<< Porad kilka Wróbla Ćwirka >>



Nie miałem weny. Już od dłuższego czasu. Koniec wakacji był dla mnie niezwykle płodnym pod względem napisanych tekstów okresem, jednak nadejście sesji poprawkowej rozwiało natchnienie i kazało skupić się wyłącznie na nauce. Stres nie pozwalał dochodzić do głosu myślom innym, niż te związane z zbliżającym się egzaminem. Mimo to nie zaliczyłem (widać, matoł ze mnie:)). Stres przybierał na sile wraz z każdym kolejnym dniem, wraz z każdą sekundą, która przybliżała nieunikniony Egzamin Ostatniej Nadzieitm. Wiedziałem, że jeżeli teraz nie zdam to będzie źle, bardzo źle. Gdybym nie zaliczył to prawdopodobnie skończył by się mój wkład w tworzenie KM'u, co zapewne ucieszyłoby niejedną osobę. Postanowiłem zrobić wam na złość, wziąć się ostro do nauki i zdać ten post-poprawkowy test.
Teraz siedzę tu mając już za sobą owe ciężkie chwile. Wena jednak nie wróciła. Piszę zatem bez niej, hołdując zasadzie, że skoro góra nie chce przyjść do Mahometa to Mahomet musi przyjść do góry. Może w trakcie pisania mą ukochaną odnajdę?

Uznałem, że napiszę ten art. Na siłę, bez żadnego porządnego konceptu, ale jednak napiszę. Sam jeszcze nie wiem o czym on będzie traktował więc z góry przepraszam za jego chaotyczność i mierną wartość edukacyjną, bo jedynie tych dwóch możecie być pewni. Reszta jest zagadką nawet dla mnie. Tak rozpoczynam mą pogoń za motorem powstawania wszelkich wielkich dzieł tego świata. Pogoń za natchnieniem.


Porada numer I: oszczędzajcie na marketach

Nie, nie lubię super, hiper, itp.-marketów. Dostaję gęsiej skórki, gdy tylko słyszę te nazwy. Wzdrygam się na samą myśl o setkach ludzi stojących przy kasach z koszykami przepełnionymi towarami, których tak naprawdę nikt nie potrzebuje. Mam odruchy wymiotne na sam dźwięk słów: "promocja", "obniżka" (itp.). Mimo to markety mogą być dla nas, fanów muzyki, bardzo przyjazne. Zwłaszcza jeżeli chodzi o te posiadające większy asortyment płyt CD. Można w nich niejednokrotnie nabyć interesującą nas płytę po znacznie niższej cenie, wystarczy tylko trochę szczęścia i bystry wzrok.
Do czego zmierzam?
Śpieszę z wyjaśnieniami: markety mają to do siebie, że przewija się przez nie bardzo duża ilość ludzi. Często osoby, które chcą kupić jakąś płytę wolą wpierw ją przesłuchać. Do tego służą odpowiednie stanowiska, gdzie miła pani, lub pan odbiera od nas płytę, zrywa folię i zabezpieczenia z pudełka i umieszcza krążek w odtwarzaczu CD. Pudełka niejednokrotnie nie wytrzymują tej ciągłej procedury i po którymś tam razie odpada z nich to, czy tamto. Album uszkodzony to nie to samo co album nowy, piękny, zapakowany w folię, dlatego też markety zmuszone są zmniejszyć cenę by takie płyty "po przejściach" komuś opchnąć. Cena albumu spada więc od kilku do kilkudziesięciu (!!!) złotych i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że uszkodzenia te odnoszą się zazwyczaj tylko do pudełka (nie wolno im przecież sprzedawać nie działających CD'ków) i są one nieznaczne - np. porysowana powierzchnia pudełka, złamane "ząbki" utrzymujące płytę.
Jak zwykle posłużę się przykładem:
Zwiedzałem jeden z marketów, którego nazwy nie podam, by nie robić kryptoreklamy. Przeglądałem płyty i natknąłem się na album Sweet Noise "The End Of The Century" po cenie 9,99zł. Haczyka nijak nie mogłem znaleźć - płyta działała poprawnie, pudełko wyglądało dobrze - wszystko było okay. Dopiero przy kasie kasjerka zauważyła, że pudełko ma wyłamane kilka "ząbków" (lecz płyta nadal utrzymywała się w miejscu) i poprosiła abym wymienił sobie ten egzemplarz na inny. Poszedłem więc i znalazłem taki sam album. Różnił się od mojego dwoma detalami - był ofoliowany ...i droższy o 20zł. Zgadnijcie, który egzemplarz wybrałem.
Dla tych, którzy jeszcze nie zajarzyli prosty rachunek:
Nowy album (oryginalna folia) - 29,99zł
"Uszkodzony" album (bez folii i lekkie uszkodzenia pudełka) - 9,99zł + ok. 2zł (opcjonalnie - za nowe pudełko) = 11,99zł

Jest różnica, prawda? Trzeba mieć jednak trochę szczęścia, bo nie zawsze takie "okazje" się trafiają.

