Iron Maiden - Dance of Death
____________________________________

Po genialnym Brave New World nie można było się spodziewać że następna płyta Iron Maiden - mimo kiczowatej okładki o której więcej napiszę zaraz i słabego singla - będzie płytą słabą. Ba, nie można było się nawet spodziewać krążka dobrego - wszyscy wiedzieli że to będzie wspaniałe dzieło.

Nie było tu żadnych wątpliwości, bo goście którzy ją stworzyli nie są już tymi zwariowanymi, młodymi chłopakami z East Endu śpiewającymi o prostytutkach - ale dojrzałymi muzykami.

Już na BNW nie ma tej surowości brzmienia jaka występuje na pierwszych płytach - Maiden zaczęli eksperymentować także z innymi instrumentami niż gitary (których jest aż trzy) - słychać różnicę od razu. Riffy i solówki są zaawansowane technicznie a teksty mówią o ważnych tematach, często są one wręcz filozoficzne.

Jak każda płyta Iron Maiden ma swój osobny charakter tak i ta ma nowe brzmienia nie wykorzystane na innych krążkach. No, może poza Montségur, która mogłaby spokojnie znaleźć się na Piece Of Mind. Bardzo dużo jest wstawek akustycznych (np. Journeyman jest utworem w pełni akustycznym), nie znajdziemy tu ciężkich przesterów.

Na pierwszy ogień idzie piosenka którą już świetnie znamy z singla - Wildest Dreams. Od razu dla pocieszenia tych którzy po usłyszeniu tego utworu bali się że płyta będzie słaba - jest to rzeczywiście najsłabszy utwór płyty - choć niektórzy go bardzo chwalą - ale i oni z pewnością przyznają że wypada on blado na tle reszty. Więcej o Wildest Dreams napisałem już w recenzji singla.
Przyszły drugi singiel - Rainmaker - jest już dużo ciekawszą propozycją. Jest to jednak druga po poprzedniej piosenka krótka - reszta ma już więcej niż pięć minut. Według mnie Rainmaker jest lepszym openerem koncertu niż WD, ma on ciekawy, chwytliwy refren. Jednak to także dopiero przedsmak dalszej części płyty.
No właśnie - tu dopiero płyta naprawdę się rozpoczyna. No More Lies może już śmiało pretendować do tytułu najlepszej piosenki płyty. Rozpoczyna się czystym wstępem świetna jest pierwsza solówka. Ale ten refren... wyobrażam sobie już co się będzie działo na nim we Wrocławiu! Słowem ta piosenka jest rewelacyjna i świetnie oddaje charakter tej płyty.
Wcześniej już wymieniony Montségur - na początku mnie do siebie nie przekonał ale teraz jest dla mnie świetny - szczególnie jeszcze bardziej od tego na Rainmaker refren. Można się poczuć jakby się wróciło dwadzieścia lat wcześniej - do PoM.
Wreszczie największe arcydzieło tej płyty - Dance Of Death. Ta piosenka jest po prostu boska - jest to jeden z najlepszych utworów Maiden - a dla mnie w tej chwili najlepszy. Wspaniały początek podobny do No More Lies z równie świetną odzwierciedlająca dalszą część solówką. A pierwszy wybuch wokalu Bruce'e - jak śpiewa - "...and my spirit was lifted from me...". Gdy po chwili ciszy wchodzi szybka czysta gitara a po niej ten wspaniały riff to już tak jak śpiewa Bruce - "...I'm in a trance...". Ten motyw po prostu tak rewelacyjnie odzwierciedla Taniec Śmierci, że gdy popatrzymy na okładkę to możemy zobaczyć jak te postacie zaczęły go tańczyć - arena i jej kolory również niesamowicoe pasują mi do tego utworu - a więc jednak trafiona okładka? I jeszcze to stopniowe przyśpieszanie na końcu...

Z tego transu wyciągnie nas już mniej klimatyczny riff początkowy z Gates Of Tomorrow - nie podobał mi sie i do tej pory również - może dlatego że kończy on Dance Of Death. :) W każdym razie dalsza część piosenki jest bardzo dobra, bleknie jednak na tle DoD której jeszcze przez długi czas się nie pozbędziemy z pamięci.
Tu niespodzianka - to piosenkę w największej części skomponował Nicko. Na początku uznawałem ją za najsłabszą z tej płyty - teraz, po kilkunastokrotnym przesłuchaniu całej płyty nie uważałem już żądnej piosenki za słabą - także New Frontier mną zawładnął - a w szczególności refren.
Następie mamy kolejne arcydzieło tej płyty - ech, nie mogę tego opisać słowami! Jest to jedno z wielu dzieł Steve'a Harrisa którego nie można opisać słowami. Tak więc nie opiszę, sami musicie to usłyszeć. Piosenka tak naprawdę mnie chwyciła po kilkunastokrotnym przesłuchaniu.
Dwa tytuły które na pewno rzadziej będą wymieniane jako najgenialniejsze utwory tej płyty - Face In the Sand i Age Of Innocece. Też ich nie uważam za arcydzieła ale tak jak reszta - niezwykle mi się podobają. Ta pierwsza będzie rewelacyjna na koncerty - w sumie tylko w niej występuje wspaniałe "oooOOOooo" tak częste na BNW.

I wreszcie - jedna z niewielu typowych ballad w dorobku Iron Maiden - ta jest z pewnością najlepsza. Wspaniała gitara akustyczna przez całą piosenkę, rewelacyjny refren... już widzę setki świateł zapalniczek na koncercie!


