TIAMAT
"Prey"


Tiamat - dziwna kapela ze Szwecji, przed paru laty szturmująca black/death metalową muzyką, teraz wzoruje się na Pink Floyd
i właśnie wydała kolejną płytę - "Prey" (data wydania: 27 października).

Nowy album jest podobny do poprzednika - "Judas Christ" - który niestety nie zbierał najlepszych opinii (mimo iż nie był zły) ze względu na swoja łagodność - widać że Johan eksperymentuje i stara się rozwijać, czego niestety brakuje
niektórym fanom ich wczesnych dokonań.

Muzyka na "Prey" jednak różni się jednak od tej na poprzedniej płycie - pani, która wcześniej tylko podśpiewywała w refrenach, teraz samodzielnie śpiewa spore częsci tekstu; kawałek "Triple Cross" aż pęcznieje od elektroniki, a wszystko razem brzmi bardziej smętnie i ponuro (choć i tak nieznacznie, biorąc pod uwagę np. wspaniałe "Wildhoney").

Teksty, jak zawsze dotyczą podobych rzeczy... jest trochę o seksie, miłości, kościele...

Co do jakości nagrania nie można mieć zastrzeżeń, w końcu "Tiamat" jest wielkim zespołem i trudno aby miał jakiekolwiek problemy z tą częśćią recenzji:) Płyta podobno była nagrana i zmiksowana przez samych muzyków...

Ocenić całości... nie da się, a przynajmniej nie powinno, każdy kto słyszał np. "Sumerian Cry" oraz "Prey" powinien wiedzieć dlaczego. Ludziom ograniczającym sie do metalu raczej się nie spodoba, tym których gusta wykraczają poza tą grupe pierwiastków i lubią eksperymentować z muzyką płyta ukradnie sporą część czasu, i tym ją polecam.


© Vrok <vrok@o2.pl>