Men In Black


"Forlorn I was as the poets should be.
I am as chosen as the weaver himself"

W poniższym artykule opowiem, a właściwie przedstawie Wam swoją opinię na temat facetów (i nie tylko) w czerni. Mądrym inaczej, czyli tym, którzy nie zrozumieli tytułu tego tekstu, wyjaśnię, że chodzi o subkulture 'metali'.

Po przeczytaniu kilku artykułów Darklich'a (zainteresowanych odsyłam na Duskforest - dział 'Bright Side Of The Black'), można wywnioskować, że większość muzyków zespołów black metalowych zaczynało od słuchania 'limb bizkit'. Ja jednak na ironii się znam (a przynajmniej tak mi się wydaje), więc takich głupot o Darklich'u nie będę wypisywał. Wyżej wymieniony skarży się na to, że większość czytających jego teksty, nie rozumie przesłania, bądź je źle interpretuje. Ja też nie mam pewności czy Wy mnie rozumiecie, ale nie o tym miał być ten artykuł, więc już przechodzę do rzeczy. Tolerancja:
Ośmieszyć się w środowisku 'metali' jest bardzo łatwo. Ot, wystarczy pomylić jedną literkę w nazwie zespołu pochodzącego z Rumunii, czy innej Ugandy. Kto by pomyślał, jedna literka i już możesz zostać nazwany, o zgrozo, 'pierdolonym pozerem'. Muszę przyznać jedno, 'metale' są cholernie tolerancyjni. Bardziej tolerancyjna jest tylko organizacja zrzeszająca niskich, piegowatych murzynów z Finlandii, którzy mają niebieskie oczy, blond włosy i dowód 'aryjskości' do dziesięciu pokoleń wstecz. Rozwieję wszelkie wątpliwości i podam Wam nazwę w.w. działalności. Ten ruch to 'Samoobrona', bo kimże innym jest ich przywódca (Andrew), jak nie niskim, piegowatym murzynem z Finaldii (no trochę przesadziłem...), który posiada wspaniałe blond włosy i niebieskie oczy? No dobra, koniec żartów, bo po co żartować, skoro i tak człowieka nikt nie zrozumie. Już wracam do tematu nietolerancji. Otóż, sytuacje w których kilkanaście (kilkadziesiąt? kilkaset???) osób obrzuca się nawzajem określeniami typu: 'pozer', 'jebany pozer', 'chuj', 'pedał', 'kinder metal', czy innymi wielce mądrymi epitetami (vide różnorakie chaty internetowe (w tym mój ulubiony - kanał 'metalla' w portalu 'Interia'), ziny, webziny, fanziny i Szatan wie co jeszcze) zdarzają się bardzo często. Czy zostaliście kiedykolwiek nazwani pozerami (nie wnikam przez kogo...)? Założę się, że grubo ponad 50% z Was spotkała taka sytuacja. Tutaj już nie chodzi nawet o niewiedzę, szpanerstwo itd. itp. Wystarczy, że idąc w koszulce MayheM, spotkasz osobę w koszulce Burzum wyznającą ideoligię Varg'a, nie muszę chyba mówić, jakie będą tego skutki... Inny przykład. Idziesz w koszulce (ale się tych koszulek uczepiłem) Azarath i widzisz czarnego (chodzi mi o metala, a nie o murzuna) idącego w bluzie 'hammerfall'. Co wtedy pomyślisz? Pomyślisz, że ten hammerfall, to gej, pedał, chuj, skurwysyn? Dlaczego, przecież go nie znasz? Apeluję o to, by nie oceniać ludzi na pierwszy rzut oka. Jak jesteście tacy 'pure evil black, grim, necro, fuck off&die' to jeszcze mogę Was zrozumieć, bo przecież nie będziecie sobie psuć image'u, ale inne 'przypadki' niech się nad tym zastanowią. Nie chodzi o to, że chcę bronić tego syfnego hammerfall'a, czy ludzi chodzących w ich koszulkach. Może tę koszulkę mają po bracie, ew. siostrze, albo babci :)? Piszę o tym otwieraniu się, a sam nie jestem tolerancyjny, może