Iron Maiden - Brave New World

Tak szczerze to do niedawna jeszcze nic nie widziałem w muzyce Iron Maiden. W muzyce najbardziej popularnego metalowego zespołu naszego globu. Ta miłość spadła na mnie niespodziewanie, można rzec, jak grom z jasnego nieba. Dlatego pognałem do sklepu czym prędzej wynosząc z niego lśniący, niebieściutki CDik z dumnym napisem Brave New World. I dlatego tą recenzję macie (nie)przyjemność czytać..

Wydany w 2000r. Brave New World zagościł w czołówkach rankingów sprzedanych płyt bardzo szybko, co nie powinno dziwić. Tak oczekiwany album, po przeciętnych "The X-Factor" i "Virtual XI", który miał przynieść rozwiązanie, czy Iron Maiden, to jeszcze to, co setki tysięcy fanów na świecie kochali od lat. Odpowiedź przerosła ich najśmielsze oczekiwania.

Album trwa 67 minut , a nagranych na niego zostało 10 utworów, w znacznej przewadze ballad. Postaram się zająć wszystkimi po kolei, gdyz grzechem by było ominąć któryś, tym samym, nie wyróżniając go.

Brave New World rozpoczyna dynamiczny "The Wicker Man", który to był pierwszym singlem promującym album. Muszę przyznać, że jest to utwór najwyższych lotów, z nieziemsko optymistycznym tekstem. Jest doskonały na pobudkę, zachęci do odtwarcia powieki i uśmiechu na dobry początek dnia nawet najgorszych pesymistów. To taka moja mała rekomendacja. Jest  najkrótszy, co nie znaczy, że krótki (4:35). Nic lepszego nasi bohaterowie na rozpoczęcie wybrać nie mogli. Jest wysmienicie i kremowo. Numerek dwa to doskonała ballada "Ghost Of The Navigator" opowiadająca o naszych podróżach przez życie i przygotowaniu do tej ostatecznej, która niebawem nastąpi. Ja to przynajmniej tak interpretuje. Pod koniec kawałek "nieebzpiecznie" przyspiesza czyniąc go jeszcze lepszym. To jest to co żelazne tygryski lubią najbardziej! Trzeci utwór to tytułówka "Brave New World", która... zawiodła mnie. Spodziewałem się czegoś lepszego... znaczy się, jak na Ironów czegoś lepszego, bo sam utwór jest niezły. Fajna spokojna melodia, nieżły refren, a pod koniec mistrzowskie solówki. Tak, tu nie ma nic słabego, jednak BNW nie przypadł mi tak do gustu jak reszta. Cóż, wiem, że niektórzy go ubóstwiają, ale jak to bywa de gustibus ist non disputantum... Numerkiem 4 opatrzona jest pieśń o krwawych braciach, tudzież bractwu krwi. "Blood Brothers" poprostu wgniata w ziemię!!! Utwór został nagrany z pomocą orkiestry, co zaznacza się przedewszystkim nieżłymi wstawkami na skrzypcach. Piekny refren i solówka od 5:45 to istny, krystalicznie czysty miód. Dla mnie mógłby to być kolejny singiel z BNW, ale jak wiemy, płyta nie potrzebowała ich więcej niż 2( Oprócz wspomnianego "The Wikcer Mana", także 9. "Out Of The Silent Planet" ). Najlepszą reklamą dla niej były dwa magiczne wyrazy "Iron Maiden"... Piątym kawałkiem jest "The Mercenary", który wyprowadza nas troszkę z klimatu zamyślenia i balladowej nostalgii. Przewodzą mu myśli, które bardzo mi się spodobały, mianowicie "Nowhere to run, nowhere to hide, you've to kill to stay alive.." i "Show them no fear, show them no pain...". Jest dobrze i nawet mocno. Udany kawałek, zbliża nas do kolejnego hiciora. Przed Wami..."Dream Of Mirrors"! Przez 9 minut, sekund 21 będziemy raczeni naprawdę muzyką najwyższej klasy. DOM to naprawdę swoisty dom, dla nas wszystkich. Myslę, że najlepszą rekomendacją dla przesłania utworu będą cytowane fragmenty. Zastanów się Drogi Czytelniku, czy i Ty nie miałeś kiedyś podobnego wrażenia..." Have you ever felt, The future is the past..But you don't know how...? ", " I only dream in Black and White, I only dream 'cause I'am alive!..". Komentarze i przemyślenia pozostawiam Wam, ale jedno jest pewne, to trzeba usłyszeć!. Wracamy z dalekiej podróży. Wracamy z  krainy snów i marzeń wprost do rzeczywistości i tym samym do arcyoptymistycznego, żywiołowością przypominającego Wicker Mana " The Fallen Angel ". Aż się gęba śmieje, jak ten kawałek słyszymy, serio! Wesołe melodie, fajny tekst i najwyższej klasy wokal Bruce'a nie dadzą nam usiedzieć w miejscu :) " You and only God would know what could be done, You and only God will know I am the only one..