Opowiadania
Czytelników


Cykle

"Empatia"

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: Moyra ::::

Empatia - odcinek 8
Dziś, jutro, któregoś dnia...



#1

Wszyscy zaczęli się przekrzykiwać. Każdy chciał zadać pierwszy pytanie i jak najszybciej dostać na nie odpowiedź. Nastał wielki harmider, gdy onieśmielony chłopiec kiwnął głową w stronę chwiejącej się dziewczyny.
Julia zaczęła tracić równowagę i osunęła się na ziemię. Ból się potęgował, stawał się nie do wytrzymywania, a dziwna senność wzmacniała go.
- Julia! - wrzasnęli jednocześnie Natalia i Daniel. Dziewczyna szybko podbiegła do rannej i zaklęła cicho, co spowodowało, że Darecki bardziej się zaniepokoił. Lawina nieszczególnie miłych myśli podsuwała straszne obrazy, takie jak: wykrwawiająca się siostra w środku ciemnego lasu, czy atak Demona z hordą wyznawców. Wzdrygnął się i szybko objął siostrę.
- Daniel... - Natalia zaczeła cicho, a w jej głosie było coś niepokojącego. Spojrzał na nią ze strachem, który wzbierał w trakcie mówienia dziewczyny.
- ...Ona śni...
- Co?! - spytał jak dotąd milczący Robert i nagle zrozumiał sens wypowiedzianych słów, całą jakże prawdziwą logikę w tym zdaniu.
- O co wam chodzi?! Mówcie!!!
Chłopczyk, który się przy nich pojawił, uśmiechnął się lekko i tak słodko, jak dane jest tylko dzieciom. Było coś nieziemskiego w tym uśmiechu: bezradność, żal, smutek, oraz w pewnym stopniu zwykła, ludzka, perwersyjna ciekawość.
- Śnić to połączenie swej duszy z najwyższym Dzieckiem mroku. Zastanawia mnie ta dziewczyna. By móc być wezwanym w strefę bytności demona, trzeba posiadać "dar"... - Daniel brutalnie mu przerwał: - Zamknij się! Co z nią będzie?! - natrętne łzy zaczęły spływać po policzkach. Te wszystkie zdarzenia zaczęły go przerastać. Śmierć ojca, którego nie potrafił jednak do końca zrozumieć, profesora. Liczne pobicia, a teraz Julia. Wszystko to stopiło się w całość, w nieludzki ciężar i spadło na jego barki.
- Co teraz zrobimy? - spytała Natalia słodkiego na pozór chłopczyka.
- Zaczekamy.

#2

skrzydła złożone do lotu, noszące grzechy swiata
kiedyś przybili do krzyża

lecz jego dzieci...

Przygląda się swojej dłoni. Długo, z namysłem. Przykłada do niej usta i smakuje na pozór nieskomplikowaną powierzchnię. Taki dziwny, lekko słony smak. Wie, że już ma ciało, czuje je... jak oddycha szeptem przypływającej ciepłej krwi.
::: Czasem jest mi tak smutno, że aż trudno wytrzymać:::
Kuli się w sobie, maleje, byle jej nie zauważył, byle Pan nie przyszedł, nie odebrał swojej własności.

Odejdź! Próbuje krzyczeć, lecz słowa są wpychane z powrotem do gardła, grzęzną w nim, znów trafiają do płuc... Zbliża się piękny, i przerażający w swojej wspaniałości.
- Mareal. - Głos tak uspokajający i dobrze znany przylega do niej, otula aksamitnością, sennością.
(Nie, to nieprawda!)
- Kim jesteś?! Nazywam się Julia, słyszysz?! Kim ty jesteś?! - niknie gdzieś opanowanie dziewczyny i to niezawodne przeczucie, które jej nigdy nie opuszczało.
Mężczyzna zbliża się do niej, sunąc w obłokach kłębiastych chmur, bezwzględnością niszcząc je.
- Jesteś Mareal, doskonałość z mojej doskonałości. Me uśpione życie na tym świecie... me dziecko, które kocham miłością stwórcy i jego zadowoleniem.
- Nieee!!!
Julia odpycha wyciągane dłonie, wrzeszcząc coraz bardziej rozpaczliwie. Ona ma być dzieckiem tego czegoś?! Znów czuje, że senność tuli ją do siebie, przygarnia.
:::: Coś ci pokażę, me dziecko:::

#3

Dłużnik poczuł narastające, prawie zwierzęce w swej sile przerażenie. Czyżby ona wróciła? Myśli sączyły się wolno, leniwie, przeplatały się w łańcuchy minionych wydarzeń. Syczały z wściekłością, gdy pojawiał się obraz klęski, zejścia do podziemia. Gdy musieli walczyć z głupimi w swej prostocie sługami dobra. Gdy krzyż upadał, to wnosił się nad ornamentem trzech spiral. Otworzył powoli oczy, spoglądając z ukosa na nagiego demona. Nastał późny wieczór, ciemność przyległa do nich, otaczając zewsząd wyznawców. Członkowie pogrążeni w głębokiej medytacji wyglądali jak puste, pozbawione życia lalki. Pięknie.

