<< Re: "Niech stanie się światłość..." >>
Military. Jak wiele mówi ta ksywka. Jak wielką sławę na
łamach AM zdobył już osobnik się nią posługujący. Każdy
jego artykuł, nawet ten najgorszy i na najbardziej banalny temat
czyta się świetnie. Takich ludzi zwykło określać się dwoma
słowami: "ma talent". Co do talentu militarego nie ma
żadnych wątpliwości - niejeden dziennikarz chciałby mieć
podobny jemu (militaremu) dar, który z tak wielką siłą
przyciągałby czytelników do ekranu monitora. Niejeden AMowski
writer sczerwieniał już od zazdrości nie mogąc dorosnąć do
pięt tej Actionowskiej legendzie. Nie dziwcie się zatem, że
polemika z militarym jest tak bardzo kusząca i przez wielu
pożądana. Jest ona wielkim zaszczytem.
Tyle mianem wstępu. I nie, wcale nie robiłem sobie jaj. Military jest jedną z najbardziej zasłużonych w historii AM osób. Nie bezpodstawnie znajduje się w czołówce najlepszych writerów. Także tekst z którym chcę (próbuję) polemizować był niezły i spodobał mi się bardzo. Dlaczego więc ta polemika? Bo jestem świrem i polemizuję z autorami, z którymi, o ironio, się zgadzam? Tak, ale nie w tym wypadku. Bo lubię się czepiać szczegółów i wytykać ludziom błędy? Jak najbardziej, ale nie tym razem. Dlaczegóż więc? Zaraz się wszystko wyjaśni.
Military w swoim artykule pięknie przedstawił urok i rolę muzyki. Zrobił to moim zdaniem zbyt pięknie. Oczywiście, muzyka koi duszę i jest najwspanialszym dziełem tej nędznej kreatury, znanej powszechnie jako "człowiek". Najbardziej rozbawił mnie jednak akapit drugi, a dokładniej - jedno zdanie: "Jedynie muzyka jest tworem czystym, pozbawionym mocy czynienia zła". Gdyby te słowa padły z ust mało znanego, młodego writera to wcale bym się nie zdziwił, ale Ty military? Naprawdę aż tak naiwny jesteś? Aż tak zaślepiony? Dziwi mnie to niezmiernie.
Ten, kto uważa, że muzyka nie jest skażona złem jest zaiste człowiekiem szczęśliwym. Szczęście to polega na tym, że osobnik żyje sobie w błogiej nieświadomości i wszystko postrzega od tej dobrej strony. Nie potrafi on dostrzec (co aż tak trudne nie jest), że nie ma nieskazitelności. Wszystko co nas otacza zostało już dawno tknięte ręką zła. Na dziś dzień człowiek potrafi obrócić przeciwko drugiemu człowiekowi wszelkie twory, te, które wyszły z pod ludzkiej ręki, jak i te, które są od nas niezależne. To zdanie, które wcześniej zacytowałem może wynikać z optymistycznego postrzegania świata przez militarego. Jak jest naprawdę - nie wiem. Nie wiem, czy zacny military jest aż tak wielkim idealistą czy też nie miał dotąd styczności z przejawami ogólnego skażenia naszego wspaniałego życia (w co zresztą nie wierzę). Ja z pewnością zbyt optymistycznie i różowo świata nie widzę (choć kiedyś było inaczej) i pewnie dlatego zdecydowałem się objawić militaremu "moją" prawdę.
Muzyka nie jest już tylko sztuką. Ona stała się, wedle obaw militarego, śmiertelną bronią. Może "śmiertelna" to nie do końca poprawne dla niej określenie, ale "niebezpieczna" jest z pewnością. Jak dotąd leję tylko wodę nie podając żadnych argumentów przeciwko tezom militarego, czas się zrehabilitować.
Pierwszy, dość błahy i prawie niewinny przykład: Hipermarkety. Ich organizacja nie jest przypadkowa. Jest ona owocem wielu badań psychologów i socjologów. Każde stoisko, każdy regał jest zaprojektowany tak, by oddziaływać korzystnie na potencjalnego klienta. Każdy towar ustawiony jest tak, by zwrócić na siebie uwagę i zainteresować kupującego (dotyczy to zwłaszcza towarów nam niepotrzebnych). Zastanawialiście się kiedyś dlaczego ludzie idący do hipermaketu po jedną tylko rzecz wracali z koszykiem pełnym towarów? Wszystko w hipermarketach ma nas skłonić do większych zakupów - od odpowiednio ustawionego oświetlenia po ...muzykę sączącą się z głośników. Wiem, brzmi to trochę absurdalnie i idiotycznie jednak jest to naukowo udowodnione (BTW: Było kiedyś takie doświadczenie z krowami, którym puszczano różne rodzaje muzyki i w zależności od jej gatunku dawały one różną ilość mleka). Zauważyliście, że w większości hipermarketów leci podobna muzyka? W tym wypadku muzyka (jak i cała masa innych bajerów tam się znajdujących) działa na naszą szkodę - oddziaływuje na naszą psychikę nakłaniając do większych, niepotrzebnych zakupów.
