Krótka relacja ze spotkania z Andrzejem Sapkowskim
Nieczęsto zdarza się okazja, by móc rozpocząć przygodę z twórczością pisarza spotkaniem z samym autorem. Jednak czasami się udaje... Całe zdarzenie miało miejsce w sobotę trzynastego września w Gdyni na pokładzie Daru Pomorza - to taki duży żaglowiec. Byłam na miejscu tak na styk... Myślałam, że będą tłumy ludzi i w ogóle będzie problem z dostaniem się, zobaczeniem czegokolwiek. A było w sumie z 80 osób najwyżej, z czego dużą ilość znam z widzenia, albo i lepiej. Mało tego, jak przyszłam, było jeszcze miejsce, żeby sobie wygodnie usiąść!
Sam zainteresowany (Andrzej Sapkowski) wygląda zwyczajnie, na oko 50 lat (może trochę więcej), średniego wzrostu. Ale powala na kolana inteligencją, erudycją, wiedzą ogólną o literaturze, czy wreszcie pewnością siebie. Nie trudno było dojść do wniosku, iż dyskusja z Andrzejem Sapkowskim na temat literatury, nie wspominając już o powieściach, które wyszły spod jego pióra, jest bardzo niebezpieczna i nie da się ukryć, że niemożliwa do wygrania. Na tyle skutecznie wystraszył wszystkich zebranych, że trzeba było publiczność zachęcać do zadawania pytań. Wiadomo, nikt nie chciał wyjść na idiotę... Ostatecznie parę osób się ośmieliło, gdy Sapkowski powiedział, że „głupie pytania też są dozwolone”.;) Ja, jako osoba dopiero zaczynająca z prozą Sapkowskiego, ograniczyłam swój udział do słuchania jedynie. Oczywiście znalazło się parę pewnych siebie osób, które zadawały pytania w stylu: „dlaczego napisał pan to w taki sposób, a nie tak, jak chcieli fani?”. Odpowiedź jest z prosta: „ Z szacunku do polskiego czytelnika”.
Zanim jednak nadszedł czas na pytania publiczności, Sapkowski wypowiadał się na tematy podrzucane przez takiego gościa z mikrofonem...
Na temat Sagi o Wiedźminie - czytelnicy ponoć męczą Autora, żeby było więcej i jeszcze więcej... Z wypowiedzi Pana Andrzeja wynika, że takie podejście do sprawy wkurza Go, delikatnie mówiąc. Biorąc pod uwagę sukces Sagi, można by napisać coś o Ojcu Wiedźmina, albo o Ojcu, Ojca Wiedźmina, ale Sapkowski nie bierze tego pod uwagę. Uważa takie postępowanie za lekceważenie odbiorcy.
Na temat ekranizacji (wszyscy wiemy, że do lektury to ona nie zachęca...) – Pan Andrzej też o tym wie na pewno, ale udzielił trochę wymijającej odpowiedzi. Powiedział, że rzadko zdarza się, żeby ekranizacja była lepsza od książki. W sumie mało konkretnie to wyglądało.
Na temat Narrenturm - facet z mikrofonem pyta się, dlaczego, mimo że akcja toczy się w średniowieczu, użyto języka współczesnego? Sapkowski odpowiedział w taki sposób, że facet z mikrofonem wyszedł na nieuka. No bo niby dlaczego mamy do czynienia z Powrotem Króla, gdy tymczasem w Śródziemiu, fantastycznej zupełnie krainie, z powodu braku Karola Wielkiego, słowo król nie istnieje, tak samo jak i nie istnieje słowo psychika bez Psyche.
Facet z mikrofonem, niezrażony zupełnie zadaje następne pytanie (bardzo mądre oczywiście) - czy w momencie, gdy zaczyna Pan pisać powieść, wie Pan już, co będzie na końcu? Sapkowski się wkurzył. Facet z mikrofonem wyszedł znowu na nieuka.
Było jeszcze kilka innych mniej ważnych tematów, ale nadchodzi najważniejsza część spotkania - publika kontra Sapkowski. Wszyscy siedzą wystraszeni, ale po długich zachętach...
Pierwsze pytanie - dlaczego te piękne, mądre kobiety - czarodziejki tak przeklinają? Sapkowski na to, że zna mnóstwo ludzi wybitnie wykształconych, wśród których słowo kurwa jest na porządku dziennym. Kobiet również to dotyczy.
Drugie pytanie - dlaczego akcja Narrenturm nie toczy się na Pomorzu (chciałoby się...), tylko na Śląsku? Przecież byłoby fajniej, bo to region bardzo ciekawej historii? Sapkowski traktuje pytanie poważnie i mówi, że Pomorze jest zbyt banalne, a okazuje Śląsk równie ciekawy pod względem historycznym.
Któreś tam pytanie - dlaczego mimo nalegań fanów uśmiercił Pan Wiedźmina? Okazuje się, że Saga ma trochę wspólnego z telenowelą, gdzie żeby zakończyć trzeba pozabijać bohaterów. Poza tym Sapkowski nie ma zamiaru dzwonić do fanów, rodziny, znajomych, przyjaciół i wrogów i pytać się, jak książka ma się kończyć. Kolejna osoba wyszła na kretyna. A poza tym pytanie troszeczkę nie na miejscu.
Po pewnym czasie nadszedł czas na autografy... Pisarz postanowił uszczęśliwić wszystkich chętnych i Ewa po chyba 30 minutach stania w kolejce dostała ładny autograf na niedawno zakupionej książce:).
Podsumowanie - jeśli tylko kiedyś nadarzy się okazja, bez wahania udaj się na spotkanie z Andrzejem Sapkowskim. Będzie śmiesznie, mądrze i przede wszystkim za krótko:(. Może się też zdarzyć, że zostaniesz zaczepiony przez dziennikarza, mój kolega ze szkoły dostąpił tego zaszczytu.;)
Udział w tym spotkaniu zdecydowanie zachęca do rozpoczęcia lektury. Andrzej Sapkowski zyskał respekt, szacunek i podziw wszystkich przybyłych nie tylko jako pisarz a przede wszystkim jako osoba mająca wysokie mniemanie o swoich fanach i nie ulegająca żadnym modom ani sugestiom.
A tak swoją drogą napisać powieść jest nietrudno. To tylko czarne literki na białym tle. Wystarczy jedynie poustawiać je z odpowiedniej kolejności a reszta już jest łatwa. Nie pytaj, od kogo się o tym dowiedziałam...
Ewa