<<< Moje spotkanie z konsol(ą)ami >>> Moje spotkanie z konsolą...? Nawet najstarsi górale nie pamiętają kiedy to było. Próbuje sięgnąć w głąb pamięci, ale wszystkie szare komórki mam już popalone od bezalkoholowego;) Zaraz... coś widzę, jakieś białe światełko na końcu tunelu. Ktoś cicho mówi abym się tam udał. Waham się. Nogi mi drżą. Nie wiem co się dzieje... Nagle na końcu tunelu dostrzegam czarną skrzynkę z przełącznikami. Yep! To musi być ONA. Moje pierwsze spotkanie z pudłem do grania. Zaczęło się dość standardowo. Kumpel wraz ze swoim ojcem odwiedził bazar pełen ruskich i nabył konsolę o dźwięcznej nazwie RAMBO. Z tego co pamiętam, i opisu Grzybiarza domyślam się, że było to ATARI 2600. Jednak mi utkiwła ta pierwsza nazwa. Nawet na opakowaniu był Sylwek. Czad. Zaczęły się codzienne wizyty u kumpla w celu konsumpcji coraz to większej liczby gier. Gdy po raz pierwszy zobaczyłem grafę jaką oferował "RAMBO" to mi szczena opadła. WOW! Cud, miód i orzeszki. Dzisiaj budzić może ona co najwyżej pusty śmiech. Nawet średnio ynteligente dziecko (pozdro LOV) [Chcesz zobaczyć swoją twarz? To wypnij się w stronę lustra (bez spodni) - LOV] potrafiłoby sklecić lepszą "grafę" na Paintcie w Windowsie. Jednak to było pod koniec początku lat 80`, więc cicho być. Dodajmy do tego, że konsolka emitowała dźwięk (Bardziej przypominało to odgłosy PCSpeakera). Przejdźmy jednak do sedna sprawy czyli... Gier. Huh a tych było całkiem sporo. Najbardziej utkwiło w mej łepetynie tylko kilka z nich. Nazw nie pamiętam żadnych. Po prostu nikt takimi bzdurami sobie głowy nie zawracał. Więc nie będę wymieniał tytułów gier bo ich nie pamiętam. No ale do rzeczy. Pierwszą gierą jaką ujrzałem był Farmer (a jak!) likwidujący krety, które próbowały podpieprzyć trzy marchewki [To była ulubiona gra mojej mamy!!! - LOV]. My ganialiśmy z łopatą i jebut w ten czarny łeb. He he to było coś. Był także Człowiek Pająk. Bodajże pierwsza gra ze Spider-Menkiem w roli głównej. Fabuła nie nastręczała wielu kłopotów (he he jak wszystkie pozostałe gry). Musieliśmy wdrapać się na szczyt wieżowca omijając po drodze różnorakie przeszkody. Kolejny giera to wyścigi Formuły 1. Widok dość nietypowy, bo umieszczony nad bolidem. Nie przeszkadzało to jednak zbytnio. Grało się po prostu wyśmienicie. Gierki przełączało w dość dziwny sposób. Otóż mieliśmy taki pierdolnik (terminologia mojego starego), którym cisneliśmy do góry... a może w dół. Eh to były czasy. Konsoli nigdy sobie jednak nie kupiłem. W zasadzie nawet nie wiem dlaczego? Wyjścia mogą być trzy: a) nie miałem kasy b) po półrocznych odwiedzinach kumpla konsola mi się trochę przejadła, a do tego nigdzie nie można było dostać dodatkowego cartridga z grami c) stary kupił mi inną konsolkę Moje spotkanie... cz.2 Tiaaa... stary kupił mi konsolę. Moją pierwszą konsolę. Specjalnie pojechał do Koszalina aby ją kupić. Właciwie nie wiem czy mogę nazwać to coś konsolą. Może bardziej na miejscu było by ją nazwać Konsolą Edukacyjną? Hmm... a był(a)? to Socrates. Design bardzo zgrabny & ładny. Biały kolorek świetnie pasował do "Socra". W konsolkę (?) wciśnięte