inaczej, jestem tolerancyjny, ale do pewnego stopnia. Idąc ulicą nie myślę o ludziach w innych koszulkach/bluzach niż moja, jako o 'chujach' itp., ale gdy ktoś mi mówi, że MayheM to syf, bo nie ma czystych wokali, muzyków 'Okaleczenia' wyzywa od pedałów i to w dodatku bez żadnych argumentów (...ale to zabrzmiało...), a sam idzie w bluzie 'Artrosis', to już niewesoło. Ogólnie goci, nie mieszczą się w kręgu moich zainteresowań. Pocięte, zapłakana, smutne dzieci, które słuchając Umbry, czy innego dziwadła przemierzają świat. Nie o to w metalu chodzi. Pozwolę sobie na chwilę odbiec od tematu i nawiązać do pewnej wizyty, a może wizytacji. Pewnego pięknego zimowego wieczoru, gdy za oknem szalała zawieja, coś się ubzdurało księdzu z mojej parafii (do której chcąc nie chcąc należę - nie, nie przez rodziców :) i postanowił odwiedzić moje mieszkanie. Jakież było moje zdziwienie, gdy otwierając drzwi, dobiegł mnie dźwięk okropnie fałszowanej chrześcijańskiej kolendy typu gore. Postanowiłem zachowywać się kulturalnie, wieć z progu nie dałem pięścią w ryj tym ministrantom, tylko grzecznie poprosiłem, aby przestali. Rozmawiałem z klechą dłuższą chwilę i w pewnej chwili padło pytanie o tolerancję. Po mojej nieco ironicznej wypowiedzi, że tolerancja jest dla słabych, ksiądz odpowiedział, że przecież nie wszystkich mogę zabić (zabić, a kto tu mówił o zabijaniu???). Na to ja oznajmiłem, że zgadzam się z jego stwierdzeniem, ale to że nie wszystkich mogę pokonać, nie wszystkich mogę przekonać do moich racji, poglądów i ideii nie znaczy, że mam nadstawić swój policzek każdej osobie, którą napotkam. Nie pozwolę na to, aby cały świat bił mnie po twarzy. Tym zdaniem kończę ten przydługawy wywód. Możliwe, że jestem muzycznym rasistą, ale co z tego? Nie lubie i nie toleruję bardzo wielu rzeczy, ja je najzwyczajniej w świecie ignoruję. Jedną z tych rzeczy są półmózgie (a może ćwierćmózgie?) łyse istoty w dresach, które 24 godziny na dobę myślą o tym, jakby tu komuś przypierdolić, ukraść telefon itp. Zależność jest prosta, jęśli ktoś toleruje mnie, ja toleruję jego, lub odwrotnie; jeśli ktoś mnie nie toleruje, to niech i ode mnie nie wymaga tolerancji. Jednym słowem, moja tolerancja kończy się tam, gdzie zaczyna się nietolerancja drugiego człowieka. To tyle jeśli chodzi o tą kwestię.
Mentalne dresy.
Kolejnym tematem, który mam zamiar poruszyć są tzw. 'mentalne dresy'. Nie wiem jaka była początkowa idea ubierania się na czarno i noszenia tych wszystkich prześmiesznych koszulek. Doprawdy, nie wiem jaka była ta idea, ale zawsze sądziłem, że chodzi o jednoczenie się pod sztandarem muzyki, lub czarny ubiór miał być pewnego rodzaju hołdem dla zespołów, wokalistów itd. Okazuje się jednak, że mój tok myślenia był jakże błędny, bo nie chodzi o jednoczenie się, a o dzielenie 'pod sztandarem muzyki'. Niezwykle owocne są stwierdzenia typu: "Jestem fanem MayheM, więc fani Burzum mogą się pierdolić!". Jeżeli muzyka, a w szczególności metal staję w pewien sposób 'polityczna', to gatunki metalu możemy podzielić na partie rządowe (wiem, że niedorzeczne...) i w ten sposób uzmysłowić sobie jak niewiele różni się polska scena metalowa, od polskiego rządu. Wszędzie pełno afer, 'pierdolonych pozerów', 'złodzieji' itp. Pamiętacie jak pewien