|
Trudna droga
Paweł, osiemnastoletni uczeń liceum ogólnokształcącego, właśnie wychodził ze szkoły gdy zadzwonił jego telefon komórkowy.
- Słucham.
- Pawełku, to ja.
- Słucham mamo.
- Gdzie jesteś?
- Przed szkołą, właśnie skończyłem lekcje.
- O, to dobrze, to bardzo dobrze. Pawełku, mam do ciebie ogromną prośbę. Czy
mógłbyś odebrać Adasia ze szkoły?
- A co się stało?
- Autobus szkolny się zepsuł.
- A ty nie możesz go odebrać? Albo tata?
- Ale synku, ja dzisiaj pracuję na popołudniową zmianę, a tata idzie do
lekarza. A poza tym z twojej szkoły jest tylko kilka przystanków do szkoły
Adasia.
- No dobra, odbiorę go.
- Świetnie. Musisz zapytać się w portierni, w jakiej sali jest klasa Adasia.
A jeżeli w portierni nie będą wiedzieli to...
- Mamo, poradzę sobie.
- Wiem kochanie, wiem o tym doskonale. W takim razie do zobaczenia w domu.
- Do zobaczenia.
- Niech to szlag trafi! - powiedział Paweł, gdy tylko skończył rozmawiać z
mamą. Niezadowolenie Pawła wynikało z faktu, że pożyczył on od kolegi grę i
w związku z tym zamierzał spędzić przed komputerem całe popołudnie.
Niestety, telefon od mamy zniweczył te plany. Paweł westchnął i pojechał po
swojego młodszego brata Adasia. Adaś miał piętnaście lat i chodził do szkoły
specjalnej ponieważ był dzieckiem autystycznym. Mówił niewiele i
niewyraźnie. Nie opanował wielu bardzo prostych czynności. Wymagał stałej
opieki, dlatego też wykluczony był jego samodzielny powrót do domu.
Paweł bez problemów dotarł do szkoły specjalnej i szybko znalazł salę, w
której miała zajęcia klasa Adasia. Gdy tylko Paweł wszedł do sali
niepełnosprawne dzieci zaczęły się z nim witać i pytać go o wiele rzeczy.
Zniecierpliwiony Paweł zbył ich jednak półsłówkami, podszedł do nauczycielki
opiekującej się klasą i zakomunikował jej, że przyszedł odebrać swojego
młodszego brata. Nauczycielka zawołała Adasia, a gdy ten przyszedł
powiedziała:
- Popatrz Adasiu, brat po ciebie przyjechał.
Paweł bez jakiegokolwiek powitania powiedział do Adasia:
- Chodź Adaś, jedziemy do domu.
Jednak Adaś nie posłuchał Pawła i pobiegł uporządkować zabawki. Nauczycielka
widząc to wyjaśniła Pawłowi:
- Adaś tak zawsze. On nie wyjdzie dopóki nie zrobi tu porządku. Wszystkie
zabawki muszą stać dokładnie w tym miejscu, w którym Adaś zastał je rano.
Paweł odrzekł:
- Wiem, wiem, w domu robi to samo.
Podobne zachowania są charakterystyczne dla wielu osób cierpiących na
autyzm. Autystycy bowiem wykazują wyjątkową dbałość o najmniejsze szczegóły
i nie lubią, gdy w otoczeniu zachodzą jakiekolwiek zmiany.
Paweł, widząc, że Adasiowe porządki nieco się przedłużają fuknął
zniecierpliwiony:
- No chodź wreszcie!
Adaś jednak w żaden sposób nie zareagował na słowa Pawła i w dalszym ciągu
ustawiał zabawki. Dopiero gdy zakończył wykonywanie tej czynności wziął
swojego misia (którego zawsze nosił ze sobą, nawet w miejscach publicznych,
co bardzo denerwowało Pawła) i podszedł do starszego brata. Paweł spojrzał
groźnie na Adasia i rzekł:
- No w końcu. Mógłbyś się trochę opanować z tymi porządkami. A teraz chodź
wreszcie do domu.
