<< Staind: "For You" >>
teledysk
Zastanawialiście się kiedyś jak powinien wyglądać dobry
teledysk? Powinien stanowić jakość samą w sobie, mieć
mnóstwo różnego rodzaju bajerów i skupiać na sobie całą
uwagę? Może powinien pokazywać tylko członków zespołu
wykonujących ich rzemiosło? A może powinien doskonale
współgrać i dokładnie oddawać wszystko to, co znajdziemy w
samym utworze? Moim jednak zdaniem teledysk winien czynić utwór
milszym w odbiorze i nie kolidować z treściami zawartymi w
nagraniu. Nie powinien odrywać naszej uwagi od dźwięków a
wręcz przeciwnie - jeszcze bardziej ją wyostrzyć. Po jego
obejrzeniu nasza szczęka powinna bezwiednie opadać w dół
pozostawiając nas w pełnym szoku wywołanym przez doznania
słuchowe i wizualne. Powinien być dobry.
Grupa Staind przyzwyczaiła już swych
fanów do teledysków poprawnych. Fabuła klipu nie odbiegała
nigdy od tej z utworu. Teledyski zespołu Staind stanowiły z
muzyką jedną, bardzo spójną całość. Nie miały być one
żadnym arcydziełem a tylko wizualnym dodatkiem do treści
muzycznej. Były wręcz banalne. I, co najdziwniejsze, świetnie
się je oglądało.
"For You" ukazał się pod koniec lata 2001 roku jako trzeci i ostatni klip promujący album "Break The Cycle". Po obejrzeniu dwóch pierwszych teledysków tej grupy nikt nie oczekiwał już żadnych sensacji i wiadome było że "For You" będzie trzymał klasę swych poprzedników. To co się stało przerosło oczekiwania fanów. Teledysk, mimo iż stworzony w bardzo podobnym stylu co poprzednie (taka sama jakość obrazu, podobne, smętne kolory) miał w sobie mnóstwo energii i idealnie pasował do utworu.
Teledysk, tak jak poprzednie, ukazuje na przemian dwa obrazy - członków grupy i "wątek fabularny". Wątek ów przybliża nam postać pewnego chłopaka. Siedzi on sobie (chłopak, nie wątek) w samochodzie wraz z jego rodziną i wrzeszczy chcąc zwrócić na siebie uwagę rodziców. Rodzice jednak nie słyszą (bądź nie chcą słyszeć)- kamera świetnie ukazuje w ich oczach spokojnie siedzącego chłopaka, podczas gdy następna kamera pokazuje jak ten krzyczy. Wszystko pasuje do liryk utworu, kto je zna będzie wiedział o co w tym wszystkim chodzi - kto nie zna, być może się domyśli :). Akcja przenosi się później do jakiejś restauracji, ale opisywać tego nie ma sensu, gdyż dzieje się tam to samo co w samochodzie. Rodzice nie są w stanie dostrzec problemów i cierpień swego syna, podczas gdy ten z wszystkich sił próbuje im dać do zrozumienia, że potrzebuje pomocy. Trzecia zwrotka, jak to już u Staind bywa, jest najlepsza. Akcja się rozkręca, praca kamer jest znacznie bardziej dynamiczna a gitarowe riffy zmieniają się w pojedyncze szarpnięcia strun - przy tych mocniejszych aż trzęsie się obraz, co daje niesamowity efekt i jest dopasowane iście genialnie.
Osobno należy skomentować drugi obraz, który pojawia się w teledysku (głównie podczas refrenu). Rozległa powierzchniowo i opuszczona hala. Kable bezładnie porozrzucane po betonowej podłodze. Odległa kamera ukazująca wszystkich członków grupy - w środku Aaron dzierżący mikrofon, po jego bokach Mike i John z gitarami w rękach, a za nimi Jon przy perkusji. Niezwykle to wygląda, choć sam nie wiem co w tym takiego niezwykłego jest. Niby to proste a cholernie mocno wpływa na atmosferę całego utworu. Refren po trzeciej zwrotce po prostu wymiata - kamera się trzęsie pod ciężkością riffów, Aaron wrzeszczy na całego a Mike, w klasycznym sobie stylu, prawie zamiata gitarą podłogę zginając się energicznie i falując w rytm muzyki (kto widział koncertówki ten wie:)).
"For You" zadziwia swą prostotą, jednak "ekranizacja" spotęgowała jego, i tak już ogromną, moc. Nie wyobrażam sobie by ten teledysk można było nakręcić lepiej. Mimo iż od jego pierwszej emisji mineły ponad dwa lata to nadal, gdy go obejrzę, wywołuje u mnie gęsią skórkę i ciarki przechodzące po plecach. Po tym zwykłem poznawać teledyski idealne. Oby więcej takich, chłopcy!
OCENA: 10/10 (niezwykle prosty, niezwykle piękny)
Kulturny << kulturny@interia.pl >>