|
Armia Boga
Stał tam na wzgórzu... archanioł Gabriel. Kilkadziesiąt metrów niżej rozpościerał się widok na wielkie równiny całkowitej pustki nazywane "Przedsionkiem Nieba" i w tym właśnie przedsionku rozgorzała straszliwa bitwa.. Dwie armie. Piekieł i niebios starły się w morderczym pojedynku. Gabriel podniósł zbroczony krwią miecz ku górze. Pięknie zdobione ostrze rozbłysło oślepiającym światłem. Kunsztownie wykuta zbroja, jaką miał na sobie błyszczała i lśniła. Bóg wybrał go na powiernika.
Otoczony kłębem jasności ruszył w dół. Schodził powoli pełen dostojeństwa i dumy z powierzonego mu zadania. Miał walczyć z posłańcem szatana. Wyciągnął miecz i uderzył pierwszego demona, jaki miał nieszczęście nawinąć się mu pod nogi. Ten upadł na ziemię pozbawiany części głowy. Gabriel zamachną się po raz kolejny i ściął z nóg drugiego przeciwnika. Parł do przodu nie zważając na ciosy, jakie zadawali mu plugawi. Ciął i mordował powierzając każdego, kogo zabił opiece Stwórcy. Jego blond włosy zbryzgane krwią przykleiły się do policzków.
Zauważył wielkiego wojownika w czarnej szacie. Jego twarz zakrywał szeroki kaptur spod którego wystawał jedynie długi nos i kozia bródka. Siał zniszczenie wśród szeregów Boga, o czym poświadczał stos wyrżniętych aniołów u jego stóp. Gabriel przyjął postawę do ataku i czekał aż przeciwnik odpowie na jego wezwanie. Czarny wojownik obrócił się i uderzył jeszcze jednego anioła ot tak, od niechcenia, obrywając mu przy tym ramię... przyjął wyzwanie.
- Jak brzmi twoje imię? - zapytał Gabriel.
- Jam jest demon Azbrudal - odpowiedziała czarna postać ciężkim twardym głosem.
- To ty jesteś powiernikiem tego, którego imienia nie będę wypowiadał?
- Tak. Jest nas trzech. Jam jest pierwszy.
- Walczmy zatem.
Gabriel rozpostarł skrzydła i pochylił się, gotowy do szarży. Zawinął mieczem w powietrzu i ruszył do przodu. Zwarli się w pierwszym uścisku. Ostrza ich mieczy uderzyły z taką siłą, iż posypały się iskry. Ramiona tak u jednego jak i u drugiego napięte do granic wytrzymałości przybrały czerwony kolor. Rozluźnili uścisk i spróbowali jeszcze raz. Gabriel machnął mieczem i przewrócił przeciwnika uderzeniem w naramiennik. Zbroja nie pękła, ale widać było wyraźne wgniecenie. Demon wstał i z jeszcze większym zapałem ruszył do kontrataku. Zatoczył rękami koło i chwycił miecz w obie ręce. Jego wściekłość sięgała szczytu. Przerzucił miecz w prawą rękę i wysunął do przodu. W momencie, gdy mieli się zderzyć archanioł odsunął się, ukląkł i zadał uderzenie w podbrzusze rozpruwając je na całej długości. Wnętrzności demona wypłynęły na wierzch. Upadł na kolana i w ostatnim geście zemsty rzucił mieczem w stronę powiernika Bożego. Ten jednak zdołał się odsunąć i uchylić od ciosu. Podszedł do niego i strącił kaptur z głowy. Twarz demona wyglądała okropnie. Cała pokryta ropiejącymi wrzodami. Jego oczy zaszyto tak dawno temu, iż gałki oczne zarysowywały jedynie niewielkie wybrzuszenie na powiekach. Zanikały. Tak czarny władca wynagrodził swojego sługę za próbę miłosierdzia na jednym z ludzi dawno temu. Gabriel naciął swój palec i uczynił na jego czole znak krzyża. Demon wił się i rzucał. Jego ciało buchnęło ogniem.
- Bóg ci wybaczy, jeżeli okażesz skruchę Azbrudal'u - powiedział.
- Jam jest ten, który uczynił tak wiele złego czy mógłbym jeszcze wrócić pod skrzydła Boże?
- Okaż skruchę Azbrudal'u, a wybaczy ci. Za to, iż chciałeś okazać łaskę duszy ludzkiej tak dawno temu dostaniesz jeszcze jedną szansę.
Demon ukląkł i poddał się rytuałowi oczyszczenia. Jego ciało obmywało się w łasce Bożej. Poodpadały wszystkie ropienie, a oczy znowu mogły widzieć. Wstał i otoczony jasnością rozpłyną się w nicości czasu. Udał się by stanąć przed Bogiem.
