<<< THE GATEWAY >>> O tej grze było już głośno za czasów świetności PSX'a. Pierwotnie TG miał się ukazać właśnie na szaraczka. Jednak autorzy co rusz przesuwali i zmieniali termin wydania gry, a w między czasie przesiedli się na inną platformę. Oczywiście na młodszą siostrę szarej konsolki. I tu także wywołali zamieszanie. Spragnionych graczy faszerowano podrasowanymi screenami itp. W końcu jednak gra ujrzała światło dzienne. Team Soho miał wystarczająco dużo czasu na przygotowanie i dopieszczenie najdrobniejszych szczegółów w TG. Czy warto było tyle czekać!? Na początku słów kilka o fabule. Wcielasz się w skórę Marka Hammonda. Zwykłego policjanta, który pewnego dnia ostro dostał po dupie od życia. Uściślając, grupka bandziorów porwała mu dziecko. Żona odprowadzała bachora do szkoły, aż tu nagle z samochodu wyskoczyło nas nią dwóch zakapiorów i babka. Kobita była dość uprzejma. Przywitał się i ładnie poprosiła o dziecko. Jeden z osiłków, zauważył jednak, że pani Hammond coś kręci, wyjął gnata i wpakował jej kulkę. Snif, przykre. Przerażony Mark wybiegł na ulicę. Podbiegł do żony, która resztkami siły wyszeptała mu do uszu: "Oni mają naszego syna", po czym wyzionęła ducha na jego ramionach. Nasz bohater, nie tracąc czasu skołował jakąś bryczkę i wdał się w pościg za bandziorami. W tym momencie do gry wkraczasz Ty, drogi graczu. Przejmujesz kontrolę i musisz dogonić furę porywaczy. Nie zważając na czerwone światła, prujesz do przodu i tniesz każdy zakręt, co by nadrobić parę sekund. W pewnym momencie dojeżdżasz do pewnej fabryki, w której skryli się sprawcy całego zamieszania. Wyjmujesz gnata i wycinasz wszystkich w pień. Wreszcie dochodzisz do pokoju w którym na krześle siedzi twój syn. To już koniec!? Niestety nie ma tak łatwo. Nagle w drzwiach pojawia się dwóch osiłków, którzy bardzo sprawnie się tobą zajmują. Dostałeś ostro w łeb. Budzisz się przywiązany do krzesła i na dzień dobry dostajesz strzała w nery. Po krótkiej chwili pojawia się Boss, szefo, master czy jak tam wolisz. Sprzedaje ci informację, że jeżeli chcesz jeszcze ujrzeć swojego syneczka to musisz zacząć dla niego pracować. Jeżeli coś spieprzysz, zostaniesz złapany lub nie pojawisz się w umówionym miejscu. Przegrywasz, a twój bachor idzie do piachu. Saymon mówi... Tak mniej więcej przedstawia się główny wątek fabularny. Misje jakie przyjdzie Ci wykonać ściśle łączą się z późniejszymi zdarzeniami i w połowie gry... a nie powiem sami sprawdźcie. Mała niespodzianeczka. Jak więc widzisz, na brak zajęć w grze narzekać nie będziesz. Wspomniane misje są świetnie opracowane. Przypominają trochę te z serii GTA. Większość czasu spędzisz w samochodzie, tropiąc podejrzanych, śledząc bandziorów i uciekając policji. Zaraz, zaraz jak to, przecież Mark Hammond sam jest policjantem, więc nie powinno być z tym problemów. No tak, tylko, że teraz pracujesz dla największego czarnego charakteru w Londynie. Więć oprócz brykania po mieście, będziesz musiał ukatrupić "parę" osób. Jest to oczywiście wykroczenie i nawet policjant musi ponieść za nie odpowiedzialność. Krótko mówiąc od teraz jesteś bad madafaka, który jeździ po mieście jak szaleniec, nie przepuszczając biednych babć na pasach i z niedozwoloną prędkością przejeżdża na czerwonych światłach. Oprócz tego odwala najgorszą i najbrudniejszą robotę. Rano z karabinem w łapie wpada do restauracji i robi zasiekę a wieczorem wybija w pień Chińską Triadę. Miasto w jakim przyjdzie Ci siać trzodę to oczywiście Londyn. Autorzy przechwalają się, iż odwzorowali oni praktycznie