były 2 małe pady(!). Aby się do nich dobrać należało dość mocno nacisnąć górną część pada. Wówczas wysuwała się dolna część i po wrotkach. Pad posiadał przycisk krzyżakowy, którym sterowaliśmy, oraz 1 przycisk fire. Do konsolki dołączona była też klawiatura (!!!). Zamiast przycisków była mata (?) z naklejonymi literami i cyframi. Pierwsze odpalnenie. Moim oczom ukazuje się jakiś robocik, który obraca głową i podnosi lewą brew. Pierwsza myśl. Ale grafa! Konsola kumpla (Rambo) wiła się w konwulsjach. Następnie moją uwagę przykuwa dziwięk. WOW! Ekstra. Niewiele ustępował temu z C-64. Chwila wyczekiwania i wyświetla się menu. Do wybrania mamy 5 pozycji. Spox. wybieram pierwszą opcję. I tu mały zonk. Zamiast gierek dostałem zadania matematyczne. Szybki powrót do menu, i następna opcja. Zadania muzyczne (coś jak program Dźwiękogra;). Następne, nauka anglika; dalej program do gryzmolenia(coś jak windowsowski paint). Gier żadnych. Przez pierwsze kilka miesięcy nawet mi to nie przeszkadzało. Nawet było fanie. Przy okazji mogłem doszlifować matmę, pamięć, i podszkolić się z anglika. Pad służył jedynie do "kreślenia lini" w "paintcie". Cieszyłem się jak głupi, kiedy kumpel po raz kolejny zabił mi ćwieka. Moje spotkanie... cz.3 Mowa oczywiście o skrzydlatym koniu. Pegasus jakby ktoś nie wiedział, po prostu wgniatał w ziemie. Fotorealistyczna jak na tamte czasy grafika, olśniewała. Nie... tego już mu nie mogłem sobie darować. Złapałem starego i z impetem wrzuciłem do pociągu odjeżdżającego do Poznania. Właściwie to odwiedzaliśmy ciotkę mieszkającą w Śremie. Poznań był niedaleko więc, namówiłem ojca na wizytę w pewnym dużym sklepie RTV. W tak banalny sposób stałem się szczęśliwym posiadaczem "Pegaza". Błyskawiczny powrót do chaty (u ciotki nie mogłem podłączyć konsolki do telewizorka) , załadowanie cartdriga 200in1 i jazda. Contra, Mario, Eskimoski (Ice Climber), Tanks, i zapominało się o całym świecie. Zapomniałem dodać, że do konsolki dokupiłem z miejsca cartridg za 99 zeta (ale ja głupi byłem;). "Podróbkę NES`a" wykorzystywałem przez 3 lata. Wtedy nastąpiła całkowita zmiana klimatu. Przerzuciłem się na "Przyjaciółkę" (Amiga 500). Dlaczego? Właściwie to mogłem przerzucić się na SNES`a. Ale był jeden zasadniczy problem. Na SNES`a gry mogłem jedynie nabyć, w większych miastach. Amigę miało parę osób, więc problem z wymianą softu nie istniał. Rok 94` był końcem mojej przygody z konsolami. Czy aby na pewno...? Moje spotkanie... cz.4 (Revolutions) Rok 97`, uczęszczam do 1 klasy Liceum Ekonomicznego w Szczecinku. W chacie stoi już PC z Quake`iem na pokładzie. Pewnego pięknego dnia, wracając z "wariatkowa" (szkoły) mijałem sklep Sony. Nagle jakiś przebłysk w moim oku, zmącił myśli w głowie (za dużo ich nie było). Jak na zwolnionym filmie obracam głowę w stronę ww. "przebłysku";). Ujrzałem JĄ. To było jak ciepły letni deszcz (a ja miałem wtedy cztery lata;) Snoy Playstation!!! zawitało do tej zapadłej dziury. Szybko podniosłem wzrok. Na ekranie leciała demówka z Tekkena 2. Ja pier-papier. Aż uklękłem z wrażenia. Niesamowita animacja, postacie jak