EMPEROR

"In The Nightside Eclipse"

Emperor. Czołówka światowego black'u. Zespół ten zna chyba każdy szanujący się osobnik gustujący w black metalu. W tekście tym postaram się zrecenzować debiut Emperora "In The Nightside Eclipse".
WOKAL: Jest to najmniej zrozumiany growl, jaki dany było mi słyszeć.Właściwie skrzek. Ihsahn niemiłosiernie ździera gardło, aż dziw bierze, że tak w ogóle można. Aby go zrozumieć trzeba albo na co dzień drzeć się tak jak on, albo być jasnowidzem. Nawet będący przed mymi oczyma tekst niezawiele mi pomógł [już wprawdzie wiedziałem o czym śpiewa, lecz tylko oczywiście jedynie dzięki zlepkowi liter (potocznie zwanych wyrazami, w bardziej złożonej formie zdaniami) we wkładce]. Ihsahn po prostu "zjada" połowę wyrazu, albo śpiewa tak, że właściwie nic od siebie nie rozróżniamy. Właściwie można to uznać jako minus, aczkolwiek mi to jakoś podpasowuje pod klimat albumu.
KLIMAT:ten jest niesamowity. Mało która płyta może się poszczucić stworzeniem takiego klimatu. Już pierwszy utwór ma to coś. Właściwie słuchając In The Nightside Eclipse wyobrażam sobie mroźną Norwegię. Wiejące tam północne wichry, wszechobecne lodowce i bijący w twarz śnieg. Kraina w której jestem jest spowiła gęstą mgłą, panukąca wszędzie ciemność uniemożliwia sprawne poruszanie się. Teren, z którego żniwa zebrała śmierć, na stałe zagościła złość. Kraina jakby pogrążona w chaosie, lecz chaosie sprawnie zarządzanym przez kogoś. Kogoś, domyśl sam się, kogo. Właściwie klimat jest główną zaletą płyty. po prostu włączając w nocy ITNE zapominamy o wadach. Wtedy właśnie skrzek Ihsahna wydaje się idealny, wprowadzą mrok, chaos i wszystko, wcześniej już wymieniłem. Właściwie to już sama okładka sugeruje to, co powinniśmy czuć, gdzie "znajdować się powinniśmy". Po prostu klimat jest taki, jaki chciałem przed zakupem, aby był.
TECHNIKALIA: Tu sprawa ma się bardziej zawile. Zawile, bo denerwuje mnie nieco odwalana przez Fausta robota. Jakby kto nie wiedział- Faust niegdyś w Emperorze obsługiwał perkusję. Jest kiepsko. Chłopak ładuje w te gary, jak może, zdawałoby się, że dobrze. Lecz coś jest dla mnie nie tak, myślę, że nie wkładał w to co robił zbyt dużo siebie. Odrąbał kawał czarnej roboty, aczkolwiek myślę, że jego gra jest raczej in minus dla tego wydawnictwa. Poza tym nie ma się co czepiać, chwalić za to można i należy klawisze. Po prostu fenomen. Jeśli teraz przyszedł Ci n myśl zespół Children of Bodom, to zapomnij. Tu mowa całkiem o czym innym . Te klawisze pasują do oprawy. One, w przeciwieństwie do CoB nie należą do jednego z ważniejszych instrumentów [i nie sš takie "słodkie"]. Mają za zadanie jeszcze wzmocnić klimat. Stworzyć poniekąd własną kreację, gdy się pojawiają tak jakby adchodzi śmierć, lęk i ciemność. Po prostu to trzeba usłyszeć, nie wiem jak to opisać.
TEKSTYWłaśnie, jeszcze tekst. Teksty są typowo blackowe- wychwalają szatana itp. pierdoły. Ogólnie to pasują do albumu. Nie są może najwyższych lotów, aczkolwiek nie należy się nad nimi pastwić. Na ITNE zdecydowanie wyróżniają się [pod względem tekstowym] Inno a satana oraz I am a black wizards.
SKŁADEmperor tutaj nie gra w znanym większości składzie. zamiast Tryma [niestety] perkusję obsługuje wpomniany przeze ,mnie wcześniej Faust. Wydziera się już standardowo Ihsahn. Jak i Ihsahn to oczywiście musi być i Samoth. Wraz z Ihsahnem napisali większość tekstów (poza Im am a black wizards i Cosmic keys, których autorem jest Mortiis-->były basista Emp.). Bas obsługuje "zastępca" Mortiisa, Tchort No, to wszystko:) O ile się nie mylę [a mogę] na tym wydawnictwie klawiory obsługuje Ihsahn, świetnie mu to wychodzi:]
Właściwie to wszystkie piosenki na pierwszy rzut oka mogą się wydawać podobne. Przy pierwszym przesłuchaniu możemy mieć małe uczucie "deżawi", aczkolwiek przy pierwszych. potem już zdecydowanie jest się w stanie okrelić, czy t początek, koniec danego utworu, kiedy zaczne się kolejny itp. Właściwie to to nie jest album na "zapuszzenie" jaiegoś utwou, pojedyncze zapuszczenie. Nad nim się trzeba trochę skupić, nie nadaje się raczej przy odrabianiu zadania domowego:) Poza tym na albumie znalazły się dwa covery- A fine day to die i Gypsy. Cóż by tu o nich rzec? Są bardzo dobre, nie można się nich czepiać, bez wątpienia należą do czołówki utworów z płyty. Debiut Emperora uznaję za dobry, wręc bardzo dobry. Gdyby Ihsahm "śpiewał" tu tak, jak na kolejnych płytach, a Trym obsługiwał perkusję, mielibyśmy bez atpienie jeden z najlepszych albumów black metalowych. Z pewnością mógłby zająć miejsce obok "De Mysteriis Dom Sathanas" MayheM [oczywiście trochę za nim, ale zawsze obok, a to nie lada komplement]. To by było na tyle.
ocena:+9["+" dodatkowo za całokształt]/10

AciD


15:32 03-10-18