|
Empatia - odcinek 9 Brama czasoprzestrzeni
Beata zaczęła przyglądać się swej dłoni. Zginała palce, to znów je prostowała. Pokręciła głową na boki. Od jakiegoś czasu czuła mrowienie w całym ciele. Domyślała się, że cały ten stan ma coś wspólnego z Wywołaniem demona, które ma doprowadzić do rozpoczęcia Nowego Porządku Świata. Była kobieta odważną, jednak wolała nie towarzyszyć wszystkim wyznawcom przy obrzędach. Obawiała się tego, jakie oblicze może okazać wezwany przez nich demon. Zreszta zawsze wolała pracę papierkową. Gdy inni członkowie organizacji uganiali się po lasach, ona zajmowała się gromadzeniem funduszy na działalność - wiadomo, wynajmowanie przeróżnych zbirów kosztuje. Pieniądze zdobywali na wiele sposobów, okradali najróżniejsze instytucje - robili to na dwa sposoby: zwykłe napady i troszkę bardziej subtelnie, podprowadzali pieniądze za pomocą fałszywych kwitów i podrobionych dokumentów. Mieli również wysoko postawionych protektorów, członków agend rządowych. Ona wolała te subtelniejsze sposoby... Zresztą do końca nie wierzyła w te wszystkie bujdy o Złych siłach - należała do organizacji, ponieważ widziała w tym szansę na uzyskanie sporych dochodów. Co nie oznacza, że się nie obawiała tego, co mogą przynieść te głupie obrzędy.
Była kobietą opanowaną, jednakże od paru godzin czuła pewne ożywienie, którego źródła nie mogła się domyślić. Godzinę temu dostała nagłego ataku bólu, tak jakby w jej ciało zatopiło się niewidzialne ostrze. Teraz czuła w sobie ogromną siłę, która ją wypełniała od zewnątrz - tu znów nie wiedziała, skąd owa moc przychodzi, czuła jednak podświadomie, że musi wsiąść w auto i jechać przed siebie. Tak też zrobiła, kierownica zdawała się być obracana nie jej rękoma. Samochód sam wybierał trasę. W końcu wyjechała z miasta i ze zdziwieniem dostrzegła, że znajduje się przy wjeździe do lasu, w którym zaplanowano Wywołanie. Gdyby ktoś ją teraz obserwował z boku, byłaby dla niego dość dziwnym widokiem. Kobieta w szpilkach, krótkiej skórzanej spódniczce i luźnej szarej koszuli, wchodząca w głąb lasu. Mimo, że była zwolenniczką "subtelnych" metod perswazji żałowała, że nie ma przy sobie swojego rewolweru, który pożyczyła Kaśce, jednej z agentek. Zaczęła przedzierać się przez zarośla, na jej czarnych pończochach zaczęły lecieć oczka. Tajemnicza siła zaczęła ją coraz bardziej przyciągać - była już bardzo blisko - tego była pewna.
- Marian, tu coś jest nie tak... - mruknął do siebie porucznik. Jakiś czas temu zostawił na tej ścieżce kilka trupów, tymczasem po jego powrocie z komisariatu nie było tu żadnego nieboszczyka, ba, nawet śladów krwi nie było.
- Może to dzikie zwierzęta? - próbował sobie wytłumaczyć tajemnicze zaginięcie. Zaraz, zaraz gdyby to był jakiś drapieżnik, to pozostawiłby jakieś ślady czy coś w tym stylu, a tu nic takiego nie było... Z zamyślenia wyrwał go grzmot przetaczający się po całej okolicy, niebo rozświetliło kilka błyskawic. Usłyszał śpiewy i wrzaski w niezrozumiałym mu języku. Domyślił się, że to ma jakiś związek z tą dziwną organizacją. Z dźwięków niesionych przez echo zorientował się, gdzie znajduje się tłum wyznawców. Wyciągnął telefon i wybrał numer posterunku.
- Komisariat policji, słucham - odpowiedział głos w słuchawce.
- Mówi porucznik Marian Rewski, wystapiła nagła okoliczność, proszę o wsparcie. Mam tu rozjuszoną grupkę fanatyków jakiejś sekty, są niebezpieczni i możliwe, że uzbrojeni. Proszę o pośpiech.
- A to pan przyprowadził tą kobietę do aresztu. Uciekła. Widzę, że to o wiele bardziej poważna sprawa niż by się mogło wydawać, jednak mogę wysłać jedynie pięciu ludzi... - powiedział bez specjalnego entuzjazmu oficer pracujący w centrali.
- Dobre i to, proszę o pośpiech. Tymczasem ja zobaczę z bliska jak wygląda sytuacja. - Marian wyłączył komórkę i skierował się w stronę śpiewów. Bał się o własną skórę, jednak ta sprawa pochłonęła go bez reszty i ciekawość wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem.
Była blada. Jak posąg wykuty z marmuru. Biło od niej zimno. Otowrzyła oczy i nagle klęczącym nad nią przyjaciołom i bratu odebrało mowę. Jej oczy był całkowicie czarne, nie miały białek - z pewnością jednak nie była ślepa... Spojrzała na każdego z nich swymi ciemnymi oczyma. Na twarzy brata zatrzymała wzrok na dłuższą chwilę. Uśmiechnęła się słabo, jak człowiek, który nigdy nie miał okazji się uśmiechać, przez co to nie wychodziło mu zbytnio. Surowe piękno. Daniel nie wiedział, jak zareagować na ten gest. Czuł się zakłopotany. Tymczasem Julia - Mareal powstała bezszelestnie i zwróciła się w stronę polany, na której w siłę urósł Demon.
