LEW TOŁSTOJ - "Anna Karenina"

Przyznać się muszę - zauroczyła mnie ta niesamowita historia rosyjskiej, trzydziestoletniej, zjawiskowo pięknej arystokratki. „Anna” pokazuje, jak wielkim znawcą ludzkich dusz był jej autor, który jakimś sposobem przekracza granice czasoprzestrzeni i odgaduje najtajniejsze myśli swoich czytelników.

Tołstoj sam o wymienionym w tytule dziele mówił: „moja pierwsza powieść”, mino iż wcześniej na swoim pisarskim koncie posiadał wiele grubaśnych utworów prozą o rozbudowanej fabule i różnorodnej tematyce. Czemu zwykł tak o „Ani” mawiać? Zapewne dlatego, że była niezwykle prawdziwa, harmonijna i że udało mu się za pomocą jej akapitów pokazać cały swój talent i kunszt literacki. „Anna Karenina” jest przede wszystkim powieścią o kobiecie, która musiała dokonać wyboru między honorem i rodziną a prawdziwą miłością i szczęściem. Ktoś z was pewnie zauważy, że rodzina często równa się szczęściu, lecz Annie bliski był jedynie ukochany synek Sierioża, nie zaś znienawidzony, o 20 lat starszy mąż – oschły biuralista. I tu zaczyna się dramat, który w amerykańskim filmie zapewne zakończyłby się happy endem, podmiotem recenzji nie jest jednak tępe filmidło, tylko piękny, pełen czaru i niezwykle inspirujący twór rosyjskiej literatury.

Anna Arkadiewna, XIX- wieczna silna kobieta, którą wielka namiętność doprowadziła do zguby, nie jest jedyną bohaterką utworu. Drugą, równie ważną postacią jest Konstanty Lewin (nie mylić z „Rywin”), którego losom Tołstoj poświęcił nieomal pół utworu. Lewin to przyjaciel brata Anny – Obłońskiego, a zarazem mąż szwagierki tegoż Obłońskiego, więc wszystko zostaje w rodzinie. Kostia jest osiadłym na wsi szlachcicem – ateistą, o bardzo liberalnych, czasem zdziwaczałych poglądach. Ta stworzona przez Lwa znakomitość jest świetnym powodem, by powieść wziąć do ręki i się nią zachwycić, bowiem autor ustami swej postaci wypowiada niezliczone mądrości dotyczące naszego pobytu na tej planecie oraz reform, które (każde) społeczeństwo powinno na sobie wypróbować.

Mimo wszechstronności, niezliczonych intryg i tajemnic nie polecam „Anny K.” fanom Kinga. Jest to natomiast świetne źródło dla fammes żądnych wiedzy o tym, jak to było w czasach, kiedy kobiety nie mogły pracować, a ich wykształcenie ograniczało się do nauki francuskiego i gry na fortepianie. Brzmi jak science fiction ? A jednak. Komu jeszcze wypadałoby dzieło Tołstoja polecić ? Wszystkim, którzy mają świadomość, ze ich wiedza na temat słowa pisanego nigdy nie będzie wystarczającą bez poznania choćby kilku dzieł literatury klasycznej. Proponuję zacząć od książki o kruczowłosej Annie Arkadiewnie.

Ixchel

Ixchel@wp.pl