*** Metallica - "St. Anger" ***
Oj mają już panowie z Metallicy swoje lata, a nadal nagrywają płyty. Może robią to po prostu z potrzeby grania muzyki, a może tylko wykorzystują sukces starszych płyt w nadziei, że uda im się wyciągnąć od fanów jeszcze trochę grosza.... Tego nie wiem i nawet nie chce wiedzieć. Tak czy owak kolejna płyta Metallicy stała się faktem. I przyznam się szczerze, że przeszedłbym obok niej zupełnie obojętnie, gdyby nie to, że miałem okazję kupić używany "St. Anger" za 10 złociszczy...
Mimo beznadziejnej, czerwonej okładki włożyłem krążek do odtwarzacza i z głośników popłynęły dźwięki pierwszego utworu. "Frantic" może nie jest genialny, ale dobrze zapowiada album. Następny był tytułowy "St. Ager" - dynamiczny, z fajnym refrenem i w ogóle super. Szybko okazał się on najlepszą kompozycją na płycie. Po tym co usłyszałem potem nie mogłem otrząsnąć się przez kilka kolejnych chwil - Hetfield zaczął rapować! AAAAAAA!!!!!! No cóż, co zrobić - trzeba słuchać dalej. Resztę utworów trzymało mierny poziom i w dodatku strasznie się dłużyło. W końcu płyta trwa ponad 75 minut! To chyba jednak trochę za długo, szczególnie dla kogoś, kto jakimś szczególnym fanem Metallicy nie jest...
Po przesłuchaniu całości szczególną uwagę zwraca brzmienie. Jeśli chodzi o mnie to raczej przypadło mi do gustu, choć słyszałem na ten temat również kilka zupełnie przeciwnych opinii. Wydaje mi się, że wnosi ono lekki powiew świeżości do heavy metalu. Szczególnie podoba mi się perkusja, która brzmi, jakby ktoś walił w garnki. Mankamentem "St. Anger" jest, według mnie, wokal Hetfielda. I nie tylko chodzi mi o ten żałosny rap, ale przede wszystkim coraz słabsze możliwości wokale Jamesa. To nie to samo co na poprzednich albumach. Jak przychodzi czas na zaśpiewanie czegoś wyższym tonem, pojawiają się problemy. Chociaż z drugiej strony, może taki wokal był zamierzony i lider Metallicy dalej świetnie umie śpiewać? Oczywiście nie zmienia to faktu, że uważam ten element płyty za skopany.
Podsumowując: Metallica nagrała mierny album, który fani już pewnie mają, a innym raczej nie polecam. Już koleś od którego mam tę płytę mówił, że jemu się ona nie podoba, a mój tata stwierdził, że poprzednie krążki Metallicy jakoś łatwiej wpadały w ucho. Ojcowie heavy metalu zrobili wyraźny krok w kierunku modnego ostatnio "nu metalu", chociaż może to tylko naturalny proces poszerzania horyzontów? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam Wam.
Dodałem jeden punkt za utwór "St. Anger"
4/10