czas temu Andrzej Leper przyniósł do sejmu własny głośnik i mikrofon, po czym zaczął wygłaszać swoje racje? Bez argumentów, bez powodów, po prostu 'na chama'. To przypomina mi właśnie polskich metalowców. "Jestem fanem MayheM, więc fani Burzum mogą się pierdolić!". Widzicie związek? Oczywiście, nikt ci nie każe słuchać innych, ale pamiętaj, że nikt nie każe innym słuchać ciebie... Jeżeli kochasz np. Black, a nienawidzisz gotyku, power, czy innego syfu to znajdź sensowne argumenty (niekoniecznie wulgaryzmy), dlaczego akurat tego nienawidzisz i nie chodzi mi tutaj o wypowiedzi typu: "Bo to jest chujowe"... Naucz się uzasadniać swoje wypowiedzi, żeby później nikt nie porównywał cię do tzw. 'elity śmietnika'. Oczywiście nie musisz się uczyć, nie musisz tego robić, bo w końcu nikt nie każe ci mnie słuchać...
My Wybitni?
Od pewnego czasu w środowisku 'metali' panuje przekonanie, że metal to jedyna słuszna muzyka, a jej słuchacze to jednostki wybitne, istni nadludzie :). To ciekawe, bo wystarczy odwiedzić jakikolwiek metalowy chat, na którym spotyka się ta "elita" (vide chat 'metalla' - coś czym można poprawić sobie humor), by móc podważyć tą najwyższą prawdę :). Ja już sam nie wiem, czy metalowcy to inny materiał genetyczny? Czy metalowcy to sami wysocy blondyni o niebieskich oczach? Cholera, gdzie ja byłem, kiedy się ta 'wyższa rasa' kszatałtowała? Obawiam sie jednak, że ta wyższa rasa się nigdy kształtować nie dokończyła, więc wiele mnie nie ominęło. Czytałem conajmniej kilka artykułów w stylu 'atak skate'ów na mnie', 'oni mnie biją!' :) itp. Powiem jedno. Mimo tego, że metal jest muzyką głęboką, muzyką która aż kipi od emocji, to czy jesteś lepszy od pospolitego słuchacza techno (już słuszę te krzyki: 'Oczywiście, że tak!!!')??? Czy jesteś lepszy, bo słuchasz (i rozumiesz!!!) twórczość "Emperor"? Powiem ci, jesteś inny, może dojrzalszy, może mądrzejszy, ale inny a nie lepszy. Zrozum! Większość blackowców podnieca się zawiłością liryków, ich przesłaniem itp. Zgadzam się z tym, niektóre są naprawdę niezłe (vide chociażby 'Mother North' - Satyricon), ale ile z nich potrafisz SAMODZIELNIE zinterpretować??? Niektórzy podniecają się interpretacjami z internetu od świtu do zmierchu (a może od zmierzchu do świtu, ja tam nie wiem jak żyją Ci True Evil Black'owcy...). Mimo, że artykuł zabrzmiał, jak krytyka fanów black metalu, to nie miałem takiego zamiaru. Sam jestem jednym z tych ludzi, dla których Black Metal jest najważniejszą rzeczą w życiu, a MayheM to dla mnie (Nie)świętość. Rozwieję jeszcze wszelkie wątpliwości i dodam, że nie słucham ani hammerfall, ani helloween, ani innego technowate syfu. Tego rodzaju muzyka z pewnością nie jest przeznaczona dla mnie...
Na koniec wspomnę tylko, że z biegiem czasu w subkulturze metalowców ukształtowały się różnego rodzaju 'podgatunki' np. 'Oldschoolowcy', 'Aryjczycy', ale to już inna historia... Dzięki za dobrnięcie do końca tego tekstu. Pozdrawiam.

BUT DO NOT DESPAIR
I KNOW OF AN EXIT
DESTRUCTION THINKERS TRAVEL
THE OTHER WAY AROUND
WHERE DIRECTIONS ARE NONE
AND THE GROUND IS GONE
SUCH TREACHEROUS GATES TO ENTER
DOORS SHUT FROM THE OUTSIDE
AND YOU HEAR THE SOUND
OF SOMEONE WALKING AWAY...


'Askenkh'

saintmurder@wp.pl

Wpadnijcie czasem na
www.saintmurder.prv.pl