Płyta jest boska - oto mój ostateczny werdykt. Naprawdę zrozumiałem i doceniłem ją całkowicie jak już mówiłem - po kilkunastu przesłuchaniach. Na koniec napiszę coś tradycyjnie o wydawnictwie. Okładka - najsłabsza ze wszystich płyt jeśli chodzi o rysunek - a raczej komputerowy twór. Z drugiej strony kolory, postacie niesamowicie pasują do charakteru utworu tytułowego - bo przecież przedstawiają one właśnie Taniec Śnierci według Maiden. Szczególnie podoba mi się arena. W środku jest jeszcze ciekawiej ale to już sami zobaczycie.

Ocena: 10/10


____________________________________


Uff... emocje trochę opadły. Choć już przy pierwszej recenzji którą pisałem wydawało mi się że są już mniejsze na początku, myliłem się. Tak naprawdę wciąż byłem w transie Tańca Śmierci. Teraz zapoznałem się z tekstami a również różnymi opiniami na temat tego krążka.
No właśnie, zacznę od tych opinii. Czy były entuzjastyczne, tak jak w przypadku Brave New World? Na pewno nie - album ogólnie jest oceniany jako słabszy, często sam w sobie przeciętny (także przez fachową prasę). Zespół posądzany był o autoplagiaty oraz "zjadanie swojego ogona". Moim zdaniem nie mają racji. Zespół trzyma swój styl, wiadomo że każda płyta jest podobna do poprzednich w końcu na nich grupa zdobywa doświadczenie. Niektórzy posuwają się do wręcz absurdalnych porównań. Czytałem jedną recenzje gościa który w każdym kawałku dopatrywał się niestworzonych podobieństw i autoplagiatów, na przykład Face In The Sand - "wypisz, wymaluj 'Blood Brothers'". Hm. Jedyne widoczne i może rażące podobieństwo które można uczciwie wyszukać na Dance of Death to intro z "Gates of Tomorrow" - gitara na nim brzmi niezykle podobnie do wstępu z "Lord of The Flies" z rewelacyjnej płyty X-Factor.
Ogólnie podumowując: Dod jest tak podobny do pozostałych płyt jak cała reszta. Wszystkie są takie same, wszystkie są autorstwa Iron Maiden - ale wszystkie mimo wszystko czymś się różnią, mają coś wyjątkowego.

Następna sprawa to teksty które zostały uznane za jedne z najuboższych w historii Maiden. Zgadzam się z tym i to mnie wielce zdziwiłi porównując chociażby do niezwykle dojrzałych i niebanalnych tekstów z X-Factor (przede wszystkim) i Brave New World. Przecież Harris i spółka są teraz bogatsi o następne doświadczenia, lata, w końcu mają ich na karku już nie tak mało. Zawiedli mnie, w szczególności samym opisem i pomysłem na piosenkę o tytułowym Tańcu Śmierci. Zróbmy sobie małą analizę.

Już pierwsze wersy zalatują brakiem oryginalności:

"Let me tell you a story to chill the bones"

Jakie to oklepane i nudne... "Mrożąca krew w żyłach historyjka..." albo "chodź opowiem ci bajeczkę".

Ogólnie później historyjka toczy się tak: szedłem sobie - nagle poczułem że coś mnie śledzi, to coś mnie zabrało do siebie i kazali się przyłączyć do Tańca Śmierci. I tu opis tegoż.
Ogólnie takie opowiadanie (albo i lepsze) mógł napisać uczeń podstawówki któremu pani rzuciła temat "Taniec Śmierci". Ale przecież to napisał autor takich dzieł jak "Hallowed Be Thy Name" !!!

Dalej nie zmieniam jednak zdania że tytułowe dzieło jest pod wzglęcem muzycznym fascynujące i niezwykłe... Bruce popisuje się niezwykłymi możliwościami głosowymi (spróbujcie zaśpiewać [bez jednego zająknięcia!] wersy "When you're lying in your sleep, when you're lying in your bed "... coś niesamowitego ...), a Dave-Adrian-Janick (wspomagani przez smyczki) technicznymi.

Dalej za wspaniałe dzieło - pod każdym względem - uważam "Paschendale" ... Tekst niezykle pasuje do muzyki i wspólnie z nią buduje nastrój.. Mamy wprowadzenie (spokojne) i hdy zaczyna się opowiadanie o tragicznych losach 1- szej wojny światowej Bruce wybucha emocjami... Niesamowite są wersy:

"Cruelty has a human heart
everyman does play his part
terror of the men we kill
the human heart is hungry still

I stand my ground for the very last time
gun is ready as I stand in line
nervous wait for the whistle to blow
rush of blood and over we go..."


Piosenka ma wiele zmian tempa, charakteru, niebanalne solówki i świetny tekst. Podsumowując, już można zaliczyć "Paschendale" do klasyków Iron Maiden...

W sumie to nie mam nic więcej do powiedzenia... Muszę przyznać że przy poprzedniej recenzji poniosły mnie emocje związane z wydaniem tego świetnego (bo dalej tak uważam) krążka.

Ocena: 9-/10

____________________________________
REKLAMA

Zapraszam do odwiedzenia serwisu gitarowego & muzycznego - www.gitarrra.prv.pl - gdzie znajdziecie również recenzje.

____________________________________

bobek
bobek@gitara.org