Opowiadania
Czytelników


Cykle

"Empatia"

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: Nemeziss ::::

Requiem



Otworzyłam oczy. Pierwsza myśl: gdzie jestem? Druga: jak się tu znalazłam? Trzecia? Trzeciej nie było. Wiedziałam, kim jestem, jak się nazywam, gdzie mieszkam. Spokojnie, pomyślałam. Zamknęłam oczy i otworzyłam je jeszcze raz. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym przybywałam To był mój pokój! Dlaczego go nie poznałam od razu? Czy wczoraj znowu piłam? Nie pamiętam. Pewnie tak. Wstałam z łóżka, byłam kompletnie ubrana. Na podłodze leżały dwie puste butelki. A więc jednak piłam i poszłam spać w ciuchach. Nie po raz pierwszy, nie ostatni. Zawołałam mamę, nie odezwała się. Przeszukałam cały dom, nikogo w nim nie znalazłam. Dokąd oni poszli?, myślałam. Przecież nic mi nie wspominali o tym, że się gdzieś wybierają. Nie zostawili nawet żadnej karteczki. Dziwne.
Nie byłam głodna, więc wyszłam na dwór znaleźć kogoś znajomego. Przez telefon nie mogłam się z nikim skontaktować, znowu ta pieprzona telekomunikacja nawalała. Kiedy tak szłam zobaczyłam moją rodzinę. Dokąd oni szli? Dlaczego na mnie nie czekali? Zawołałam ich. Nikt się nie odwrócił, nikt na mnie nie zaczekał. Dlaczego? Czy aż tak byłam wczoraj nawalona, że nie chcą ze mną gadać? Mimo to poszłam za nimi. Wielu ludzi zmierzało w tym kierunku. Dojrzałam nawet wśród nich twarze moich znajomych, nie miałam jednak czasu z nimi rozmawiać, musiałam naprawić sytuację w rodzinie. W końcu jak teraz się nie odzywają, może to potrwać dłużej a rozmowa i tak jest nieunikniona. Lepiej to mieć już za sobą. Poza tym interesowało mnie, dokąd oni idą. Stanęłam na chwilę, sama nie wiem, po co. Zniknęli mi za zakrętem, jednak szybko ich dogoniłam. Zaczęli iść po górkę. Po, co oni tam idą? Mimo wszystko ciągle szłam za nimi.
Weszli do środka. Słyszałam różne głosy. Rozejrzałam się uważniej. Kurczę, jak ja nie lubię pogrzebów. Nie weszłam do kaplicy, czekałam na zewnątrz, aż się wszystko skończy i będę mogła pójść z rodzicami do domu. Nie chciało mi się iść samej, zresztą jak już przyszłam to chciałam, chociaż zobaczyć, kto zmarł. Musiał to być ktoś znajomy, bo przyszło wiele znanych mi osób. Myślałam, że zdechnę z nudów, kiedy wreszcie ksiądz wyszedł z kaplicy i szedł w stronę wcześniej wykopanego dołu. Za nim kroczyli zapłakani ludzie. Zagapiłam się, patrzyłam na twarz mojego dawnego kolegi, którego nie widziałam ze trzy lata i przeoczyłam człowieka z krzyżem. Cóż, musiałam iść za korowodem. Kiedy doszłam już spuszczali trumnę. Usłyszałam potem ten okropny odgłos uderzającego w skrzynię piachu. Potem postawili krzyż i zaczęli układać wiązanki. Stałam z tyłu i nie chciałam się przepychać. Niech wszyscy odejdą, wtedy ja podejdę. W końcu, już myślałam, że nigdy sobie nie pójdą. Musieli bardzo lubić tą osobę. Podeszłam do mogiły. Odsłoniłam tabliczkę na krzyżu i…zamarłam. Było na niej moje nazwisko i imię! To niemożliwe! Przecież ja żyję, widzicie, żyję, stoję tu! JA ŻYJĘ! Nikt jednak nie zwrócił na mnie uwagi. Czy to możliwe, że umarłam nie wiedząc nawet o tym? Czy nie powinnam pójść do jakiegoś lepszego świata? Biegać teraz po polach elizejskich? Ewentualnie smażyć się w piekle? Nic takiego się nie stało, więc co będę dalej robić? Rozejrzałam się po cmentarzu. Widziałam zapłakane twarze rodziców, dziadków, wujków, cioć, kuzynów, kuzynek, brata, kolegów, koleżanek, dalszych i bliższych znajomych. Ja ich widziałam,ale oni mnie nie. Nikt się na mnie nie patrzył. Nikt, poza nim. Zobaczyłam uśmiechniętą twarz. Tak, on uśmiechał się do mnie. Po chwili dołączyła do niego kolejna osoba, i jeszcze jedna i jeszcze. Już wiedziałam, co teraz ze mną będzie. Spojrzałam jeszcze raz na swój grób i podeszłam do mojej nowej rodziny, z którą zostanę już na zawsze i do której zawsze będą dołączać nowi członkowie.


Nemeziss

nemeziss@poczta.onet.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||