Mówiłem, że przykład będzie błahy :). Niemniej jednak argumentem jest.
Po drugie: muzyka grana w mediach - czyli "popularna". Mimo iż zwie się muzyką to niewiele w niej ze sztuki. Media karmią nas pop-papką, która ma z nas zrobić szarego, niczym nie wyróżniającego się obywatela. Muzyka "poprawna politycznie". Wlewają w nas tony tego łajna mając nadzieję, że nie będziemy go w stanie odróżnić od prawdziwej sztuki muzycznej. Już od najmłodszych lat dzieciom na siłę wpaja się takie, czy inne gusta muzyczne i przyzwyczaja do łatwego w odbiorze i płaskiego jak deska popu - byleby tylko dzieciak nie stał się dzieckiem alternatywnym, bo, jak powszechnie wiadomo, człowiek inny = człowiek zły. Dlatego od młodego dusi się w nas nasze prawdziwe gusta i, jakby nie było, zniewala umysły.
Niezbyt przekonywujące? W takim razie wykładam na stół moją ostatnią kartę.
Niejednokrotnie miałem już styczność z utworami, w których muzycy wyśmiewają i obrzucają wyzwiskami coś, co im się nie podoba. Liczne przekleństwa sypiące się na Bogu ducha winne osoby, opluwanie rządów i włodarzy państw, prywatne wojenki między muzykami i wzajemne obrzucanie się błotem za pomocą swojej twórczości, wychwalanie kurestwa, alkoholizmu i narkomanii w wielu utworach - czy to według Ciebie, military, są przykłady czystości muzyki??? Czy nadal jest ona taka niewinna? Czy nie służy ona czasem do prowadzenia małych wojen? Spójrz na wcześniejsze numery KM - zaciekła bitwa między fanami metalu a fanami hip-hopu - czy w imię muzyki mamy się nawzajem pozabijać? Tak oddziaływała na czytelników Kącika Muzycznego, że ci zdolni byli zatłuc drugiego człowieka tylko ze względu na rodzaj słuchanej przez niego muzyki. A należy tu wspomnieć, że czytający KM do ludzi najgłupszych z pewnością nie należą. Pomyśl, co by się stało, gdyby taka wojna rozgorzała na ulicach, wśród osób mniej oczytanych - zero tolerancji, zero współczucia i zrozumienia. Już teraz "czarni" mają przesrane u hip-hopowców a hip-hopowcy u "czarnych". W imię czego ta wojna? W imię muzyki??? Czy nadal uważasz, że muzyka ludzi łączy a nie dzieli? Nie, nie patrz tylko na muzykę ogółem. Patrz również na skrajności, gdyż one, chcąc nie chcąc, też nas dotyczą.
Nie jest to zatem takie różowe, jak Ty to opisałeś. Naprawdę chciałbym w taki sposób jak Ty, military, patrzeć na to wszystko, lecz już nie potrafię. Kiedyś także wierzyłem w piękne idee i byłem romantykiem, jednak życie nauczyło mnie czegoś innego. Nauczyło mnie ono, że człowiek to najpodlejsza i najbardziej plugawa istota jaka kiedykolwiek stąpała po ziemi i że potrafi ona zniszczyć i zbezcześcić wszelkie, nawet te najwspanialsze twory. Nawet tak wspaniałe jak muzyka.
Kulturny << kulturny@interia.pl >>
PS. Na szczęście nie wszystko jest takie szare, jak to
opisuję - nie wszyscy są źli i istnieje bardzo wiele osób,
które za pomocą muzyki tworzą dzieła wybitne, napawające
optymizmem w tym zakłamanym świecie - oby takich ludzi nigdy
nie zabrakło.
PS2. Dzięki military. Polemika z Tobą, jak już wcześniej
wspomniałem, to dla mojej skromnej osoby ogromny zaszczyt i
nader wielka przyjemność.
PS3. Nie słuchałem nic - musiałem się skupić i mocno
wytężyć mój malutki rozumek.