żywe, upadając wzbijały tumany kurzu. Stałem tak za szybą i śliniłem się jak świnia na widok maciory;), czym wzbudziłem popłoch wśród przechodniów. Tak... takich rzeczy się nie zapomina. O mało co, a na autobus do domu bym się spóźnił. Przez całą noc myślałem tylko o NIEJ. Przewracając się z boku na bok nie mogłem zasnąć (i to nie była wina hemoroidów). Żadna inna konsola nie wywołała tyle zamieszania co PS. Już nie mogłem doczekać się kolejnego dnia kiedy znów JĄ zobaczę. Godz. 7.00 jestem już na stcji PKS. Czym prędzej udałem się do budy. Lekcje upływały niemiłośernie długo. Nareszcie koniec tej katorgi. Przy okazji kumpel w szkole powiedział mi, że na stacji PKS jest gralnia do której dokupiono 2 szaraki. Ciekawe... tyle razy byłem na "Pekaesie" i żadnej gralni nie widziałem. Czym prędzej pomknęłem na stację. Tym razem rozglądam się uważniej. Rzeczywiście, na półpiętrze widnieje blady napis " Komputery i gry wideo". Gazem na górę. Wpadam błyskawicznie, gdzie na miejscu cała banda wieśniaków z pianą na utach wlepia gały w telewizorki do których były podłączone PSX`y. Żwawym krokiem przeciskam się do "Starucha" (gościa któremu płaciło się za granie), mając nadzieję na poszarpanie szaraka. Jak to mawiają: "nadzieja matką głupich", miało miejsce i tym razem. Konsole zajęte do końca dnia. Dopiero po jakimś tygodniu udało mi się pobyć z konsolą sam na sam. Pierwsze wrażenie po godzinnej jatce, było bardzo pozytywne. Na wyróżnienie zasługuje pad. Świetnie leży w dłoni, przyciski rozmieszczono dość sensownie. Taak, mogę zaryzykować stwierdzenie, że to najlepszy pad na konsolki i w ogóle. Kolej na gry. Na pierwszy plan poszedł Tekken 2. Wg. mnie, jedna z najlepszych bijatyk na "soniacza". Gra kopała zad niczym 220V. Ogromna ilość postaci, fenomenalny Motion Capture i grafika. Byłem w siódmym niebie. Kolejne miesiące mijały i coraz nowsze gry pojawiały się w "gralni" : Twisted Metal 2 (szczególnie w 2 osoby), Crash, Soul Edge, Tekken 3. Taka sielanka trwała by nadal, gdyby nie pojawiło się ONO;) N64 bo o nim mowa, skutecznie zawładneło moją duszą. Tiaaa.... "Marian" zabijał. Szczególnie grafiką. Rozmywanie tekstur? Coś niedopomyślenia! WaveRace 64. Woda bardzej rzeczywista niż w rzeczywistości;) To było coś. Sama konsola swoim wyglądem nie za bardzo mi się spodobała. Za to pad! 8 cud świata, jeżeli chodzi o platformówy i FPP-eki. Analogowa gałka umieszczona na środku wymiatała w kosmos. Po ukazaniu się Goldeneye`a straciłem głowę. Co tydzień w każdy piątek wraz z kumplami stawaliśmy do Deathmatchu. No i można było grać w czwórkę jednocześnie. Obłęd! Na tej gierce straciłem cały majątek. Życie toczyło się dalej. W gralni pojawiły się jeszcze Dremcast, Sega Saturn (dosyć późno), PS2. Z nimi jednak nie miałem okazji zbyt długo poobcować. Do tej pory z ww. konsol na stanie miałem jedynie PSX`a (całe 2 tygodnie). Właściwie cały wolny czas spędzałem w gralni. Najbardziej żałuję PS2 z którym styczność miałem tylko dwukrotnie (młóciłem TTT). Jeżeli moje modły o napływ sporej gotówki zostaną wysłuchane, być może w niedługim czasie szarpnę się na Czarnulę? |