<< Staind: "Outside" >>
teledysk



Polska to dziwny kraj. Wiele wspaniałych zespołów spoza naszych granic jest tutaj po prostu ignorowanych. Wolimy własne Ich Troje, Blue Cafe czy inne Leszcze, nie potrafiąc dostrzec uRocku :) kapel zza morza bądź oceanu. Zazwyczaj jest to winą mediów, gdyż jak możemy lubić jakiś zespół, o którego istnieniu w ogóle nie wiedzieliśmy? Jak może nam się podobać utwór, którego ani razu nie dane nam było usłyszeć? Staind jest jednym z tych zespołów, który w Polsce bardzo słabo się przyjął. Jest to o tyle dziwne, że niewiele ustępuje on klasą Nirvanie czy Alice In Chains, a niektórzy uważają (i ja się do nich zaliczam), że Staind jest w stanie tym sławom dorównać. Zespół ten był zatem znany jedynie nielicznym, a ci, którzy ich płyty kupili nie żałowali ani jednego wydanego na ten cel grosza. Było warto.

"Outside" to ballada, która promowała w roku 2001 album "Break The Cycle" - jedną z najlepszych kompozycji, jakie dane mi było w życiu słyszeć. Jako, że utwór był dość łagodny i niezwykle piękny to można go było czasami w stacjach muzycznych ujrzeć. Zbyt długo jednak nie zagrzał on miejsca w repertuarze mediów i po bodajże miesiącu zniknął zupełnie. Jak większość dobrych, rockowych utworów.

Teledysk pokazywał nam młodego chłopaka, który przemierzając samotnie pusty krajobraz napotyka na swej drodze mur. Mur ten był tak długi, jak sięgał horyzont i nie sposób było go obejść. Samotny chłopak przez szpary w ścianie mógł dostrzec to, co po drugiej stronie się znajdowało. A była tam ogromna, spowita w ciemnościach sala koncertowa, w której grali Aaron i jego ekipa. Atmosfera panująca w sali była nie do opisania - setki fanów zgromadzonych tuż pod niezbyt wysoką sceną śpiewało wraz z wokalistą słowa: "I'm on the outside, I'm looking in..." wznosząc w górę zapalone zapalniczki. Chłopak, który przyglądał się temu z zewnątrz postanowił za wszelką cenę przedostać się przez nieszczęsny, oddzielający go od reszty ludzi mur. Próbował wielu sztuczek (łącznie z podkopem), jednak wszystko na nic. Nie poddawał się jednak, i zaczął gromadzić przy murze kupę kamieni, po których był w stanie się wspiąć i przeskoczyć na drugą stronę. Lecz gdy już po drugiej stronie wylądował, mocno się zdziwił - stał znów na takim samym pustkowiu. Spojrzał po raz ostatni przez szparę w murze przyglądając się zespołowi i setkom tańczących zapalniczkowych płomyczków. Chłopak dał za wygraną - "but I'm on the outside and I'm looking in...".

Teledysk, mimo jego banalności, ogląda się świetnie. Ma to coś, co przykuwa do ekranu i pozwala doskonale wczuć się w klimat panujący w sali, do której chłopak próbował się dostać. Z całego zespołu wyraźnie widać jedynie wokalistę - reszta czai się gdzieś w cieniu i tylko czasami kamera ukazuje ich mroczne sylwetki.

OCENA: 9/10 (głównie za wspaniały klimat)


Kulturny << kulturny@interia.pl >>