Niekiedy zdarzają się także promocje (tfu, tfu), dzięki którym można nabyć nowy, nieuszkodzony album za znacznie mniejszą kasę (kiedyś udało mi się kupić nowiusieńki, jeszcze ciepły album Static-X "Machine" za coś ponad dwadzieścia złotych, podczas gdy kilka dni później kosztował już prawie sześćdziesiąt).


Porada numer II: szukajcie a znajdziecie

Wielu z was narzeka, że nie ma w Polsce radia grającego porządną muzę, czyli rock i metal. Gówno prawda, nie chce się wam po prostu ruszyć waszych czterech liter i przeszukać dokładnie dostępne częstotliwości. Daję sobie odciąć jedną z moich kończyn jeżeli nie znajdziecie chociaż jednej stacji oferującej dość przyzwoity repertuar (dobra, żartowałem - nic sobie odcinał nie będę;)). Fakt, stacji grających metal jest mało i zazwyczaj ich zasięg nadawania jest bardzo ograniczony (zazwyczaj kilkanaście, maksymalnie kilkadziesiąt kilometrów), przez co odbiór jest dość kiepski. Niemniej jednak takie stacje naprawdę istnieją. Sam kiedyś żyłem w błogiej nieświadomości sądząc, że nie ma ani jednego dobrego radia, aż tu pewnego dnia mój kolega mnie uświadomił. Na częstotliwości 87,9 MHz odnalazłem, zgodnie z informacjami podanymi przez kolegę, stację o dźwięcznej nazwie Rockowe Radio "Delta". Siedzibę ono miało (i nadal ma) w Bielsku-Białej, a jego zasięg to jakieś trzydzieści, może czterdzieści kilometrów. Niewiele, ale jeżeli ktoś ma dobry odbiornik i potężną antenę to może próbować "złapać" tę stację nawet w Katowicach - przy odrobinie szczęścia powinno mu się udać (w Tychach nie powinno być z odbiorem problemów). Pamiętam, jak ktoś mówił (pisał?), że posikałby się ze szczęścia gdyby usłyszał Iron Maiden w radiu. Zakładaj więc pampersy chłopcze, albowiem taka muzyka tutaj jest na porządku dziennym. Począwszy od starych, klasycznych już Pink Floyd i Queen, poprzez ciężkiego rocka w polskim i zagranicznym wydaniu, aż po najnowsze deathowe i blackowe utwory. Po raz pierwszy cieszę się, że mieszkam tu, a nie gdzie indziej. :P


Porada numer III: piszcie do KaeMu

Wielu autorom marzy się sława. Niejeden textwriter chciałby ujrzeć swe dzieło w Action Magowskich "Tekstach". Jest jednak coś, co odcina nam skrzydła i boleśnie sprowadza na ziemię. Ohydny stwór, który swymi mackami dusi nas i nie pozwala wypłynąć na szerokie wody. Stworowi temu na imię: selekcja.
Szlag człowieka trafia, gdy wytężając do granic możliwości swą wyobraźnię i umiejętności dopieszcza i wysyła własne dzieło by po jakimś czasie dowiedzieć się od Qn'ika bądź Eddiego, że, niestety, tekst "nie przeszedł". Złość jest tym większa im mniej przedstawią oni argumentów przeciwko naszemu "dziecku", a już szczytem jest, jeżeli swej decyzji wcale nie usprawiedliwią. "Odpadł, bo odpadł". Człowiek w takiej sytuacji ma ochotę się pociąć (albo chwycić kosę i ruszyć na polowanie na qnie lub zabawić się w Ed Huntera:)). Wiem coś o tym. :)

I tutaj z pomocą przychodzi nasz ukochany Kącik Muzyczny. Wspaniałomyślny naczelny (pozdrowienia:)) tegoż kącika postanowił selekcji nie wprowadzać i na jego łamach ukazuje się każdy artykuł, w którym jest przynajmniej jedno poprawnie zbudowane zdanie. Artykuł wcale nie musi traktować o muzyce. Wystarczy, że przy podpisie będzie widniała lista utworów, które autor słuchał podczas pisania i automatycznie tekst zostanie zamieszczony (bo przecież jakoś z muzyką się wiąże:)) - dobra, to był żart (naczelny by mnie zabił, gdyby przeze mnie otrzymywał dziesiątki kiepskich artów z tematem muzyki nie związanych;)).

KM może dla wielu writerów okazać się przedsionkiem do sławy. Przedsionkiem, w którym stawiać będą swe pierwsze literackie kroki i uczyć na własnych i cudzych błędach. Może to tutaj okaże się, że jednak coś z prawdziwego artysty siedzi w duszy tego, czy owego osobnika. Może tutaj właśnie rozwinie on swe skrzydła by później w pełnej glorii szybować nad terenami AM'owskich "Tekstów". KM jest jednym z najlepszych miejsc to tego, aby drogą malutkich kroczków dojść do czegoś wielkiego. I mówię to serio, całkiem serio.