#4

Liście trzeszczały miażdżone przez buty idących po nich ludzi. Kobieta, co chwilę warczała, popychając mocno wystraszonego człowieczka. Niskie gałęzie drzew smagały ich twarze, jakby na siłę chciały ich zatrzymać. A może to i prawda? Katarzyna odsunęła od siebie tę myśl i skoncentrowała się na drodze.
- Co jest?! - Krzysztof wyrwał się i zaczął uciekać. Po chwili osłupienia kobieta sięgnęła broń, którą zwinęła na posterunku policji. Strzeliła parę razy ostrzegawczo.
- Stój sukinsynie!
Mężczyzna ani śmiał się podporządkować rozkazowi. Biegł na oślep, otwartymi ustami, a w kącikach ust pojawiła się piana śliny. Katarzyna uśmiechnęła się do siebie paskudnie. Jak oczekiwała, ten idiota przewrócił się o wystający korzeń. Nie patrzył pod nogi i teraz leżał pod drzewem jęcząc z bólu.
Parę susów i już była przy nim. Uderzyła go otwartą dłonią w twarz, aż go odrzuciło. Odbezpieczyła broń i przyłożyła mu do głowy.
- Ty mała, pojebana pokrako, co się bawi w bohatera! - wysyczała, przyciskając lufę do czoła. - Jeszcze raz ten numer, a wpakuję ci cały magazynek w tę facjatę! Zrozumiano? - ostatnie słowa wyszeptała mu wprost do ucha. Efekt był piorunujący. Krzysztof zemdlał.
- Kurwa, co ja z nim mam! - powiedziała dosyć miękko i zrobiła to, co się robi w podobnej sytuacji: Przyłożyła mu kilka razy.

#5

Szloch targnął ciałem Daniela. Julia z szeroko otwartymi oczami przypominała marionetkę, której ktoś zdjął sznurki. Półotwarte szkarłatne usta łapały charkliwie zimne powietrze.
Poczuł nieśmiały dotyk. Natalia to przepraszająco, to pocieszająco uśmiechnęła się do niego.
- Nie płacz... ona jest silna - wyciągnęła do niego ręce by go przytulić, a on pozwolił na to.
Księżyc oświetlił trzy postacie przytulone do siebie, oraz dwóch milczących chłopaków. Jeden z nich mamrotał uspokajające, dziwne słowa, zapewne starej modlitwy...

#6

... mała, śliczna dziewczynka biega po pokoju. Zatrzymała się przy oknie, a księżycowa poświata delikatnie ukazuje jej piękno. Prześlizguje się po czarnych włosach, gładzi porcelanową twarz i ukazuje miękkie, soczyste, czerwone wargi. Kuca, a jej dzieciny głosik unosi się po mrocznym pokoju. Podchodzi do niej kobieta i krzyczy, by wyszła z pomieszczenia. Mała niechętnie spełnia tę prośbę, lecz zatrzymuje się i z rosnącą fascynacją przygląda się wyciąganej przez kobietę tabliczce o potrójnych szkarłatnych spiralach. Ta kobieta to jej matka...

Julia/Mareal patrzy z fascynacją na wybrany fragment jej życia. Już wtedy czuła, że coś nie jest tak jak być powinno. Coś, co potrafi wyczuć tylko dziecko swoim pojmowaniem swiata. Gdzie dobro naprawdę jest dobrem, a zło złem. Nie wie, czemu właśnie to jej pokazał. Zaintrygowana próbuje dotknąć coś z minionego świata i ze zdumieniem odkrywa, że jej ręka przechodzi przez to jak przez mgłę. Odwraca się słysząc subtelny śmiech.
- Dziecko, to już było.
- Ależ kontrolujesz czas, wpływasz na niego...
- Czasem było mi tak smutno, źle w swojej nieśmiertelności zdarzenia.
- Nie rozumiem.
- Dłużnik jest silny swą ludzką mocą, ale zły. Nie patrz tak na mnie - lekki uśmiech przebiegł po twarzy. - Zło same w sobie może być potężną i zmysłową siłą, ale w czystej postaci. Pierwotne, lecz on to stracił jak i ja zatraciłem... Mareal nagle czuje, że chciałaby go przytulić, zrozumieć tą samotność minionych wieków, ten wyzysk ludzki. On po prostu jest. I tylko tyle. Nieporadne Dziecko Nocy, potężny Demon, który zapomniał o poznaniu rzeczy, jakimi są naprawdę.
Tak. Julia jest Mareal, jego dzieckiem, jego kochanką, materialną śmiercią i nauczycielką. Czas nauczyć demona coś o świecie i istotach go zamieszkujących.

