<<< SUPER MARIO (pedzio:) 13 >>>


Pewnie nikt z was o tej grze nie słyszał. Mieliście prawo do tego, ponieważ jak wiemy Nintendo nie wydało na NESa aż tylu gier z wujciem Marianem. [A już myślałem, że nie da się bardziej zeszmacić imienia "Mario", a jednak Uobooz tego dokonał... - LOV] Jednak byli i tacy, którzy chcieli zarobić na tej nintendowskiej kurze znoszącej złote jajka i sami coś programowali. Z tego co mi wiadomo to najwięcej tych "produkcji" było po prostu hackami innych gier. Np. zamiast jaskiniowca wstawiali Mariana i Mario 16 było gotowe! Przykładem takiego hacka jest też Kung Fu Mario, o którym wspomniałem miech temu. Jak było w przypadku SM13? Nie mam pojęcia. Jednak wiem jedno: z hydraulika zrobił się wojak z badylem i jest super! [Czy myślałeś Uobooz, że przejdę obojetnie obok tego zdania? A może chciałeś mnie sprowokować, świntuchu! - LOV]

Wszystko zaczyna się od wyrąbistego interka, w którym to jakaś dziewuszka pisze letka [??? - Kor.] (wschodnimi krzaczkami oczywiście), robi z niego samolot i rzuca z okna. Dostaje go Marianek i dowiaduje się, że niewiastę przetrzymują jacyś dwaj pomyleńcy. Obaj wyglądają jak po masakrze, albo jakby z cyrku uciekli. Mario rusza na ratunek (dziewczynie oczywiście). [No nie wiem czy to takie oczywiste, chyba ksywa "Marian Pedzio" mówi sama za siebie - LOV]

Mister M. zamiast ogrodniczek przywdział białą szatę, złapał za kijaszka i wpadł do pierwszego levelu. Na początku standardzik. Pod badyla pchają się "żółwie" dobrze znane z pierwszych (i nie tylko) części przygód. [Nie, no! "Ubi", Ty się chłopie lepiej zgłoś do seksuologa - LOV] W tle mamy niebo z chmurkami. Powrót do przeszłości? Nie. Kolejne miejsca już są całkowicie inne. Połazimy po poziomie pełnym zbiorników wodnych, na pustyni, w okolicy wodospadu, krainie lodowej, czy też kompletnie blaszanej (pełno mechanizmów, kolców, wózków itd.). Mario poza ogólną rozpierduchą zbiera monety (za całkiem dużą ich ilość trafia do bonus levelu), klucze, serca (zdrówko) i symbole tej dziewuchy z interka (życia).

Ciosów nasz panocek ma sporo. Od czasu do czasu Mario podczas np. wykonywania ataku zmienia się w jakąś pyzatą wersję. Komiczna sprawa, a zarazem ciekawe urozmaicenie (w końcu ile można oglądać facjatę wąsatego wyjadacza włoskich potraw). Gościu może oprzeć się kijem o ścianę, [.............. - LOV] czy też zsuwać się po niej, aby po chwili wykonać multum obrotów w tył (oczywiście zmienia wtedy wygląd), może wbić kij w ziemię i obracać się na nim (jak Neo z Reloaded) [Prosimy, aby dzieci poniżej 18 roku życia wyłączyły komputery. Nie wiadomo co jeszcze może strzelić Ubiemu do główki - LOV], odbijać się nim od ziemi [Czy ktoś mówił, że JA jestem zboczony? - LOV] niczym stary Wujo Sknerus z Duck Tales, czy po prostu zadawać zwykłe uderzenie (wali siakimiś kulami, które lecą sobie przed siebie po machnięciu przyrządem :) [Dobra, cały czas żartowałem, ale z tymi "kulami' to przesadziłeś Uobooz - LOV]. Poza tym potrafi robić efektowny wślizg. Marian się nieźle wyćwiczył, nie ma co. Nawet Zen mu może umiejętności pozazdrościć. Hłe, hłe.

Przeciwników zostawiłem sobie na koniec. Ich projektanci chyba mają nieźle skrzywioną psychikę. Te wszystkie maszkary są tak niezwykłe, że mogłyby spokojnie konkurować z tym co jest w Kabuki. Dajmy na to: widzieliście kiedyś skrzyżowanie rzepy z męską owłosioną nogą? Nie? No to tutaj ją uraczycie. Ale to jeszcze nic! Najlepsi są bladzi goście strzelający z trzymanego w ręku fafora! Ci osobnicy przy tym się tak komicznie gibają, że nawet nasz redakcyjny znawca "tych spraw" - LOV tak by nie potrafił. [Ja swojego fafora muszę wozić na taczce, bo bym przepukliny dostał - LOV] Szkoda, że gierę mam tylko na konsolę, a nie także na emulator. Dorzuciłbym wam skreenszota. No nic. Pozostaje wam sobie tylko to wyobrazić (he, he :P). Odjazdowi są też bossowie. Wszyscy po otrzymaniu ciosu walą śmieszne miny i dostają zajebistego (LOV mówił, że to nie przekleństwo :) wytrzeszczu. Jeden gościu jest poczochrany gorzej niż ja, jeszcze inny lata sobie z widełkami, następny gra na fujarce (nie tej w kroczu, a na tej z dziurkami!) itd. Najlepszy jest ostatni boss. Walka z nim to jeden cały level! Oczywiście ostatni dwaj "szefowie" to ci goście z interka.

Jak widać, nie tylko Nintendo potrafi robić dobre giery z Mariem. Dla mnie to Super Mario 13 jest nawet lepszy od tego co mieliśmy od Nintendo (trzy platformówki, łażenie na grzbiecie Yoshi'ego po większych miastach świata i bzdetna edukacyjna przygodówka). Jeśli macie to szczęście i możecie zdobyć "trzynastego Mariana" to bez wahania łykajcie!

P.S. Recka, którą właśnie przyczylaście jest moim 50 tekstem w kącikach Action Maga, a więc zapraszam wszystkich na wirtulnego szampana! LOV stawia! :) [Dlaczego zawsze ja? Nawet w gej barach muszę stawiać - LOV]

Uobooz