Jeżeli zatem czujesz w sobie to "coś", jeżeli chcesz i choć trochę potrafisz pisać to spróbuj. Tutaj nie grozi ci wyśmianie ni odrzucenie. Tutaj możesz doszlifować swój warsztat literacki. Tutaj każdy twój tekst ujrzy światło dzienne a naczelny będzie zacierał łapki i dumnie oznajmiał, że znów przybyło mu parę kilobajtów. :)


Porada numer IV: nie denerwujcie Hexa

Hex to bardzo poczciwa bestia. Wyrozumiały i tolerancyjny z niego człek. Jest cierpliwy, bardzo cierpliwy. Jednakże każda cierpliwość ma swoje granice. Nie zdziwcie się więc, że jeżeli jakoś naraziliście się naczelnemu nie poznacie waszych tekstów zamieszczonych w KM. Awarie w kodowaniu znaków i zmiany kolorów na "oczojebne" to jedne z nielicznych przykładów działań tego złośliwego gada :). Potrafi on ostro uprzykrzyć życie. I nie wspomnę tu już o ponad miesięcznym czekaniu na potwierdzenie przez niego otrzymania naszych tekstów. Nie szepnę też słówkiem na temat niesłusznego przyznawania gwiazdek, gdyż ręce same opadają w geście bezsilności. :)

Podlizywać się nadmiernie też nie ma sensu. Hex jest cwany, wie skąd wieje wiatr i zaraz wywęszy sztuczne wazeliniarstwo. Biada temu, kogo na tym złapie. Oj, biada. Wiem coś o tym. :)


Porada numer V: nie kupujcie pirackich płyt

Wiem, powtarzam się. Ostatnio już pisałem na ten temat, jednak jest on nadal i będzie jeszcze długo aktualny. Jedynie my możemy powstrzymać piractwo, bo będzie ono istniało tak długo jak istnieć będzie popyt na nielegalne płyty. My ten popyt kształtujemy. Jeżeli piraci nie będą mieli komu sprzedawać swych podróbek szybko znikną z rynku (zbyt prawdopodobne to nie jest, ale w coś trzeba wierzyć). Kurde, chyba za dużo wypiłem bo zaczynam gadać jak ekonomista. :)

Dlatego też, czy wam się to podoba czy nie, wypowiadam wojnę piractwu. Niczym Don Kichot stanę do tej walki, nawet jeżeli jest to walka z wiatrakami (a jest na pewno:)). Smuggler kiedyś nawrócił mnie, a teraz ja będę próbował nawrócić was (zapewne z miernym skutkiem:)). Może komuś zaiskrzy coś w tej pustej łepetynie gdy po raz któryś z kolei przeczyta o tym, że piractwo jest "be". Może ktoś zastanowi się wreszcie nad własnym postępowaniem jeżeli zostanie kolejny raz nazwany "złodziejem" bądź "oszustem". Nawet jeżeli nikogo nie uda mi się sprowadzić na właściwą drogę to będę walczył do upadłego (czyt. aż mi się znudzi:)).

Dlatego też (wiem, powtarzam się:)), pirackim skrytożercom mówimy: "NIE!!!"


Porada numer VI: pijcie tylko szkockie piwo :) (*)

Wymaga komentarza? Chyba nie. :)

 

(*) - ew. szkocką whisky.

M hjntv an mnvfgavnłą flghnpwę (oenx jral nhgben) qmvfvrwfmrtb bqpvaxn ebg-13 avr oęqmvr. Jfmryxvr bfbol mnvagrerfbjnar hcemrwzvr cemrcenfmnzl v bovrphwrzl, żr ebg cbjóepv jenm m xbyrwalz neglxhłrz.
M cbjnżnavrz:
Fmrsbjvr jlqmvnłh qb fcenj ebgn: qe E., zte B., v cna G.


Wróbel Ćwirek :) (Kulturny) << kulturny@interia.pl >>

PS. Prawidłowy tytuł winien brzmieć: "Przygód kilka wróbla Ćwirka", lecz został on zmieniony na potrzeby tekstu.
PS1,5. Cholera! Chciałem napisać poważny artykuł i znów mi nie wyszło. :)
PS2. Hex, jeżeli tym razem zmienisz mi kolory i rozmiar czcionki to wiesz co Cię czeka... Ja nie rzucam słów na wiatr. ;)
PS3. ...i nie podchodź zbyt poważnie do tego, co o Tobie napisałem (tylko przez przypadek nazwałem Cię 'gadem' :P).
PS4. Słuchałem... świstu powietrza wywołanego przez szybki, okrężny ruch skrzydeł uszkodzonego wentylatora zamontowanego na procesorze - czyt. huczało jak cholera.
PS5. Niedobrze, oj niedobrze. Dopiero piąty pees a ja już nie wiem co pisać.
PS6. Dlatego też na szóstym poprzestanę.

PS7. Znowu kłamałem ;)
PS8. Z powodu braku weny gratisowych_ukrytych_peesówtm będzie niezwykle mało...
PS9. ...bo tylko trzy. Ciao, bambino!