#7

"Celownik optyczny zamontowany. Luger Red Hawk, 12 cali. Moje maleństwo"- Gothard*, bo tak na imię miał tajemniczy myśliwy/leśniczy westchnął zadowoleniu, gładząc srebrzysty rewolwer, który leżał pod drzewem. Dowód na to, że gdzieś tu jest Beata - zaginiona podobno siostra Darecckich. Cacko było drogie, piękne i w pewnym stopniu działało na niego lepiej niż kobieta. Czuć go w dłoni, jego ciężkość... Magnum. 44, taa Beata miała gust, jeśli chodzi o broń.
A teraz przypatrywał się tej szurniętej piątce, a dokładnie pięknej Mareal, która właśnie dowiadywała się, kim jest i jaki będzie jej udział w końcu świata.
Gothard wie, że "dobra" część demona dawno zorientowała się, że tu jest. "Hm, dziwne, czemu nie interweniuje?"
"Nie ma takiej potrzeby"
- Co jest kur... - pogładził magnum i zupełnie spokojnie próbował się rozejrzeć w nieprzeniknionej ciemności.
- Wiesz, co myślę o czytaniu w myślach?! - warknął.
"Co?"
Był prawie pewien, że dziecko zaśmiało się złośliwie, jakby zrobiło dobry żart.
"Mareal jest naszą jednością, my musimy ją chronić."
- Co ty możesz zrobić, słabsza połówko - zasyczał i kopnął wściekłością kupkę liści. Patrzył spokojnie jak tańczą majestatycznie w powietrzu i opadają delikatnie na ziemię.
"Nie patrz się na materialne ciało. O sile demona mówi jego strefa wewnętrzna, astralna, tam gdzie jest jego moc"
- Heh, wiem. Czy nasza wspólna znajoma nie krzyczy? - leśniczy z zainteresowaniem przyglądał się rozgrywającej scenie.

#8

- Patrząc w zimne lustro, widząc swoje odbicie myślę obsesyjnie o śmierci.
Czy to Cię przeraża? Dlaczego?!!!
Daniel nie spodziewał się tego. Julia mocno wyrwała się z uścisku i zaczęła mamrotać. Natalia potrącona przez chłopaka upadła na ziemię, tłukąc sobie kolana.
- Coś się dzieje! Boże nie wytrzymam! - Daniel z przerażeniem obserwował wijącą się siostrę. Nagle podszedł do niej Robert i próbował uspokoić. Bezskutecznie.
- Do cholery! Chodź tu! - wydarł się na zdrętwiałego chłopaka. Julia stawała się silniejsza. Mówiła coraz szybciej, coraz bardziej metalicznie, nie swoim głosem.
- Czuję, jak jestem uwięziona przez matowe, nieludzko piękne szyby. Czy szyby mogą być piękne? Nie wiem.
- Przestań!!!! Przestań!!! Julio, proszę!!! - złapał ją za rękę. Spojrzała na niego. Jej oczy! Zimne, puste i pozbawione wyrazu. Brunetka mówiła nadal. Jeszcze bardziej natarczywie głos unosił się, wibrował w powietrzu. Ciął jak ostrze.
- Są tak lśniące, a moja krew na nich wygląda zachwycająco. Kiedyś zapłacisz swoją krwią... Kiedyś to zrobię!!!! Słyszysz?!!!!
Cała czwórka stojąc niepewnie przysłuchiwała się monologowi dziewczyny. Nagle usłyszeli jednostajne, rytmiczne klaskanie. Około trzynastoletni o twarzy anioła chłopiec, zbliżał się do dziewczyny, klaszcząc radośnie.
- Mareal niedługo się obudzi - wyszeptał z namaszczeniem i czcią.
Tego już było za wiele jak na Daniela. Zdenerwowany podbiegł do chłopaka, złapał go za czarny garnitur i potrząsnął.
- Z czego się cieszysz, gówniarzu?! - chciał mu wtłuc za wszystko, co się stało. Za to, że zgodził się, by mu Julia pomagała, że się w to wpakował. Ta rosnąca bezradność, gdy patrzył na bliską osobę trawioną obłędem...
Nagle oprzytomniał. Na niego patrzył mały, śmiertelnie przerażony chłopiec.
- Alee ja nie wi-eem... nie... niech mnie pan nie bije!! - zaczął się trząść. Student puścił go. Wstydził się strasznie, a chłopaczek rozpłakał się na dobre. Do niego podeszła Natalia coś mu tłumacząc. Robert ze zrozumieniem poklepał go po ramieniu.
- Ona już nie krzyczy - wychlipiał chłopiec.
Faktycznie. Julia Darecka leżała na pod drzewem, zwinięta w kłębek i najspokojniej spała.