Po tych słowach Paweł "rzucił" nauczycielce "do widzenia" i wyszedł wraz z
Adasiem i misiem z sali.
Gdy dwaj bracia szli szkolnym korytarzem, Adasiowi również nie za bardzo się
spieszyło. Swoim zwyczajem poprawiał on każdą źle wiszącą firanę, a przy
okazji sprawdzał czy okna są prawidłowo zamknięte. Takie zachowanie nie
spodobało się Pawłowi. W pewnym momencie podszedł on do młodszego brata,
szarpnął go i wrzasnął:
- Chodź wreszcie, bo przez ciebie nie zdążymy na autobus.
Szarpnięty Adaś krzyknął na znak niezadowolenia, a być może i bólu.
- Zamknij się i chodź! - Paweł stanowczo i ostro uciszył brata, po czym
prawie siłą zaciągnął go do wyjścia. Obu braci czekała podróż z przesiadką.
Po wyjściu ze szkoły bracia udali się na przystanek autobusowy. Ponieważ na
drodze, którą przemierzali nie było ani zabawek, ani firanek, ani okien,
Adaś nie sprawiał większych problemów. Po kilku chwilach bracia doszli do
przejścia dla pieszych. Mama wiele razy powtarzała Adasiowi, aby nigdy sam
nie przechodził przez ulicę dlatego też mały złapał Pawła za rękę. Ten
jednak spojrzał groźnie na młodszego brata i powiedział:
- Co ty sobie jaja robisz? Zabieraj tą rękę.
Po przybyciu na przystanek Paweł i Adaś czekali zaledwie parę chwil na
autobus. Tuż przed wejściem do autobusu Paweł powiedział swojemu młodszemu
bratu:
- Tylko nie rób numerów.
Owymi "numerami" były dziwne zachowania Adasia, niezrozumiałe bądź trudne do
zrozumienia dla otoczenia. Było to kłopotliwe zwłaszcza w miejscach
tłocznych, pełnych ludzi, którzy przeważnie mieli dość mgliste pojęcie o
autyzmie. Trzeba zaznaczyć, że zazwyczaj Adaś w miejscach publicznych
zachowywał się bez zarzutu. Od czasu do czasu miewał on jednak tak zwane
"gorsze" dni, a wtedy krzyczał, piszczał, mówił do siebie, uśmiechał się bez
powodu.
Tym razem, na nieszczęście Pawła, Adaś miał "gorszy" dzień i zaczął mówić do
siebie, śmiejąc się przy tym głośno gdy tylko bracia wsiedli do autobusu. W
odpowiedzi na to coraz więcej pasażerów zaczęło się interesować Adasiem.
Paweł był bardzo zły na Adasia o to, że stracił przez niego popołudnie,
które mógł spędzić grając na komputerze; a także o to, że teraz sprawia tyle
kłopotów. Jednocześnie Paweł rumienił się ze wstydu z powodu zachowania
swojego brata ponieważ wiedział doskonale, że wywołuje ono wielkie
zainteresowanie pasażerów autobusu. Paweł zupełnie nie miał pomysłu na to,
jak wybrnąć "z twarzą" z zaistniałej sytuacji. Początkowo zaczął on zupełnie
ignorować Adasia mając nadzieję, że ten po jakimś czasie się uspokoi. No a
poza tym, Paweł nie za bardzo chciał przyznać się przed ludźmi, że ten
mówiący do siebie chłopak to jego brat. Ta metoda nie przyniosła jednak zbyt
dobrych rezultatów toteż Paweł postanowił spróbować czegoś innego. Otóż
zaczął on ostro uciszać Adasia słowami: "Cicho siedź", "Zamknij się" i
"Zamknij mordę". Jednak Adaś ani myślał siedzieć cicho. A Paweł stał cały
czerwony, zarówno ze złości jak i ze wstydu. Nie mógł znieść tego, że ludzie
patrzą się, że szepczą, że pokazują palcami, że kręcą głowami. Wiedział on,
że dłużej nie wytrzyma, że musi wysiąść razem z bratem na najbliższym
przystanku mimo tego, że przesiadkę mieli dopiero za kilka przystanków.
