matka zawsze twierdziła. że wstawać o piątej jest za późno, a on sam o czwartej był jeszcze bardzo śpiący. Codziennie rano walczył z grawitacją, ale na minutę dwadzieścia przed piątą wstawał. Tak było odkąd pamiętał, od dzieciństwa. Zawsze denerwowało go to ranne wstawanie. Nadal go denerwuje, chociaż matka już nie czuwa. Przyzwyczaił się. Rano zawsze pił whisky, żeby nie bolało.

Nie lubił ludzi, z wzajemnością. Miał to po ojcu.

Trzeba było wyjść z domu. Na dworze było zimno, a on nie wziął czapki. Zapomniał, trudno, nie będzie się przecież wracał.
- Cholerna robota! - Pomyślał i poszedł dalej.

Śledził go przez kilka dni. Wiedział o nim wszystko, nawet gdzie chodzi do klopa. Taka praca. Nie znał go wcześniej, po prostu podszedł do niego i strzelił mu w skroń. Mózg rozbryzgł się na murze.
Chyba mnie widział, znalazł się w nieodpowiedniej porze i w nieodpowiednim czasie w nieodpowiednim miejscu - pomyślał i oddał kilka strzałów w oddalający się samochód.
Rozległ się huk. Nikły uśmiech przebiegł przez jego twarz. Lubił wybuchy. Poszedł do domu.
Będzie pić; zawsze pił po akcji, taki nawyk.

Pił. Nie lubił pić, ale ojciec pił. Za wszelką cenę chciał się upodobnić do ojca, nawet za cenę własnych pragnień, ale on nie miał pragnień; zatracił je gdzieś w ciągu własnego życia. Żył z dnia na dzień. Uznawał zasadę: "jeżeli nie chce ci się żyć żyj na złość innym". Ojca nikt nie lubił, nawet jego własna żona i dlatego chciał być taki jak on. Ojciec był jego Idolem. Pewnie za chwilę pójdzie po zapłatę. Pieniądze mu były potrzebne na pestki i na alkohol oczywiście.
- Trzeba będzie wziąć więcej, bo tłumik mi się rozwalił - pomyślał.

Wtem wpadli do jego pokoju policjanci. Jednostka antyterrorystyczna. Nie opierał się. Wiedział, że kiedyś to się skończy. Wszystko się kończy. Jego stoicyzm nie miał granic. Nie wynajmował nawet adwokata, bo po co. Przyznał się do wszystkiego, co mu zarzucali. To i tak było mało w porównaniu z tym, co zrobił, a zrobił dużo. Dostał dożywocie. Nie zmartwił się tym.
- Przecież i tak niedługo umrę - pomyślał i położył się na łóżku.
Łóżku? Przecież to nie było łóżko. Kilka zbitych desek, ale jemu to nie przeszkadzało.
Przeszkadzał mu jego współlokator. Użalał się nad sobą i to był jego błąd. Zdenerwowany podszedł do niego i skręcił mu kark. Z ust współwięźnia wypłynęła krew.
- Nareszcie spokój - pomyślał i położył się.

Drzwi więzienia o podwyższonym rygorze stanu Teksas zatrzasnęły się ze złowrogim zgrzytem. Pewnie dostanie zastrzyk albo krzesło. W jakiś sposób go uśmiercą, bo nie będą go mogli zrozumieć.

Czy to jego wina, że był, jaki był? Może to wina rodziców, może nauczycieli. Gdzieś leżał błąd. Ale ich to nie obchodziło, ważne, że zabijał. Więc można go było zabić. Można? Nie obchodziło ich to, nie zastanawiali się nad tym. Nie szukali przyczyny, a przecież zawsze jest przyczyna. Przyczyna => Skutek. Ale to równanie było im obce.

Dnia 26,06.2006 Zginął Pedro Gevaliera, dostał dwa zastrzyki.


Opowiadanie: wymyślone. Wszelka zbieżność nazwisk: przypadkowa. Pedro Gevaliera został stworzony dla potrzeb tego opowiadania. Postać można powielać tylko w przypadku zachowania całkowitego stoicyzmu postaci


Janek Enem

enem44@wp.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||