Jednak walka trwała nadal. Gabriel rozejrzał się po polu bitwy. Armia Boga wygrywała. Wieść o jego zwycięstwie rozniosła się w zastraszającym tempie. Morale wśród aniołów widocznie wzrosło. Gabriel rozglądał się za kolejnym wysłannikiem. Zauważył duże poruszenie na północny wschód od tego miejsca. Ruszył w tamtym kierunku.
Dźgnął pomniejszego demona, który próbował zagrodzić mu drogę. Przebił go na wylot i przerzucił za siebie. Rozpruwał wszystkich, którzy chcieli się z nim zmierzyć. Szedł spokojnym powolnym krokiem w stronę dwóch szarych postaci. Jego oczy jaśniały światłem tak czystym i oślepiającym, iż spoglądanie w nie równało się z patrzeniem prosto w słońce. Pierwsza z postaci odwróciła się w jego stronę. Był nią starzec ubrany w coś, co przypominało mnisi habit. Miał siwe długie włosy i włócznię w ręce. Szturchnął drugą, która również się odwróciła. Była to piękna kobieta ubrana w zbroję płytową, jej bronią zaś był dwustronny miecz. Spoglądała na niego z wyraźną perwersją. Gabriel stanął przed nimi. Wszystkie stworzenia Boskie jak i te z czeluści piekieł odsunęły się. Utworzyły krąg, w którym na samym środku stały tylko trzy osoby.
- Jam jest Gabriel, powiernik Boga. Kim wy jesteście? - zapytał.
- Jam jest Azhael - odpowiedział starzec - Jam jest drugi.
- Zaś ja jestem Adahal - rzuciła kobieta - Trzeci powiernik.
Z miecza archanioła kapała krew. Nadszedł czas na ostateczną walkę. Ona rozstrzygnie losy panowania nad niebem. Jeżeli on przegra to sam Bóg stąpi na te ziemie, a wtedy nastanie koniec. Niebo, ziemia i piekło zostaną unicestwione, zaś Bóg stworzy nowy świat i zacznie od początku. Wszystko zależy od niego. Zacisnął na rękojeści obie ręce i z okrzykiem na ustach: "Bóg jest miłosierny i wszystko mi wybaczy" ruszył do ataku. Azhael i Adahal przyjęli pozycje obronne. Rzucił się na nich z furią. Ciął we włócznię starca, która nie wytrzymała siły uderzenia i rozpadła się na pół. Chwilę potem odbił uderzenie, którym Adahal miała zamiar przebić mu gardło jednym z ostrzy miecza. Gabriel odwrócił się i błyskawicznym ruchem odciął głowę Azhael'owi. Ciało starca upadło bezwładnie na ziemię. Z rany po cięciu wypełzł wąż Jeden z aniołów, który był na tyle odważny by wystąpić z półkola zdusił jego głowę nogą okutą w żelazną zbroję. Kobieta zdezorientowana sytuacją uśmiechnęła się ponętnie do Gabriela.
- Wielkim jesteś wojownikiem, może przystąpisz do naszych szeregów? - powiedziała słodkim głosem - będę spełniała każdą twoją zachciankę.
Uśmiechnął się do niej. Udał, że się waha nad jej propozycją.
- Kusząca propozycja - powiedział - ale...
Uśmiech z twarzy Adahal zniknął i na jego miejscu pojawił się grymas niezadowolenia.
- ...nie skorzystam z niej.
Po tych słowach Gabriel wyprowadził jeden czysty cios, który objął obszar od pachy aż po szyję i tym samym odrąbał jej prawą rękę wraz z głową. Upadła na ziemię. W szeregach plugawych dało się usłyszeć ciche Ohhh... Bitwa rozgorzała na nowo. Tym razem już z widoczną przewagą aniołów. Armia Boga spierała wszystkich sługusów zła w głąb czeluści, z której przyszli, a gdy ostatni demon spadł z gzymsu w nieskończoną otchłań, czeluść zamknęła się. Gabriel stojąc cały zbryzgany krwią krzykną ku niebiosom: "Panie zwyciężyliśmy!!!! Niech będzie wola twoja!!!" po tych słowach wszyscy udali się na odpoczynek. Do czasu, gdy znów nie zostaną wezwani, by walczyć w obronie bram niebios.
***
Dwóch mężczyzn siedziało przy stoliku w barze i przyglądali się burzy, jaka rozpętała się na dworze. Staruszek chcąc podtrzymać rozmowę rzucił:
- Ale dzisiaj leje, panie Kossak.
- Rzeczywiście - odpowiedział zagadnięty - dawno już nie widziałem takiej burzy.
- Jak jeszcze trochę popada, to nas zaleje.
- Całkiem prawdopodobne, panie Bednarski. Nie raz już nas podtapiało. To przez to, że jesteśmy otoczeni górami. - stwierdził.
- Wie pan, tam na górze to chyba jakaś wojna się toczy - zażartował staruszek.
- Mhm... - odpowiedział Kossak - uśmiechnął się i upił łyczek kawy.
Berserker
berserker@xl.wp.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|