Zatem gdy tylko autobus zajechał na przystankową zatoczkę Paweł ruszył w
kierunku drzwi i nakazał młodszemu bratu, aby zrobił to samo. Adaś jednak
ani drgnął. To jeszcze bardziej zdenerwowało Pawła, który złapał Adasia za
rękę i próbował zaciągnąć go do wyjścia. Ten jednak zaczął krzyczeć i
wyrywać się. Za nic nie chciał on wysiąść z autobusu. Działo się tak
dlatego, że Adaś, podobnie jak inni autystycy, bardzo źle reagował na nowe,
nieznane sytuacje, a w tym wypadku nową sytuacją było opuszczenie autobusu
nie na tym przystanku co zwykle. Zrobiło się więc niewesoło. Autobus
zatrzymał się, otworzył drzwi, a Paweł nie potrafił w sposób "pokojowy"
przekonać Adasia do wysiadki. Postanowił więc użyć siły. Chciał on bowiem za
wszelką cenę wydostać się wreszcie z tego przeklętego autobusu, uciec jak
najdalej od pasażerów, od ich spojrzeń. Złapał więc młodszego brata mocno za
rękę i pociągnął go za sobą. Adaś próbował się bronić, jednak na niewiele
się to zdało. Po kilku chwilach dwaj bracia znaleźli się na przystanku. Adaś
w dalszym ciągu piszczał, i wyrywał się swojemu bratu. Ten natomiast
krzyczał na małego i szarpał go. Taki stan trwał do czasu gdy Paweł usłyszał
opinię o Adasiu: "Co za niegrzeczne dziecko". Paweł rozejrzał się wokół i
spostrzegł, że na przystanku stało pełno ludzi, którzy mieli oczy "wlepione"
prosto w szamoczących się braci. Paweł i Adaś spadli więc z deszczu pod
rynnę. Na szczęście Paweł dostrzegł, że kilkanaście metrów od przystanku
stoi pusta ławka.
Po kilku chwilach obaj bracia zasiedli na niej. Adaś powoli się uspokajał,
Paweł natomiast w dalszym ciągu był bardzo wzburzony. Myślał on o tym co się
stało i zadawał sobie pytanie: "Dlaczego to akurat ja mam takiego brata?
Wszyscy moi koledzy chwalą się swoim rodzeństwem, a ja muszę mówić, że
jestem jedynakiem. Muszę. No bo co innego mam powiedzieć? Że mój brat chodzi
do szkoły specjalnej? Że gada do siebie? Że nie umie pisać i czytać? Że
chodzi z misiem po ulicach?"
Tymczasem na przystanek podjechał następny autobus. To wyrwało Pawła z
zamyślenia. Zerwał się on z ławki i powiedział do Adasia:
- Chodź, nasz autobus przyjechał. Szybko!
Adaś już całkowicie ochłonął po wydarzeniach sprzed kilku minut więc bez
najmniejszego sprzeciwu ruszył za Pawłem i po chwili obaj znaleźli się w
autobusie. Paweł rozejrzał się szukając wolnego miejsca i oblał go zimny
pot. Autobusem bowiem jechała jego koleżanka z klasy. Paweł wpadł niemal w
panikę: "Co ja zrobię jak ona zobaczy mnie razem z Adasiem? Co ja zrobię?"
Paweł nie namyślając się zbyt długo złapał Adasia i powędrował z nim na
drugi koniec autobusu. Adaś zachowywał się przy tym bardzo cicho i
grzecznie. "Na szczęście chociaż teraz nie robi przedstawienia" - pomyślał
Paweł, który przez całą podróż ukrywał się za plecami barczystego mężczyzny
i bał się nawet poruszyć.