#9

Krzysztof z podbitym okiem i rozciętą wargą nie wyglądał na zadowolonego. Kaśka jakby nie zwracała na niego uwagi. To milczenie ze strony kobiety niepokoiło go.
- Co ci? - zaczął nieśmiało. Kobieta spojrzała na Krzysztofa zaskoczona.
- A co, obchodzi cię to? - spytała kokieteryjnie. - Nie wtrącaj się! - splunęła na ziemię.
- Zbawienie, co? Wieczne życie, nie? Dupy, czy tam, co tam preferujesz - gadał jak najęty, co mu ślina na język przyniosła.
- Uogólniasz - dołączyła się kobieta. - Wieczne życie... Zbawienie duszy, o to chodzi! Mnie tu już i tak nic dobrego nie czeka... - zaczeła mówić. Nie przerywał jej, jakąś przytępioną, lecz jednak obecną komórką rozumiał, że ona musi się wygadać. Byle komu, byle gdzie. Że później już ją nic nie będzie obchodziło. Nie mógł pojąć tego rozgrywającego się zdarzenia, lecz chciał. Krzysztof pierwszy raz w życiu zapragnął, by człowiek mu zawierzył.
Kaśka mówiła głosem wypranym z emocji, jakby to nie jej się zdarzyło.
- Wiesz, gdybym wierzyła w Boga chrześcijańskiego nigdybym nie trafiła do nieba! Ba, nawet czyściec, bo to jest jedno wielkie gówno... A to? Dusza, bogactwo, fajnie, każdy o tym marzy, ale odrodzić się... przebaczenie! A tak, jestem egoistką! Chcę tego dla siebie... Rodzina standardowa w swej prostocie. Ojciec pijak, który przy okazji wykorzystuje, matka, histeryczna idiotka, która sama podwijała się pod rękę - mówiła coraz bardziej zimno. - Ojciec lubi polować. Miałam 12 lat, wchodzę do pokoju i co tam, kurwa, widzę? Jednostrzałowa strzelba, jak relikwia błyszcząca, leży na stole. Ojciec miał dwudziestkę dwójkę. Wzięłam do ręki, była ciężkawa, nie przystosowana do ręki dziewczynki - milczy przez chwilę i znów podejmuje temat. - Wrzaski matki obwieszczały przybycie pana i władcy. Wystrzeliłam, parę razy... no nie wiem. Odrzuciło mnie, to nie była broń przystosowana do ręki dziecka... a matka jak nakręcona katarynka: Co ty zrobiłaś?! Co ty zrobiłaś!!!? - Kasi łamie się głos i dopowiada cicho. - A ja nie wiem, co zrobiłam...

#10

Boję się.
:::Czego?:::
Poznania tego wszystkiego, nie chcę wziąć tej wiedzy na swe ramiona, żyć z nią wieczność...
:::Znasz ją, ale musisz ją sobie przypomnieć:::
Pamiętam tego człowieka... on... był kiedyś bliski. Teraz śmiertelny - Gothard. Odrodził się jako człowiek, z świadomością nieśmiertelnych.
:::Mareal:::

#11

Polana falowała targana rodzącą się mocą. Niebo mieniło się, połyskiwało szkarłatem, jakby zostało skąpane we krwi. Metaliczne wyładowania elektryczne oświetlały wyznawców, którzy wznosili coraz potężniejsze okrzyki, przecinające nieboskłon.
:::A o to się budzi Pan! A wraz nim Dziecko jego... :::
ciała wyginały się hipnotycznym tańcu. Ręce jakby próbowały dotknąć boga, bo przecież to ich bóg w swej nie poznanej formie świata, siedział przed nimi. Drzewa zginały z pokorą swe gałęzie do ziemi, szeleszcząc szaleńczo i z lękiem. Modlitwa narastała, dołączył do niej Dłużnik Śmierci...
Demon się budził, a wraz z nim na innej polanie potężna Mareal...




* Gothard - Moc Boga. Pisze się różnie, wybrałam taki sposób zapisywania :>

3.10-11.03


Moyra

antymon4@wp.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||