(...), Could it be it's the end of our world? All the thing that we cherish and love" A teraz wywlekę na wierzch mroczną stronę mej doszczętnie złej duszy, pełnej nieprawości, tyranii i nienawiści. NA KOLANA PSY! Nadchodzi jeden z największych tytułów w historii IRON MAIDEN! Klękajcie przed "THE NOMAD" !!!. Uff, już mi lepiej, wybacz HEXiu tę euforię, ale tak to jest jak się nagrywa tyle dzieł i upycha na jeden krążek..:P "The Nomad" to długi i megawypasiony (uczę się podwórkowego słownictwa hy, hy :) kawałek, jak słusznie się domyślacie, opiewający geniusz tajemniczych jeźdzców wschodu jakimi są nomadzi. Wspaniałe gitary - grają bardzo orientalnie, a wokal B. Dickinsona jest nieziemki. Frontman niesamowicie się nim bawi i często go moduluje (żadna elektronika, o nie, nieee ), co daje niesamowite rezultaty. Ale najlepsze przed nami... W czasie magicznej minutki - 4:48, zaczyna się poprostu zmiatająca wszystko z powierzchni ziemi wstawka, która trwa całe 3:10!. Obywatel siX zadarł ze mną pisząc, że "The Nomad" uważa za dziwny kawałek z niepotrzebnymi, jak on się to wyraził "przedłużeniami". Człowieku!!! Dla mnie to, jak to nazwałeś, " przedłużenie" mogłoby trwać 2h i jeszcze byłoby mi mało! No ale o gustach się nie dyskutuje, bądźmy gentelmanami:>. Co do samej wstaweczki... rozpoczyna ją Steve Harris cichymi pobrzdękiwaniami na bassie, a po chwili wchodzą piękne elektryczne riffy. Za czas jakiś wszystko zmienia wymiar, Harris przekłada się szybko na delikatny keyboard , a Nicko McBrain zaczyna delikatnie muskać talerze swej perkusji. Potem mocniej, mocniej, aż wkońcu poczyna uderzać w bębny. Za chwilę wszystko wraca do pierwotnej postaci, tyle, że razem z perkusją. Efekt jest PO-WA-LA-JĄ-CY.Melodia jest tak tęskna i odległa, że co bardziej pokrzywdzonym przez życie towarzyszom może wycisnąć łez kilka, zależnie od nastroju. (Pozdrawiam Smutnego Wędrowca). Po "The Nomad" już nic nie będzie takie samo jak przedtem. Numer 9 to "Out The Silent Planet", czyli taka ni ballada, ni dynamika. Ale wiecie co? Mi się to bardzo podoba. Fajna zwrotka, fajny refren, genialne solówki. No i z niczego drugim singlem promującym płytę by się nie stało, prawda? Wiecie co? Gdyby tu się skończyła płyta, byłbym skłonny dać nawet 10, może z maleńkim minusikiem. Ale nic z tego, wybaczcie "Magnificent Six" Iron Maiden. Nagraliście bowiem coś czego światło dzienne ujrzeć nie powinno. Wieńczący płytę "The Thin Line Between Love And Hate" osobiście uważam za niewypał. Zwrotka bez wyrazu, bez emocji; tekst jakis niemrawy. Druga część utworu, mówiąć żargonem jest "totalnie skiszona". Wogóle dla mnie, to się tu nie nadaje. Do tak genialnej śmietanki, jaką tworzy Brave New World - absolutnie. Tylko solówki ostatni numer ratują i taki mini refrenik, który jest całkiem, całkiem.

Brave New World uważam za dzieło sztuki. Zawiera masę genialnych kawałków, bardzo dojrzałych i dopracowanych do każdego szczegółu. Do tego znalazł się tu "The Nomad" :P Im zespół dłużej gra na ziemskim padole tym bardziej staje się podatny na trendy mediów i MTV. Mało grup jestem w stanie wymienić, które ciągle doskonalą swój warsztat i nie zmieniają wizerunku pod nowych fanów rodem z disco-ślisko_teki. Iron Maiden jest tu szlagierowym przykładem. Bowiem oni są jak wino. Im starsi tym lepsi...

OCENA: +9/10


darqgreq