Gdy autobus zatrzymał się na przystanku, na którym bracia musieli wysiąść,
Paweł złapał Adasia za rękę i ruszył w stronę wyjścia. Jednak Adaś zaczął
stawiać opór. Paweł widząc to pociągnął mocno młodszego brata. Adaś w
odpowiedzi na to zaczął krzyczeć. Pawła po raz kolejny oblał zimny pot.
Przecież tym autobusem jedzie jego koleżanka z klasy! Paweł wycedził przez
zęby: "Przestań się wygłupiać i chodź, wysiadamy" i zaczął szarpać Adasia.
Ten z kolei zaczął się wyrywać i krzyczeć jeszcze głośniej.
- Musimy wysiadać - wołał Paweł do Adasia.
- Panie kierowco, niech pan jeszcze nie zamyka drzwi - krzyknął jeden z
pasażerów obserwujących całą sytuację.
Paweł już miał po raz kolejny użyć siły, gdy zorientował się, że Adaś przez
cały czas starał się po coś schylić. Paweł spojrzał na podłogę i dostrzegł
leżącego na niej misia, który zapewne wypadł Adasiowi z rąk. Adaś nigdy się
z nim nie rozstawał i teraz też nie zostawiłby go w autobusie. Paweł szybko
podniósł misia i podał go Adasiowi. W tym momencie bracia mogli bez
przeszkód opuścić autobus. Paweł wychodząc z autobusu spojrzał jeszcze w
miejsce, gdzie stała jego koleżanka z klasy. Łudził się, że znajomej już tam
nie ma, że wysiadła wcześniej. Lecz jego nadzieje okazały się płonne.
Koleżanka była w autobusie i uważnie obserwowała, podobnie zresztą jak i
pozostali pasażerowie, obu braci.
To wydarzenie doprowadziło Pawła do furii. Zaczął on krzyczeć na Adasia:
- Jak ty się zachowujesz! Co ty sobie w ogóle myślisz! Przez ciebie najadłem
się dzisiaj wstydu! Ciebie w ogóle nie można wypuszczać z domu!
Jedna z kobiet stojących na przystanku, zareagowała na krzyki Pawła:
- Niech pan przestanie.
Paweł spojrzał groźnie na kobietę i huknął:
- A co się pani wtrąca?
Zazwyczaj Paweł nie odzywał się tak niegrzecznie do starszych, lecz w tamtej
chwili nerwy były jego głównym doradcą. Kobieta natomiast zachowała spokój i
odpowiedziała Pawłowi:
- Wtrącam się, bo widzę, że bardzo źle pan traktuje tego małego.
- To mój brat - poinformował kobietę Paweł.
- Tym bardziej dziwię się...
- Gdyby wiedziała pani co on wyrabiał w autobusie to by się pani nie dziwiła
- odpowiedział Paweł.
- Proszę pana, ja znam dzieci podobne do pana brata i wiem, że w kontaktach
z nimi trzeba przede wszystkim wykazać dużo cierpliwości.
- Łatwo pani powiedzieć. Jak tu być cierpliwym jak on ciągle krzyczy? -
zapytał Paweł.
- Ja widzę, że to raczej pan dużo krzyczy. A krzykiem niczego się nie
załatwi - zauważyła kobieta. Przecież to nie jest wina pana brata, że
czasami nie najlepiej się zachowuje. Musi pan o tym pamiętać.
Paweł nie bardzo wiedział co ma odpowiedzieć. Na szczęście przyjechał
autobus i dwaj bracia mogli odjechać.
W czasie jazdy Paweł myślał o rozmowie z nieznajomą kobietą z przystanku.
Pawłowi wciąż dźwięczały w uszach jej słowa: "Przecież to nie jest wina pana
brata, że czasami nie najlepiej się zachowuje." To samo Pawłowi powtarzała
mama. "Mają rację", pomyślał Paweł. "To nie jest jego wina. To ta choroba.
