Opowiadania
Czytelników


Cykle

"Empatia"

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: NoNameMan ::::

Pamiętnik Justyny (czyli dzieje jednego wypadu łykendowego)*



Oh, jak mnie dziś łeb boli. Kurczę, jak to było? Sama już nie pamiętam...
Gdy się obudziłam, słońce raziło mnie cholernie, ale postanowiłam jednak nie nakrywać twarzy, bo to zawsze choć trochę kolorków dla skóry. Jeszcze trochę i nie będę musiała tracić kasy na to pieprzone solarium. Potem będzie wystarczyć, że posmaruję się olejem do smażenia mięs i reszta zrobi się sama. Co prawda będzie mnie potem piekło, ale za to jaką będę miała opaleniznę! Te moje koleżanki-lampucery zzielenieją z zazdrości!
O, teraz sobie przypominam! To był sobotni wieczór. Każdy z moich chłopaków nie miał dla mnie czasu, a czułam, że mam ochotę na małą imprezkę. Wtedy, jak na zawołanie, usłyszałam polifoniczne jęki z mojej nowej komórki rozmiarów zapalniczki (dostałam ją wczoraj od zaraz, zaraz, to chyba był Paweł... zresztą, czy to ważne?). Grała moją ulubioną melodyjkę, czyli "Aj em biutiful" Christnej Spojlery. Kiedyś będę taka jak ona, bo podobnie się do niej ubieram, no i mam talent wokalny. A ten mój telefon, to tak jest fajnie wyprofilowany i ma taki coolowy wibratorek wmontowany, że chyba następnym razem, jak będę się nudzić, to trochę do siebie podzwonię.
Ale, drogi pamiętniku, chyba zeszłam odrobinę z głównego wątku. A więc, odbieram telefon, a tu słyszę od Natki, że jedzie do Tabletkowic, do tej nowej dyskoteki, co się Kwasteka nazywa, i mówi, że jest jedno wolne miejsce w furze jej nowego palanta. Długo się nie zastanawiałam. Powiedziała, jakoś dziwnie sapiąc, że będzie po mnie za dwie godziny i mam być gotowa, bo jak nie, to jedzie beze mnie.
Wpadłam w szał. Dwie godziny? A kiedy ja zdążę się ubrać, umalować? Zaczęłam grzebać w swoich rzeczach. Niestety, cały swój dzienny przydział, czyli sześć bluzeczek już prawie wynosiłam. Ostatnią z nich miałam właśnie na sobie, ale nie mogłam w niej iść, bo mnie w niej mama widziała, a potem ludzie będą mówić, że ja biedna jestem, bo codziennie w tych samych ciuchach chodzę. Co tu robić?
Wtedy, nie wiem czemu, odruchowo spojrzałam na łóżko, jakby szukając tam wybawienia, i okazało się, że moja podświadomość nie zawodziła. Była tam, moje zbawienie! Pamiętniczku, jakbyś nie wiedział, to chodzi o moją koszulkę do spania. Leżała tam, świeżo wyprana i ładnie ułożona. Wyglądała zupełnie tak, jak w dniu, kiedy dostałam ją od babci. Zrobiła go dla mnie na drutach z takie różowej wełny. Proroczka, wiedziała, jaki kolor będzie w tym tygodniu najbardziej w modzie. Dzięki babciu!
Tak dla ścisłości, to właściwie nie była to koszulka, a raczej sweterek, trochę zresztą przykrótki i już mnie opinający, ale to tym lepiej. Uwydatni moje kształty, wspomagane tym nowym rodzajem stanika typu push-up, co to praktycznie sam się otwiera. Mężczyźni to takie niezaradne pupilki, trzeba pomagać im na każdym kroku.
No dobra, to garderobę miałam już z głowy. Żadna z tych moich koleżanek-lafirynd nie widziała mojego stroju. Co prawda bałam się, że być może będzie tam jakiś chłopak, z którym spałam i który zna mój sweterek, ale słyszałam, że całe roczniki 76, 77 i 78 zostały powołane do wojska i wysłane gdzieś tam do walki z Saddomassonem Hujsajmem i nie powinny już wrócić. Więc chyba niepotrzebnie się przejmowałam.
