Z cyklu Winix prezentuje...
PINK FLOYD - "THE WALL"



Vol.1  
In the Flesh?  
The Thin Ice  
Another Brick in the Wall 1  
The Happiest Days of Our Lives  
Another Brick in the Wall 2  
Mother  
Goodbye Blue Sky  
Empty Spaces  
Young Lust  
One of my Tunes  
Don't Leave me Now  
Another Brick in the Wall 3  
Goodbye Cruel World  

Vol.2
Hey You
Is There Anybody Out There?
Nobody Home
Vera
Bring the Boys Back Home
Comfortably Numb
The Show Must Go On
In the Flesh
Run Like Hell
Waiting For the Worms
Stop
The Trial
Outside the Wall


Listopad 1979 - przełom w światowej muzyce rockowej. Zostaje wydany album "THE WALL", który niedługo później został uznany za najlepszy technicznie wykonany album rockowy na świecie. Podobno pomysł stworzenia "Muru" zrodził się w głowie Watersa podczas koncertu w Montrealu Rogers, ponoć widział jak od widowni oddziela go mur.

Wiele dobrego można powiedzieć o tym dwupłytowym albumie, ale zwykłe słowa i tak nie przedstawią go w świetle na które zasługuje. THE WALL nie jest tylko płytą, zbiorem paru piosenek, to historia jak w filmie lub jak kto woli życiu. Porusza twoje serce, duszę. Zmusza do przemyśleń nad swoim życiem. Jest tu szczęście, miłość, ale jest i zawód, żal, gniew, smutek!
Każda piosenka jest inna, ale razem tworzą spójną całość. Zamykasz oczy i słuchasz, świat który cię otacza znika. Jest tylko muzyka. Pozwól nieść się kolejnym brzmieniom. W muzyce Pink Floydów nie ma niepotrzebnego dźwięku. Każdy utwór jest bezbłędny, coś takiego potocznie nazywamy geniuszem.

I tak razem są trzy części piosenki ANOTHER BRICK IN THE WALL, a każda z nich różni się słowami i w każdej następnej odsłonie muzyka robi się coraz "ostrzejsza" i pełniejsza. Bo chodzi o jedno: Kolejna cegła w murze. Mur staje się coraz wyższy. Powoli odgradzasz się od świata. Niedawno POD wydało bardzo podobny utwór na płycie "Satelite", chodzi mianowicie o "Youth Of the Nation".
MOTHER to idealny przykład, że z gitarą klasyczną można czynić cuda.
GOODBYE BLYE SKY Wykonywana między innymi przez System of a Down na jednym z koncertów (bodajże jakimś otwarciu telewizji). Świetny utwór, rewelacyjnie działa na wyobraźnie (mówię tu o warunkach pogodowych), wiemy kiedy na niebie pojawiają się chmury, a kiedy słońce grzeje po plecach.
I pieśń legenda, HEY YOU. Gdy ta cudowna piosenka skończyła się, a ja otworzyłem powieki, okazało się, że mam łzy w oczach. Jeszcze nigdy żadna pieśń nie wywołała we mnie tylu uczuć, Piękna, smutna, wesoła, przygnębiająca... jest wiele określeń. Wszystkie moje myśli powędrowały gdzieś daleko i dały się tulić nutom "Hey You". Najprawdopodobniej zabrakło by mi słów którymi mógłbym najtrafniej opisać moje uczucia których doznałem podczas słuchania tego arcydzieła.
Na olbrzymią pochwałę zasługuje też VERA. Ten utwór brzmiałby tak samo pięknie i wzruszająco bez instrumentów. Sam wokal Watersa potrafi wzruszyć człowieka. Serce mięknie, a dusza się uspokaja. Piosenka - moim zdaniem - idealna dla zakochanych.
Chciałbym jeszcze pochwalić THE SHOW MUST GO ON. Kiedyś walnąłem gafę wysyłając list do CDA w którym napisałem, że to nie Waters śpiewał "Show must..." tylko Fredi Mercury z niemniej rewelacyjnym zespołem Queen, a okazuje się, że obydwaj umieścili w swych (co tu dużo mówić) świetnych piosenkach to zdanie. No cóż. Mój błąd. Spowodowany może tym, że pamięć mnie zawodzi, a może tym, że kiedyś do muzyki Pink Floyd nie przywiązywałem wielkiej wagi.
Jest też WAITING FOR THE WORMS i fajny pomysł ze śpiewaniem przez megafon. Wyszła rewelka.
Później w głośnikach może zabrzmieć jeszcze THE TRIAL. Aż strach słuchać. Obłąkany głos. SZALONY. Jeszcze te instrumenty w tle. Druga część to normalnie metal, może nie Norweski, ale zawsze :) Głos jakby samego Lucyfera! Jeszcze ta muzyka, tyle dźwięków. Mroczna. Idealnie pasowała by do jakiegoś horroru, albo do puszczania na korytarzu szpitalnym :)

Wymieniłem tu tylko namiastkę tego co prezentuje sobą płyta. Na olbrzymie brawa zasługują jeszcze oba IN THE FLESH ze znakiem zapytania i bez. Ogólnie wszystkie piosenki są świetne, nie ma tu takiej której nie postawiłbym tu 10. Każda pieśń jest jak cegła w murze, zabraknie jednej wszystko runie.

Moim zdaniem (zaznaczam jeszcze raz "MOIM"), THE WALL to najlepsza płyta jaka kiedykolwiek została wydana, nigdy nie słyszałem czegoś tak wspaniałego. Tak dobrane dźwięki, rewelacyjny wokal Watersa, gigantyczna ilość wspaniałych solówek wykonanych głównie przez Gilmoura no i reszta ekipy: Richard Wright i Nick Mason stworzyli geniusz w czystej formie.

"Koncerty pt. "The Wall" przeszły do historii jako jedne z najbardziej monumentalnych przedsięwzięć scenicznych", stworzono film (pt. "Mur" jakby kto nie wiedział) z muzyką z The Wall którego głównym bohaterem był muzyk (nigdy nie zgadniecie jak się nazywał), ależ oczywiście... waść sir Pink Floyd.

W zasadzie nie mieści się w kryteriach od 1 do 10, gdyż ostatnio co druga płyta dostaje 10, dla mnie jest to coś wielkiego i coś co nie powinno być oceniane na równi z innymi albumami gdyż miażdży je jedną płytą (przypominam, album dwupłytowy). Tu wchodzi w grę tylko ocena większa niż 10!

Premiera: 30 listopad 1979
Kraj: Anglia



Winix < winix@wp.pl > < www.am-gry.prv.pl >


PS. A już niedługo recenzja "Wish You Were Here".