To przez nią Adam czasami źle się zachowuje. I przeze mnie też. Ja nie
powinienem tak się wściekać na Adasia, tak krzyczeć na niego, tak go
szarpać. Przecież to mój brat, mój chory brat, który potrzebuje życzliwości
i cierpliwości. Tak, właśnie, cierpliwości. Ta kobieta miała rację. Wstyd mi
za siebie. A jeszcze przed chwilą wstydziłem się za Adasia. Dlaczego ja się
w ogóle wstydziłem za niego? Dlaczego wstydzę się przyznać moim znajomym, że
mam brata? Dlaczego często tak źle myślę o Adasiu? Dlaczego tak często na
niego krzyczę? Przecież to mój brat!" Pawła dopadły wyrzuty sumienia.
Tymczasem Adaś swoim zwyczajem, znienacka, zaczął coś mruczeć pod nosem i
śmiać się do siebie. Wywołało to śmiech stojących w pobliżu trzech chłopców,
"na oko" rówieśników Adasia. Paweł początkowo zawstydził się i już miał
spróbować uciszyć młodszego brata, gdy przypomniał sobie swoje przemyślenia
sprzed kilku chwil i wnioski, do jakich doszedł.
- Dlaczego się śmiejecie z mojego brata? - Paweł zwrócił się do trójki
chłopców: On jest niepełnosprawny. Nie wolno się śmiać z ludzi
niepełnosprawnych.
Kiedy dwaj bracia przyjechali na miejsce przeznaczenia, na swoje osiedle i
wysiedli z autobusu Pawła rozpierała radość i wewnętrzna duma. Po raz
pierwszy publicznie przyznał się do swojego niepełnosprawnego brata. Po raz
pierwszy nie wstydził się za swojego brata. "Teraz tak już będzie zawsze" -
pomyślał Paweł.
Gdy dwaj bracia przemierzali dość krótką drogę dzielącą przystanek
autobusowy od domu, Paweł zauważył dwóch kolegów z klasy idących z
naprzeciwka. W jednej chwili z twarzy Pawła zniknęło zadowolenie. "Skąd oni
się tu wzięli? Przecież mieszkają w zupełnie innej dzielnicy. Co robić?" -
myślał gorączkowo Paweł. Spotkanie było nieuniknione, ponieważ koledzy szli
tym samym chodnikiem co Paweł i Adaś. Nie było również żadnej bocznej
uliczki, w którą bracia mogliby skręcić.
- Cześć Paweł - przywitał się jeden z kolegów.
- Cześć - odpowiedział Paweł.
- Gdzie cię niesie? - zapytał drugi kolega.
- Do domu. A wy co tutaj robicie?
- Przyjechaliśmy do naszego kolegi. Może go znasz, nazywa się Tomek
Burzyński.
- Nie, nie znam nikogo takiego.
Po tych słowach Adaś powiedział coś do siebie. Pawła oblał zimny pot,
natomiast koledzy spojrzeli się na Adasia.
- Co to za jeden? - zapytał jeden z kolegów.
- To mój sąsiad - odpowiedział Paweł.
- Dziwny jakiś - zauważył kolega.
- Bo on jest trochę tego, no, rozumiecie.
- Ale dlaczego on cały czas stoi koło ciebie? - dociekał kolega.
- Bo jego rodzice nie interesują się nim, a on szwęda się po dzielnicy i
często łazi za swoimi sąsiadami - Paweł wymyślał kolejne nieprawdziwe
twierdzenia.
- Aha - takie wyjaśnienia wystarczyły kolegom Pawła. Jeden z nich spojrzał
na zegarek i powiedział:
- Słuchaj Paweł, my musimy już iść, za chwilę mamy autobus.
- Jasne, lepiej żebyście się nie spóźnili - Paweł ani myślał przedłużać tej
rozmowy.
- No to cześć - powiedział pierwszy z kolegów.
- Widzimy się jutro w szkole - dodał drugi.
- Na razie, do jutra. Cześć - Paweł pożegnał się z kolegami.
Po rozmowie z kolegami Pawłowi znacznie popsuł się humor. Nie był już
zadowolony z siebie, nie rozpierała go wewnętrzna duma. "To wszystko nie
jest takie proste" - powtarzał w myślach.
Jacek Stojanowski
ciemnogrod@hotmail.com
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|