Ale co z moim makijażem? Na dobór stroju straciłam aż godzinę! Nic to, pomyślałam, będę musiała to w takim razie zrobić w tempie ekspresowym. Wpadłam do łazienki i wycisnęłam z grubej tubki całą garść pudru w kremie. Kupiłam ją na ruskim rynku, w promocji, bo dostałam do niej też pędzel malarski do kolorowania sobie oczu i odchudzający dżem z rabarbaru. Dieta przede wszystkim! Zjadłam już wtedy swój dzienny przydział w postaci jednej łyżki. Tym razem pofolgowałam sobie i przed wyjściem zrobiłam sobie z nim jeszcze piętkę z chleba. Zanim jednak to się stało, przyjrzałam się sobie uważnie w lustrze. Zauważyłam, że pomimo nałożenia pudru na moją buziuchnę, to i tak widać te brzydkie krosty, co mnie prześladują od pewnego czasu. Podejrzewałam, że to od tego, iż moja skóra dawno nie była już naświetlana w solarium, więc by dostarczyć jej odpowiedniej ilości witamin posmarowałam się samoopalaczem. Wiadomo przecież, że ten sam przyciąga promienie słoneczne i opala skórę, więc jak tylko wyjdę na dwór sprawa będzie załatwiona. A by zakryć te wypryski wystarczyło nałożyć jeszcze drugie tyle pudru, co już miałam. Nie powinien mi się szybko skończyć, bo cyferki na nim piszą 23.03.95, co oznacza, że trzyma się skóry przez 23 godziny, schnie 3 sekundy, i ma aż 95 takich dawek! Naprawdę, zrobiłam złoty interes!
Ledwo co skończyłam upiększanie swojej i tak już doskonałej urody, gdy zabrzęczał dzwonek przy drzwiach. W samą porę, pomyślałam do siebie, udało mi się. Złapałam jeszcze swój zrobiony z żółtego, odblaskowego, plastikowego materiału plecaczek i zbiegłam po schodach omal nie łamiąc tych przeklętych dziesięciocentymetrowych obcasów w moich nowych kozaczkach.
Jazda była bardzo przyjemna. Samochód palanta Natki dudnił basami tak mocno, że całe miasto się oglądało! A jak on wprawnie jeździ! Potrafi zmieniać pasy ruchu bez sygnalizacji, a gdy wrzuca biegi, to auto tak fajnie podskakuje i rwie raz do przodu, raz do tyłu. Istny król szos!
Gdy byliśmy na miejscu, Natka powiedziała mi, żebym poszła sama, a oni dojdą, bo jej facet chce, by pomogła mu sprawdzić resory w jego furze. Musiały być dobre, bo jak się obejrzałam, to samochód podskakiwał jak tancerze na teledyskach Szadiego.
Nigdy nie byłam przedtem w Kwastece, więc znalezienie kogoś, kto miałby tablety było trudne. A właściwie, to nie trudne, a raczej kłopotliwe, bo przecież nikogo tam nie znałam. Wystarczyło jednak popytać i już stałam przez gościem, który mówił o sobie A-liż Ci. Brzmiało jakoś obco, a koleś wyglądał, jakby był z Chin czy tam innego kraju północy. Gdy spytałam, czy ma sprzedać tablety, pokiwał głową na tak i wyciągnął rękę. Dałam mu kasę, a on przekazał mi moją przepustkę do dobrej zabawy. Tablety te były jednak jakieś dziwne, bo dośc duże i podłużne. Za nic nie mogłam ich połknąć. By się nie zmarnowały, postanowiłam spróbować wepchnąć je tam, gdzie się zmieszczą. Niestety, nie wchodziły mi ani do uszu, ani do nosa, a poczułam w palcach, że zaczynają już się rozpuszczać. Nie myśląc wiele, wsadziłam sobie je do tyłka. I wtedy jakoś instynktownie poczułam, że właśnie tam miały wylądować od samego początku. Głupie wydało mi się, żeby wsadzać sobie tablety właśnie w takie miejsce, ale z drugiej strony już nie takie rzeczy tam były.
Po paru chwilach poczułam, jak zaczęły działać i pełna ekstazy wyskoczyłam na parkiet. Niestety, w momencie gdy otworzyłam usta by wyśpiewać refren do "Tu tekia ło", ktoś mi coś w nie wetknął i urwał mi się film. Teraz leżę w swoim łóżeczku i tak naprawdę nie wiem, jak w nim wylądowałam. Czuję tylko jak boli mnie głowa. Do tego mięśnie przedramion i pleców mam nadwyrężone zupełnie jak po jeździe na nartach, a moje policzki i usta wydają mi się być bardziej nadęte i rozciągnięte niż zwykle. Tyłek też tak mnie naparza, że ledwo mogę teraz siedzieć. Poza tym puszczam takie straszne bąki, że mój pokój cuchnie jak jakaś melina tych brudasów, co noszą dredy.
Mam tylko nadzieję, że nie zrobiłam wczoraj nic głupiego. Jeżeli zaszłam w ciążę, to będzie koniec świata! Zrobię się gruba, na skórze będę miała obrzydliwe rozstępy, dupa urośnie mi do rozmiarów szafy trzydrzwiowej, moje piersi zrobią się obwisłe i pojawią się na nich te straszne żyłki, a mogą mi również wypaść zęby i włosy! I czy wtedy spojrzy na mnie jakikolwiek chłopak? Lepiej sprawdzę od razu. Jedna kreska to było...

Justysia




*wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i miejsc jest w pełni zamierzone (NNN)


NoNameMan

nonameman@tlen.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||