każdą uliczkę z dbałością o najmniejsze szczegóły. Z tego co wiem po części jest to prawda. Można rozpoznać wiele charakterystycznych dla Londynu miejsc. Na monotonie i powtarzające się budynki na pewno narzekać nie można. Oczywiście ruch uliczny jest lewo stronny. Na początku może sprawić to trochę trudności, jednak z czasem idzie się przyzwyczaić i śmiganie po mieście staje się całkiem przyjemne. Co do samochodów to jest ich bardzo dużo. Na swojej drodze napotkasz zarówno samochody osobowe, sportowe jak i te o większych gabarytach. Oczywiście nie mogło zabraknąć charakterystycznych dla Londynu czarnych taksówek i czerwonych dwupiętrowych autobusów. Autorzy postarali się o licencję, dzięki czemu możesz przejechać się m.in.: Fiatem Punto, Alfą Romeo 156, Fordem Fiestą, Oplem, Lexusem, TVRem i wieloma innymi. Model jazdy jest opracowany dość dobrze. Chociaż momentami autka zachowują się dość dziwnie, szczególnie przy wchodzeniu w zakręty przy dużych prędkościach. Ważną rolę w TG pełnią kierunkowskazy. W grze nie ma żadnej mapki. Rozwiązano to w zupełnie inny sposób. Aby dojechać do jakiegoś miejsca należy cały czas obserwować migacze. Gdy w danym momencie mamy skręcić w prawo to po gałach daje nam prawy migacz, jeżeli w lewo, lewy. Moim zdaniem patent jest naprawdę świetny. Dzięki temu nie musimy odrywać wzroku od drogi i możemy lepiej skupić się na jeździe. Oczywiście wszystkie modele ulegają zniszczeniu. System uszkodzeń jest naprawdę dobry. Zawodowo gną się blachy, pękają szyby i światła. Oczywiście stopień uszkodzeń przekłada się na komfort jazdy. Kiedy jednak wysiądziemy z samochodu w oczy rzuca się kieprawa animacja postaci. Nie dotyczy to tylko naszego bohatera. Inne postacie także mają kłopot z poruszaniem się. Często blokują się w jakichś ciaśniejszych miejscach i stoją bezradnie. Mimo to Mark posiada pokaźną paletę ruchów. Może się skradać przy ścianie niczym Snake, wychylać się zza winkli itp. Oprócz tego potrafi wykorzystać człowiek jako żywą tarczę. Po prostu zachodzi ofiarę od tyłu (hmmm), łapie ją za szyję i gotowe. Kamizeleczka kuloodporna jak się patrzy:). Trzeba także wspomnieć, o tym, że na ekranie nie mamy żadnego wskaźnika życia. Po prostu kiedy nasz bohater dostanie parę kulek to zaczyna wolniej chodzić, kuleje, słania się na nogach, na jego ubraniu pojawiają się plamy krwi. Słow kilka o grafice. Jak już wspomniałem screnny którymi faszerowano nas Graczy były ostro podrasowane. W finalnym produkcie kłują w oczy głównie tekstury w niezbyt wysokiej rozdzielczości i momentami tnąca animacja. Jednak można na to przymknąć oko. W końcu nie samą grafiką człowiek żyje. Z kolei modele postaci są wykonane całkiem przyzwoicie. Nieźle opracowano ich mimikę twarzy. Muzyka jest całkiem niezła. Pasuje do tej całej gangsterskiej otoczki. Dodatkowo potęguje i tak ciężki klimat gry. Odgłosy silników samochodów, wybuchów, strzałów i całego miasta są całkiem przyjemne dla ucha. Czekaliśmy na tą grę ładnych parę lat. Zamiast Hitu dostaliśmy po prostu grę bardzo dobrą, z ciężkim klimatem i dosyć dużą grywalnością. Zapewniam Cię drogi graczu, jeżeli zdecydujesz się na kupno The Gateway na pewno nie pożałujesz, szczególnie, że gra pojawiła się ostatnio w Platynowej serii i jej cena nie przekracza 120 zł. Wydawca: Team Soho Rok produkcji: 2002 Miejsce na karcie pamięci: ok. 200 KB Grafika: 7 Muzyka: 7 Plusy: + Niezły, ciężki klimacik (przekleństwa, alkohol, "dragi" + Duże miasto + Całkiem sporo wozów Minusy: - Zwolnienia animacji - Kieprawa animacja postaci OCENA: 7+ |