- <> - powiedziała wypranym z uczuć głosem. Zdawała się ignorować ludzi stojących za jej plecami. <> Ucichła.
Mały chłopiec wysłuchał słów Mareal bez żadnego zdziwienia, w przeciwnieństwie do Daniela, Natalii i Roberta. Niby znali ją szmat czasu, ale teraz dziwiło ich jej zachowanie. Mareal odgadła ich myśli i powiedziała:
- Julia odeszła, przynajmniej na razie - tym razem używała już normalnego głosu ciała, które opanowała.
Gothard był Myśliwym, poruszał się bezszelestnie, jednakowoż teraz było to niemożliwe - na ziemi leżało sporo zeschłych liści i gałęzi. Gałązka chrupnęła pod jego butem i wszyscy zamarli na ten głos.
- Myśliwy - szepnęła Mareal.
Wśród pląsających ludzi stał teraz wezwany Demon. Jak na potężną złą istotę przystało, był szkaradny. Był to jednak ten specyficzny rodzaj brzydoty - nie ta zewnętrzna. Jego wnętrze było czarne, na wskroś złe. Jego oblicze odpychało; nawet gdyby nie posiadał tych różków możnaby wyczuć, że nie jest człowiekiem. Był nagi. Spojrzał z pogardą na ułomnych ludzi krążących wokół niego.
- Witaj Panie! - zakrzyknął jeden z tańczących.
- Nie odzzzywaj sssię nieprosssszzzony - wysyczał Demon i podniósł nieszczęśnika za włosy, po czym rzucił nim o pobliskie drzewo. Ten incydent spowodował, że wszyscy stanęli jak wryci. Padli na kolana i wykonywali ukłony.
- Powstańcie i radujcie się tym dniem, oto przyszedłem! Rozpocznijmy ucztę. Demon przyciągnął ku sobie kobietę, która później z chęcią mu się oddała. Spocone ciała wiły się w szaleńczych, brudnych aktach seksulanych. Po zakończeniu pląsów Demon skoncentrował się na osobie Dłużnika. Wymienili między sobą parę słów. Dłużnik czuł się niepewnie, jeden nieodpowiedni ruch i może się pożegnać z życiem tak, jak to zrobił niedawno nadpobubliwy wyznawca. Dobrze wiedział, że w głowach innych kotłuje się teraz lęk i groza i wszystkie obrzędy wykonują jednie po to, by nie narazić się swemu nowemu Panu.
Nagi osobnik z różkami na głowie zamknął oczy i zaczął gromadzić energię do jakiegoś potężnego czaru. Zamierzał sprowadzić kilku bardziej przydatnych sług niż ci tutaj ludzie. Fakt, byli mu potrzebni jedynie do zaspokojenia swego popędu - nie sprawiało mu różnicy czy to kobieta, czy mężczyzna. Był odrażający. Brama zaczęła się formować. Nastąpiło zakrzywienie czasoprzestrzeni, wszystko wokół zdawało się rozmywać i drżeć. Za wrotami poruszały się wielkie cienie.
Beata przyczaiła się w krzakach i obserwowała Myśliwego, trójkę przyjaciół, Mareal i chłopczyka. Nie rozumiała nic z tego co zobaczyła, zastanawiała się po co właściwie tu przyjechała. Coś nadal ją przyciągało.
- Podejdź tutaj... siostro - powiedziała Mareal tonem nie cierpiącym sprzeciwu.
Kobieta zaskoczona tym rozkazem chciała zerwać się do ucieczki, jednak drogę zagrodził jej mężczyzna ubrany w mundur leśniczego.
- Dalej nie pójdę. - oznajmił Krzysztof.
- Ja ci jasna cholera dam! Póki co to ja mam pistolet i to ja wydaję rozkazy! - wykrzyczała Kaśka.
- Dobrze, zatem czego dokładanie chcesz? Nie wiem czy se zdajesz sprawę, że pakujesz się w niezłe gówno panno wrzaskliwa. Demony, wilkołaki i inne dobrodziejstwa...
- N-no... - głos zaczął jej się łamać. Ja tego... - w tym momencie Krzysztof rzucił się na nią i spróbował wytrącić rewolwer. Wylądowali na runie leśnym szamocząc się zaciekle.
- A ty co za jedna? - spytał Robert przyprowadzoną przez Gotharda Beatę. Daniel był nadal zbyt zaskoczony wszystkimi wypadkami, by coś powiedzieć.
Dobra część Demona do tej pory prawie nic nie mówiąca zwróciła się do Beaty:
- Zatem, teraz jesteśmy już wszyscy w komplecie. Za chwilę wypełni się nasz los. Jednak nie jesteśmy z góry skazani na klęskę czy zwycięstwo, mamy wpływ na własne życie. Mamy też przewagę, Zły nie wie, że jesteś z nami - słowa te usłyszane z ust małego chłopca brzmiały dość śmiesznie, jednak nikomu nie było do śmiechu.
Schwytana wyszarpnęła się ze stalowego uścisku Łowcy. Przygładziła wzburzone włosy. Stanęła twarzą w twarz ze swoją siostrą. Przygladały się sobie przez jakiś czas. Milczenie przerwał wystrzał pistoletu w oddali.
Royal Gryffin
phantazm@interia.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|